Wielki Czwartek, Piątek i Sobota

W Wielki Czwartek dużo wiernych uczestniczyło popołudniu w uroczystościach kościelnych. Wieczorem natomiast gospodarz domu wyciągał za stragaża poświęcone w ostatnią niedziele palmy i razem ze swoimi synami czy nawet córkami robił krzyże w takiej ilości, aby wystarczyło ich na wszystkie stajania domowego pola. Z wykonanymi wczorajszego wieczora krzyżami, wczesnym rankiem w Wielki Piątek, wszyscy mężczyźni wychodzili w pole zabierając z sobą żałosne trykotki, klekotki i inne werble. Kiedy wstawiali ostatni krzyżyk na najdalszym od domu stajaniu, na wschodzie nie mogło się jeszcze pojawić słonko. Teraz wracali już ze swoich pól razem ze swoimi sąsiadami i ich synami. Po obu stronach szerokich pól, słychać było żałosne werble. Ten żałosny poranek Wielkiego Postu był naprawdę piękny. Po południu od strony Zimnodołu ciągnęli ludzie na czele z ich strażakami, którzy stowarzyszenie to założyli w 1926 r. Strażacy tej wsi zawsze pierwsi w każdy Wielki Piątek zaciągali warty honorowe przy Grobie Pana Jezusa. Wieczorem lub późną nocą, do zimnodolskich strażaków ochotników, dołączali ochotnicy przegińscy. Obie jednostki wymienionych stowarzyszeń utrzymywały swoje warty honorowe przy Grobie pana Jezusa do Jutrzni, nazywanej też Rezurekcją Wielkanocnej Niedzieli.
    W Wielką Sobotę od wczesnych godzin rannych kończono robienie wielkanocnych porządków. Porządków nie tylko w domach, ale również w obejściach, podwórzach i szerokich ulicach. Mamy nasze dekorowały koszyczki swoim dzieciakom, wkładały do nich wielkanocne przysmaki i wysyłały je szerokim nawsiem do centrum wsi, gdzie na krzyżówce pod wielkimi wierzbami, jesionami, topolami i lipami, placu należącego do Glanowskich, zwanego Kaczmarówką, gromadzili się ludzie z młodzieżą i młodocianą dziatwą do mających się odbyć świeceń świątecznych pokarmów.     Każdego roku w Wielką Sobotę wyjeżdżała parokonna furmanka z dobranymi kasztanami, karymi lub siwkami po proboszcza do przegińskiego kościoła. Furmanka ta zawsze wyjeżdżała ze wsi Zimnodół i do siebie przywoziła kapłana. Po poświęceniu pokarmów w tej wsi czekała już inna furmanka z Osieka, dokąd z kolei wiozła księdza proboszcza. W Osieku z kolei czekała furmanka z Sieniczna. Kolejno przez Olewin, Wiśliczke, Kosmolów, Zadole i Pasiekę za lasem, ksiądz przyjeżdżał do naszej wsi [Zedereman] zawsze na ostatku. Czekające dzieci na poświęcenie pokarmów miały wiele czasu. Latały więc po placu, Nawsiu, i gościńcu i często jak to młodzi, nieprzerwanie broiły. Zdarzało się, że często  wysypywały swoje pokarmy zanim doleciała do nich święcona woda. Były wówczas obsypane piachem, ziemią i wymagały czyszczenia.
     Kiedy pojawił się już na placu kapłan, ludzie robili wielkie koło i czekali na święcenie. Na środku tego koła był ustawiony stół, nakryty białym obrusem z talerzem święconej wody i kropidłem, z przygotowanym zawsze przez Pawła Stacha, nazywanego „Kumoszką”. Za kapłanem dokonującym święcenia pokarmów szedł Paweł Stach,  z wielkim obieracem, do którego każdy  wkładał proboszczowi śmigus,  w postaci jednego czy kilku jajek. Zebrane jajka Paweł ładował na naszą furmankę, która w łącznej, sporej ze wszystkimi miejscowościami jajkami, wiozła je na przegińską plebanię. (K. Tomczyk, Dzieje wsi i parafii Przeginia). 

 

Ciekawostki z przeszłości

Dawne wierzenia i zwyczaje

Statystyka strony

Użytkowników : 2
Artykułów : 281
Odsłon : 201126

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 13 gości