Staszek Bartków

 Ustały swobodne wędrówki młodzieży po skałach z chwilą powołania posterunku S.A. (u Kucińskich, oczywiście bez Ich woli). Siostra Romka z „Wysokiego Brzegu” (na nawsiu) służyła gdześ w Krakowie u Niemców. Musiała przecież z czegoś żyć, a przy tym unikała wywózki do Niemiec na przymusowe roboty! Nas jednak , dzieci nic to nie obchodziło i tylko została niechęć do Romka.

Był pewnie maj. Całą paczką łapaliśmy przed wieczorem chrabąszcze, aż tu idzie Romek: Rozpierzchliśmy się. Kilku ze Staszkiem Bartkowym zaczaiło się w rowie i kiedy Romek nadszedł Staszek wyskoczył, uderzył Go w głowę kamieniem, Romek upadł, a gdy się ocknął „bohaterów” już nie było. Sprawa się sypnęła. Na drugi dzień przyszli po Staszka i po mnie S.A.-mani, bo nas dwóch Romek poznał. Zamknęli nas w komórce pod stodołą. Już zaczęliśmy kombinować jak tu uciec do partyzantki (mieliśmy po ok. 10 lat) , ale czasu  brakło, bo przyszli po nas.

„Rozprawę” rozpoczął polskojęzyczny Ślązak od słów: „chtóry starsy?”. Staszek był starszy ode mnie, więc On pierwszy musiał zdjąć spodnie i wypiąć się gołym tyłkiem na przedstawicieli III Rzeszy. Lali solidnie pasem wojskowym, aż echo szło po pustej izbie.(W brew pozorom ten drugi ma gorzej, bo nie dość,że za chwtlę sam dostanie, to jeszcze musi oglądać cudzą goliznę).Z każdym uderzeniem pasa w Staszkową sempiternę docierało do mnie szybciej, że Szkopy boją się czerwonki, która zaczęła we wsi panować. Sam „sędzia” i kat w jednej osobie ułatwił mi łgarstwo, bo spytał czemu nie przyszedłem sam, jak kazał goniec.  .Odpowiedziałem, że chory byłem na czerwonkę i jeszcze jestem słaby, a blady pewnie byłem ze strachu, to  byłem wiarygodny. ”Poszwargotali” między sobą, usłyszałem   „n e i n”  i ..nie dostałem. Pan Bóg podobno każdemu dał rozum (choć czasem trudno w to uwierzyć) i wolną wolę W ten sposób wykorzystałem tę część, której nie mogli mi zabrać,bo przcież wolną wolę mi zabrali.Tłumaczyłem się w drodze  powrotnej  Staszkowi, że mi nijak, bo ja nie dostałem, ale skwitował to tak, że przecież to dobrze, że oszukaliśmy Niemców.

Chyba to prawda, że nie ma nic za darmo, bo wkrótce zachorowałem na czerwonkę. Dziś, po latach wiem, że z tym „rozumem” to byliśmy na bakier i widzę taki bilans: Polak Polakowi rozbił łeb, a temu Polakowi Niemiec tyłek sprał. Na nieszczęście (już większe) dorośli i to daleko od Przegini myśleli podobnie i w czasie wojny i po wojnie i teraz też.

P.S.1 Dziś (2009), gdy spojrzałem na zdjęciu w twarz Anieli (siostrze Romka) i jej zabójcy  na łamach opublikowanej praz  P. Tomczyka z Racławic Historii Przegini ogarnia mnie smutek i złość bezsilna! Tę dziewczynę pamiętam, to morderstwo też (popełnione w imię wilczego prawa zaborcy) ! To upiorne wspomnienie dzieciństwa poświęcam  p. Eryce Steinbach i p. Tomaszowi Grossowi. Dorzucam im bezpłatnie 6-ciu zabitych u Izdebskich i głuchoniemego „upolowanego” już 5-go września przez wehrmachtowcow (str.141 i 172 i 3 ). Oni bowiem (Gross i Steinbach) budzą ponownie rzeczywistość która, na szczęście, minęła (mam nadzieję, że po obu stronach granicy).

Jerzy Jopek, Barczewo, grudzień 2006 r.    

 

Ciekawostki z przeszłości

Dawne wierzenia i zwyczaje

Statystyka strony

Użytkowników : 2
Artykułów : 281
Odsłon : 198381

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 11 gości