Święto Bożego Narodzenia

Podobnie jak w dzień Zmartwychwstania Pańskiego, tak samo świętowano pierwszy dzień Bożego Narodzenia. Nikt tego dnia, poza obrządkami inwentarza, nie wychodził nigdzie do nikogo i nie wykonywał żadnych najmniejszych czynności. Nadal na naszej wsi nie wolno było urządzać wesel, czy nawet sąsiedzkich schadzek lub pospolitych  towarzyskich potańcówek. Po przyjściu z kościoła, ze sumy i zjedzeniu obiadu, wszyscy domownicy śpiewali kolędy aż do późnego wieczora. Echa śpiewu grupowego rozchodziły się po wiejskich okołach i zagrodach, a nawet sąsiednich podwórzach. Tak bywało zawsze w Boże Narodzenie.
    Drugi natomiast dzień, czyli święto poświęcone męczennikowi, św. Szczepanowi, bywało już zupełnie inne. Przy wychodzeniu z kościoła, ze sumy wiejscy kawalerowie posiadali pełne kieszenie poświęconego przed chwilą owsa, którym wprost w oczy i pokręcone, falowane fryzury, rzucano wiejskim dziewczynom Powrót z kościoła odbywał się przy dziesiątkach, a może nawet setkach furmańskich sanek, na których siedziała większość wierzącej i praktykującej parafialnej ludności, których właścicielami byli okoliczni chłopi. Z zakończonej sumy powracali też pieszo nasi mieszkańcy. Ci w większości musieli schodzić do głębokiego rowu, gdyż nieustannie nadjeżdżały sanki za sankami. Wystrojone konie, wymalowane na zimę sanie, z wystrojonymi na święta dziewczynami, często się wymijały. W takich okolicznościach następowały wywalania niektórych sań z ludźmi, pod którymi przywalone do śniegu dziewczyny okropnie kwikały. Po powrocie do domu i zjedzeniu obiadu, w poszczególnych rodzinach i całej wsi robiło się wesoło, towarzysko i uciesznie.
 
    Drugiego dnia ludzie wyruszali już w teren. Odwiedzali się nawzajem krewni, kumotrowie, sąsiedzi i bliscy. Po południu na wiejskim nawsiu, czy królewskim gościńcu, robiło się rojno. Znów zaprzęgano siwki, kasztanki, kare i jeżdżono po wsi. Jeździli młodzi, ale także i starsi. Urządzano kuligi. W niektórych chłopskich zagrodach odbywały się zapowiadane od kilku tygodni wesela. Drugiego dnia świąt Bożego Narodzenia ruszali na wieś kolędnicy. Z Parowców wychodzili pastuszkowie. Herodzi z Gaja lub Podgaja. Szopka ze wsi wyruszała przeważnie tego samego dnia na obce wioski, z Brzegu wyruszała też Gwiazda lub Turoń. Wszystkie kolędnicze zespoły pragnęły dawać jak najlepsze swoje artystyczne uzdolnienia o tamtych dawnych latach urodzenia w Betlejem Bożej Dzieciny. Na zakończenie występów każdy zespół przepięknie przyśpiewywał gospodarzom i znajdującym się w domu dziewczynom następującymi słowami: „za kolędę dziękujemy, zdrowia szczęścia wam życzymy, abyście tu długo żyli, a po śmierci w niebie byli, ze świętymi w niebie”. Jeśli w danym domu była dziewczyna na wydaniu lub chłopak do żeniaczki, to kolędnicy o tym dobrze wiedzieli. Takiej dziewczynie, córce gospodarza, czy też jego synowi, odpowiednio przyśpiewywali, to musiało kosztować. Przy wychodzeniu z domu częstowano gorzałką. Kolędnicy wówczas urządzali dodatkowe występy, a niektórzy nawet broili. Znajdujące się w domu dziewczyny mocno piszczały. Zbliżał się Sylwester, jako ostatni dzień roku. Tego dnia na naszej wsi nie robiono jeszcze żadnych zabaw, czy też innych na owe czasy uroczystości.(...). (K. Tomczyk, Dzieje wsi i parafii Przeginia Kraków 2008).

 

Ciekawostki z przeszłości

Dawne wierzenia i zwyczaje

Statystyka strony

Użytkowników : 2
Artykułów : 281
Odsłon : 201125

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 12 gości