Święto Matki Boskiej Zielnej

Na specjalne podkreślenie zasługuje na naszej wsi święto Matki Boskiej Zielnej, przypadające w dniu 15 sierpnia, obchodzone w tym czasie bardzo uroczyście przez nasze matki i żony. Kobiety wiejskie: babcie na kilka dni przed każdym świętem, zbierały różne kwiaty i zioła. Najczęściej przed samym świętem padał deszcz. Kobiety nasze mówiły wówczas, że to kwiaty i zioła poruszone w czasie zrywania rozpłakały się i z tego powodu nastąpiły opady deszczu. W dniu samego święta nasze mamy i babcie dobierały więc ostanie brakujące im zioła, kwiaty i owoce, albo niektóre wymieniały ze swymi sąsiadkami i szykowały je w duże naręcza, nazywane przez niektóre z nich ociepkami. Z tymi kwiatami udawały się boso, niosąc przewiązane przez ramię trzewiki do parafialnego kościoła. Obok kościoła, na placu przed Izdebskimi, kobiety siadały, wycierały pobrudzone nogi i nakładały przyniesione na ramionach trzewiki. Wszystkie wychodziły zawsze na sumę, gdyż ziele święcono tylko na sumie. Tego dnia było uroczyście. Duże grupy kobiet podążały nie tylko z naszej wsi, ale z całej parafii, ze wsi sporo oddalonych. Osiecanki, od strony Olkusza, szły z zimnodolankami ciężką piaszczystą skotnicą, przez las i Gaj. Kobiety z Olewina i Sieniczna szły ciężkim królewskim gościńcem.

Wiśliczanki i Kosmolowianki szły kosmolowskimi polnymi drogami i przez Górki,  szły zagoniem północnej strony naszej wsi aż do samego kościoła. Kobiety z południowej strony Osieka, kierowały się zawsze granicami pół zimnodolsko-goreńskich, następnie zedermańsko-zawadzkich i obok pól czubrowskich przez Jaśkówki wkraczały koło Nosówek na Nową Wieś, dochodząc do kościoła. Kobiety nasze z naręczami kwiatów, ziół  i owoców, szły zawsze boso, zarówno z bliskich jak i oddalonych miejscowości. Długie spódnice, aby nie zrosi, unosiły do góry do samych ramion. W razie deszczu szerokimi i długimi spódnicami nawet się nakrywały, aby ich głowy nie zmoknęły na tak długiej drodze.
 ..Ta wielka „armia” naszych kobiet po sumie powracała teraz do swych domów i rodzin. Z kościoła wszystkie kobiety od placu koło Izdebskich, szły boso, swoje trzewiki przewiązane sznurówkami ponownie niosły na swoich ramionach. Przyniesione ziele z kościoła wstawiano na 1 dobę do okna, a następnie wynoszono na kilka dni do polnych ogrodów, umieszczając tam wśród rosnących warzyw, po czym powracano z powrotem do domu  umieszczone zostało w wybranym miejscu na strychu. Ziele to wykorzystywane było przez cały rok przy rożnych schorzeniach, a już obowiązkowo gotowane było przy wycieleniu krów, który to wywar podawano matkom, wydanych na świat cieląt. (...)
    Przed zbliżającym się Świętem Matki Boskiej Zielnej z parafii naszej wychodziły do Kalwarii, Częstochowy lub Piekar Śląskich organizowane pielgrzymki. Z mojej wsi w takich pielgrzymkach brali liczny udział nasi mieszkańcy, a wśród nich tata i mama. Każde z wymienionych miejsc świętych, powinno się co najmniej raz w życiu odwiedzić, aby uzyskać dla człowieka niezbędny odpust – powiadali rodzice. Kto takiego świętego miejsca  nie odwiedzi za życia, po śmierci na klęczkach będzie musiał tam dotrzeć – dodawali inni. To nie były żarty. Każdy więc z dorosłych mieszkańców, a także  liczna młodzież starali się przynajmniej raz uczestniczyć w każdej z wymienionych pielgrzymek, organizowanych nie tylko z okazji Święta Matki Boskiej Zielnej, ale również z okazji Wielkiego Tygodnia, czy innych znaczących świąt kościelnych. Organizowane pielgrzymki wychodziły zawsze pieszo i pieszo wracały. Przewodniczyli im bardzo często księża wikariusze albo też miejscowi śpiewacy, do których należeli z naszej wsi Augustyn Kordaszewski z Górek, Kazimierz Rogóż z Przegini lub Franciszek Bigaj z Kosmolowa.
    Pątnicy każdej wycieczki zabierali z sobą plecaki z zapasowym suchym prowiantem lub małe zawiniątka z żywnością. Bogatsi brali z sobą koce, czy inne okrycia, aby w czasie zbiorowych noclegów po wsiach było się czym odziać. Trud tych ludzi w tamtych czasach był bardzo wielki. Pątnicy szli pieszo i bez przerwy śpiewali. Chodzili niekiedy bardzo uciążliwymi trasami, długimi i wyboistymi gościńcami. Niekiedy szli w tumanach wielkiego kurzu, innym razem w ulewach obfitego deszczu, czy też trudnego do przebycia błota. Wszyscy pątnicy całą trasę szli zawsze boso. Bywało to wielkie ludzkie dla Boga poświęcenie.

(K. Tomczyk, Dzieje wsi i parafii Przeginia).

 

 

 

Ciekawostki z przeszłości

Dawne wierzenia i zwyczaje

Statystyka strony

Użytkowników : 2
Artykułów : 281
Odsłon : 201127

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 14 gości