Działo się w 1887 r. w Skale.


 W Gazecie Kieleckiej  ukazał artykuł, w którym napisano m.in. o znachorach i ich praktykach leczniczych na naszym terenie. Oto jego fragment, który poniżej cytuję.

... W samej Skale zamieszkuje naukowo wykwalifikowany doktor, którego lud zwie „głównym lub obwodowym”, w odróżnieniu od jego pseudo-kolegów, rezydujących po wsiach. Owych panów jest kilku: największą sławą cieszy się dwóch: jeden ze wsi Zawada pod Olkuszem, drugi w Michałowicach (komora celna), czy też gdzieś w pobliżu. Każdy z nich ma swoją odrębną metodę stawiania diagnozy. Pan doktor z Zawady, widać jakaś zagubiona na prowincji sława w dziedzinie chemii, bada w tym celu urynę. Nie myślcie jednak, że za pomocą jakiś odczynników. Broń Boże. Dla niego wystarcza wzrok, czy tez może jaki inny z reszty zmysłów, bardziej odpowiedni do tego celu. Co do drugiego pana doktora, jak się znów zdaje, nie uznanego jeszcze przez świat naukowy antropologa, ten stawia diagnozę z badania włosów. Rezultatami takich badań bywa naturalnie porada. Notuję tu parę takich porad tych panów.  - Urwać trzy garście trawy, jaka podpadnie pod ręce i zrobiwszy z niej odwar, pić przez dni trzy. - Kawałek stali rozpalać rano i wieczór, hartować w kwaterce mleka, po czem co tchu wypijać to mleko. Robić to przez dni dziewięć.

Mógłbym przytoczyć i więcej tego rodzaju opowieści, ale chyba i tych wystarczy, aby  dowieźć, że okolica tutejsza żyje zżyciem jakiego XVI wieku. Jakże  więc  wobec tego przedstawia się zdrowie publiczne? Smutnie bardzo. Ot, np. w ostatnich czasach, zmarły  w Skale trzy w sile wieku kobiety, z których jedna, czy dwie nawet, zasięgały rady u doktora z Zawady, a dopiero już w ostateczności u rzeczywistego doktora. Jest to fakt z bieżącej chwili, o którym nas doszły wieści w naszym zakątku, ale poszukawszy wynalazłoby się  ich więcej. Przy takich jednak  jasnych dowodach skutków leczenia się  u znachorów, dziwną się musi wydawać wiara, jaką pokłada w nich lud. Wytłumaczy ją jednak charakter tego ludu. Chłop nasz jest fatalistą. Wierzy on głęboko, że lekarstwo wtedy tylko może pomóc, kiedy choremu nie było przeznaczone umrzeć, w przeciwnym razie na nic się nie przyda. A wobec takich pojęć nic dziwnego, że środki zalecane przez znachorów , a opromienione jakiś nimbem fantastyczności , więcej przypadają mu do gustu, niż zwyczajne lekarstwa, przepisane przez doktora... (Gazeta Kielecka 1887, R .18, nr 22)

 K. Tomczyk

 

Ciekawostki z przeszłości

Dawne wierzenia i zwyczaje

Statystyka strony

Użytkowników : 2
Artykułów : 281
Odsłon : 198388

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 21 gości