Mikołaj „Cain’

Cain, bo w Przegini tamtych czasów rzadko kto używał nazwisk, bo i po co one były potrzebne? Za to każdy miał przydomek na wewnętrzny użytek wsi. Nazwisk używano tylko dla urzędów. Ten Mikołaj o którym będzie mowa nazywał się akurat Piekarz. Był bliskim sąsiadem szkoły. Dla mnie zawsze był stary , jak te lipy pod kościołem i zawsze „Wy”. Kto wie czy nie najstarszy był swego czasu we wsi. Dzieci miał i dorosłe i w moim wieku i młodsze ode mnie. Z pierwszego małżeństwa z żoną, co umarła, byli: Franek (już żonaty i dzieciaty) co siedział w komorze u ojca i Julek , co też u ojca siedział, ale choć był dorosły to się jeszcze nie ożenił. Cain był nie tylko Mikołaj. Był przecie jego sąsiad Kuba, Jędras i stary Caja, co już nie żył, ale w jego chałupie mieszkała wdowa z córką. U nich to zbierały się dziewczyny i młode baby na przędzenie z kądzielami. Jak dziewczyny, to i chłopaki i chłopy. Opowiadali różne godki, czasem nieżle improwizując.

Był też Jędras Cain. (U tego Jędrasa to nieszczęścia chodziły trójkami. Nie dość, że dwie córki były niewidome, to jeszcze Kaśka  -też córka- miała bącka z Korkiem).Kiedyś, z carskiego ukazu (marzec 1864) łan ziemi dostał człowiek o nazwisku Czaja i stąd wszyscy, co mieszkali na dawnej jego ziemi byli caini, choć nikt nie nosił tego nazwiska.

Z drugiego małżeństwa (u Mikołaja) byli: Anielka, Lodzia i Jasiu. Może ta były i póżniej jakie dzieci, bo kobiyta była śwarno, młodo i zdrowo tak, ze jak miało być dziecko, to wchodziyła po drabinie na góre i po niedługim czasie schodziła  po drabinie z dzieckiem.Mikołoj był kiesik sołtysym, ale jesce za cara. Na starość nieco zdziwaczał. Lubił wygrzewać się w słońcu na progu sieni. Ale nie tylko siebie wygrzewał. Ze „ starych, dobrych” czasów zostało Mu sporo (jak na Przeginię) rubli. Kiedy wszyscy z okolicy byli na sumie, a  pogoda sprzyjała, On za osłoną szczelnego płotu rozkładał te pieniądze na trawie, przyciskał banknoty kamieniami i wietrzył. Kiedy wścibski sąsiad mówił mu, że te pieniądze już dawno nie są ważne odpowiadał oni tu jesce przydom. Popatrzcie ludzie: miał rację – przyszli, ale rubli to już nie chcieli.

O Mikołaju Piekarzu wspomina p. Kazimierz Tomczyk z Racławic w swojej książce „Dzieje Wsi I Parafii Przeginia” w aneksie o sołtysach. To pewnie za jego „sołtysowania” na wiejskim zebraniu padło owo sakramentalne NIE dla szkoły, bo jak sie chłopoki bedom ucyć, to nie Bedom na polu robić.
Jerzy Jopek

 

Ciekawostki z przeszłości

Dawne wierzenia i zwyczaje

Statystyka strony

Użytkowników : 2
Artykułów : 281
Odsłon : 198389

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 22 gości