Obrona Przegini

„Nikt nam nie odda nic, bo z nami Śmigły, Śmigły, Śmigły Rydz ...”. To była ówczesna parodia ówczesnej piosenki „patriotycznej”. Jakże trafna. Wicia (moja siostra) należała do jakiejś Ligi (Obrony Powietrznej), czy innej, utworzonej chyba na doraźne potrzeby lata 1939 roku. W żadnej encyklopedii nie ma wzmianki o tej lidze, ale ona była i jej członkiem była właśnie Wicia. Na szkoleniach samoobrony wkładano w młode głowy ( w tym i Wici ) informacje różne, ale przede wszystkim uczono obrony przeciwgazowej. Gazem mieli bowiem Niemcy atakować. Wyposażona w maski z gazy (własnej roboty) i jakiś proszek, rozpuszczalny w wodzie czekała Wicia na przelot samolotu i wrogi zapach. Stało się, samolot przeleciał, a zaraz potem zapachniało. Alarm przeciwgazowy o tyle się nie udał, że nie było Kuby (czyli mnie ), żeby go ubrać w maskę, ani Taty. Domownicy, co byli w domu i sąsiedzi, wszyscy mieli na twarzach maski Pod koniec alarmu Wicia stwierdziła, że babka Sobalowa nie ma maski na twarzy, że się otruje. Toteż pospiesznie podsunęła jej maskę i garnczek z płynem. Ta, miast wdzięczności, zaczęła mędrkować, że siecze ziele dla kurcząt i dlatego ten zapach, a samolot to była zwykła awionetka. Taką to tęgą obroną przeciwlotniczą dysponowała Przeginia. To pamiętam tylko z opowiadania.

Jerzy Jopek

 

Ciekawostki z przeszłości

Dawne wierzenia i zwyczaje

Statystyka strony

Użytkowników : 2
Artykułów : 281
Odsłon : 198399

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 35 gości