Wyzwolenie

Była piękna, mroźna, pogoda styczniowa. W słońcu śnieg lśnił miliardami iskier.Wracaliśmy z przegińskiego cmentarza. Właśnie rok wcześniej pochowaliśmy tu Babcię Rózię i stąd  nasza wizyta u Niej. Droga  wiodła pod stromą górę (pod Moscalonkę).Uczepiony rękoma Mamy i Ciotki Olesi udawałem, że się ślizgam. czym trochę Je wyrwałem z  hiobowego nastroju, spotęgowanego  od paru dni odgłosami, zbliżającego się gdzieś od Sułoszowy, frontu. Byliśmy na Spławach. Spławy (przycmentarna część Przegini) leżały na stromiźnie, a wspinający się gościniec miał kilka serpentyn, po których ładowne wozy konne mogły wjechać tylko wspomagając się wzajemnie.

Poprzedniej nocy cofający się oddział niemieckiej piechoty, ubrany na biało,  zatrzymał się  na krótki wypoczynek .Jakaś grupa wypoczywała na siedząco i u nas w kuchni.  Ci do niedawna „kulturtregerzy”, „zwycięzcy na wszystkich frontach”, kiwali się zasypiając na ławce bez oparcia w pełnym uzbrojeniu. Dzisiaj byłoby ich może żal. Był to krótki incydent i w żaden sposób nie wydał mi się związany z tym, co działo się później. Nieoczekiwanie od strony Olkusza i tych serpentyn zaczął się dziwny, nieznany, grożnie narastający pomruk. Wkrótce okazało się. że to „Tygrysy”, „Pantery” i inne wojskowe pojazdy niemieckie (razem kilkadziesiąt). Szybko, wprawnie ustawiły się między chałupami, stodołami i chlewami po sułoszowskiej stronie wsi , frontem do okopów przeciwczołgowych. W szkole ulokował się sztab. Tam mieszkaliśmy. Nie było na co czekać. Mama złapała kilka najpotrzebniejszych rzeczy, mnie za rękę    i „wio” – do Dziadka! Dotarliśmy do stawów (najniższe miejsce między szkołą, a domem Dziadka). Tu zaczął się lekki ostrzał artyleryjski. Ukryliśmy się na zamarzniętym stawie, pod wysokim brzegiem. Na gościńcu oszalałe ze strachu wojskowe konie miotały się razem z furmankami, bo ludzie znaleźli sobie schronienia. Trwało to kilkadziesiąt sekund i przeszło, jak burza.

Wiesiek (brat) został w szkole, aby napoić krowę i owce. Poszedł z wiadrami po wodę do Walkowego stawu i już wracał, kiedy spostrzegł zbliżający się systematyczny ostrzał. Postawił wiadra na poboczu a sam padł w koleinę polnej drogi. Gdy minęła „ strzelanina” stwierdził, że jest mokry. To woda z podziurawionych wiader Go polała. W każdym wiadrze było kilkanaście dziur po odłamkach. Dotarliśmy z Mamą do dziadkowego domu, ale na pierwszą „strzelaną” noc schowaliśmy się w betonowanej piwnicy, pod „murowańcem” sąsiada Tomka. Ludzi było pełno. Zaduch  był okropny, że nie chciała się palić świeczka, a i tak „baby” zatykały klapę  poduszką, „żeby bomba nie wleciała”. W piwnicy były tylko kobiety i dzieci.  Mężczyźni byli wolni, bo pewnie i tak brakłoby dla nich miejsca. Niemcy się wynieśli, w dzień strzelanie ustało, ale za to w domu Dziadka zjawili się „Własowcy” Ubrani w białe maskujące kożuchy wyglądali groźnie. Kroili chleb z dużego, białego bochna i jedli ze smażonymi na patelni grubymi, dużymi płatami słoniny.”Kucharz” chciał mnie poczęstować, ale zdecydowanie odrzuciłem propozycję, przez co choć na chwilę urosłem w oczach rodziny. Po południu dowiedzieliśmy się o śmierci, od pocisku artyleryjskiego, (rosyjskiego) młodego chłopca z „końca” wsi (pod Ostrą Górką, Koło Gotkowic – na „pańskim”).

Mocno się rozczarowaliśmy, bo sądziliśmy, że to już po wojnie, a niemieckie „Tygrysy” wróciły przed wieczorem. Wieczorem na Niemców, ale i na Przeginię, posypały się  pociski z dział rosyjskich, tym razem nie na żarty. Właściciel piwnicy Tomek, co z ukrycia obserwował świecące w nocy pociski, zajrzał do nas i stwierdził: „jakie tyz ta piykności lotajo po niebie”. Od tych piękności spłonęło we wsi kilka domów. Na szczęście nie zginął nikt z mieszkańców, ale popalone w chlewach zwierzęta, uwiązane wycisnęły w pamięci dziecka trwałe ślady. Po ostrzale, od strony Czubrowic (Dupnika, Huby, Nowej Wsi) rozpoczęli Rosjanie atak piechoty. W piwnicy słychać było przeciągłe wielogłosowe URRAAA! Zaskakująco wysoko brzmiało. Słyszeliśmy powolne „pepesze” i szybki niemiecki CKM. Po ok. dwóch godzinach wszystko ucichło i tylko dymiły pogorzeliska. Rano przemknęły gościńcem ZISy z rozśpiewanymi „dziewuszkami”. Niemcy uciekli tym razem bezpowrotnie. Kilku zostało tu na zawsze. Jeden, w mundurze Wehrmachtu, leżał kilka dni przy remizie strażackiej, czekając na swoją kolej, bo najpierw chowali przegińscy chłopcy poległych żołnierzy radzieckich, a było co chować. Ich koledzy, co przeżyli, pijani zmęczeniem i wódką obejmowali ich zmarznięte, zakrwawione zwłoki, całowali i opłakiwali. ”Brat ty moj – Ty pogib”. Pamiętam te słowa, przepojone rozpaczą. Ilu ich zginęło nie wiem. Na polach za kościołem, koło Dupnika martwi leżeli, jak snopki po żniwach.

Od strony sułoszowskiej, między przeciwczołgowymi okopami, a wsią stał spalony czołg rosyjski ; na nawsiu, niedaleko remizy stał rozbity, spalony samochód wojskowy (niemiecki) pewnie związany z łącznością, bo pełen różnych uzwojeń. W różnych miejscach leżały kupy amunicji artyleryjskiej. Późnym rankiem, gdy byliśmy już w domu, mały Rosjanin biegł ścieżką koło szkoły z pepeszą gotową do strzału. Spotkaliśmy Go z Mamą, gdy byliśmy na schodach ganku. „Nie bojsa...” (tyle zrozumiałem) i pobiegł dalej. Za chwilę dało się słyszeć kilka serii pepeszki. To on zabił zapóźnionych, zaspanych, chyba trzech Niemców, co liczyli na powrót swoich i w najlepsze golili się „ na kwaterze”.

Dziwny to cmentarz, ten przegiński. Leżą tu szczątki żołnierzy co najmniej obu światowych wojen, leżą pomordowani przez Niemców, a żadna nawet tablica tego nie upamiętnia poza błędnie napisaną datą na nagrobku p - twa Chwastów. Może chodzi o spokój w tym miejscu? Nawiasem mówiąc ekshumacji zwłok poległych w pierwszej wojnie przyglądałem się, jako dziecko tak małe, że wyraz żołnierz wymawiałem „ondzież”. Oczywiście pamiętam to tylko fragmentarycznie. Grób żołnierski, który rozkopywano przy mnie leżał gdzieś na polu „Sędzi” w pobliżu tego rosyjskiego czołgu, spalonego dużo później.

Barczewo, dn. 31.08.2007 r., Jerzy Jopek

 

Ciekawostki z przeszłości

Dawne wierzenia i zwyczaje

Statystyka strony

Użytkowników : 2
Artykułów : 281
Odsłon : 198377

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 7 gości