Czubrowice
śp. o. Leszek Gajda - wspomnienie

Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie...
Polecamy pamięci modlitewnej zmarłego Redemptorystę spoczywającego na toruńskim cmentarzu przy ul. Wybickiego.
Panie, pozwól Twojemu wiernemu Słudze cieszyć się łaską Nieba w chwale zbawionych!

O. Leszek Gajda CSsR zmarł w nocy z 26/27 sierpnia 2012 r. w naszym domu zakonnym w Toruniu w wieku 69 lat. O. Leszek Gajda urodził się 14 września 1943 roku w Czubrowicach koło Olkusza, w rodzinie Marianny i Jana Gajdy, jako jeden z braci bliźniaków. Bliźniaczy brat Jan zmarł nagle w wieku 3 miesięcy. Leszek wychowywał się w katolickiej rodzinie, wśród rodzeństwa: brata Jerzego (zmarłego w 2002 roku), siostry Wandy oraz Zosi.

Od najmłodszych lat był dzieckiem wyjątkowo religijnym. Pilnie chodził na codzienną Mszę św. do oddalonego o 3 km kościoła w Racławicach, nie opuszczając nabożeństw majowych, różańcowych i porannych rorat. Na jego pobożność duży wpływ wywarła jego matka chrzestna Aniela Dziwak. Jako dziecko Leszek prowadził normalne życie: jeździł na rowerze, zbierał jagody, hodował króliki, pracował w domu. Był zawsze wrażliwy na piękno przyrody. Lubił pielęgnować kwiaty, do których miał zadziwiająco "dobrą rękę".

W 1956 roku rodzina Gajdów przeniosła się do Olkusza. Po ukończeniu Szkoły Podstawowej nr 2 w Olkuszu, pewny swego powołania kapłańskiego i zakonnego długo poszukiwał zgromadzenia, które odpowiadałoby jego wizji kapłaństwa. Wraz ze swym ojcem przemierzali krakowskie zakony, aż wreszcie trafili do Redemptorystów w Krakowie przy ul. Zamojskiego, gdzie po odbyciu wstępnej rozmowy, Leszek zdecydowanie powiedział TAK. Odpowiadała mu reguła zakonna, podobał się habit, a nade wszystko służba Bogu i ludziom potrzebującym pomocy religijnej.

W 1959 roku rozpoczął naukę w Niższym Seminarium Duchownym w Toruniu, a w 1961 roku wstąpił do nowicjatu w Braniewie. Pierwszą profesję zakonną złożył 24 września 1962 roku, a święcenia kapłańskie przyjął 15 sierpnia 1970 roku z rąk ks. abpa Jerzego Ablewicza. Potem od razu został skierowany do odbycia rocznego tzw. tirocinium pastoralno-misyjnego, a po jego ukończeniu podjął studia w Instytucie Duchowości Papieskiego Wydziału Teologicznego Teresianum w Rzymie, uzyskując po czterech latach doktorat z teologii duchowości w 1975 roku. Po powrocie do kraju zaangażował się w pracę wychowawczą i dydaktyczną w Wyższym Seminarium Duchownym w Tuchowie (wykładowcą był do 1996 roku). Najpierw objął funkcję Prefekta Postulatu, którą pełnił przez trzy lata (1975-1978). Równocześnie prowadził wykłady z dziedziny teologii duchowości i liturgiki. Szybko został zauważony jako dobry animator wspólnoty zakonnej i w 1978 roku został mianowany Przełożonym domu redemptorystów w Tuchowie. Funkcję Przełożonego pełnił w wielu wspólnotach, najpierw w Tuchowie (1978-1981), a następnie kolejno w Krakowie (1981-1984), w Warszawie przy ul. Pieszej, gdzie równocześnie pełnił zadania wikariusza przełożonego Prowincji (1984-1987) oraz w Toruniu (1987-1990), gdzie zarazem podjął obowiązki proboszcza parafii św. Józefa.

W 1990 roku został wybrany Prowincjałem Prowincji Warszawskiej Redemptorystów. Funkcję tę pełnił przez sześć kolejnych lat. Wśród wielu jego odważnych decyzji trzeba dostrzec jego zgodę na przyjęcie pod płaszcz redemptorystów rodzącej się wtedy rozgłośni Radia Maryja, które to dzieło nabrało rozmachu przekraczającego granice Polski. Za jego kadencji otwarto placówki redemptorystów w Siekierkach i Szczecinie. Wtedy też redemptoryści podjęli pracę ewangelizacyjną w Rosji, Kazachstanie i na Ukrainie. W tych latach o. Gajda był też członkiem Komisji ds. Powołań oraz Komisji Duszpasterstwa Ogólnego przy Konferencji Episkopatu Polski. Po złożeniu urzędu prowincjała ponownie powierzono mu odpowiedzialność przełożonego domów redemptorystów najpierw w Gliwicach (1996-1999), a następnie w Elblągu (2002-2005). W tym czasie, podobnie zresztą jak i poprzednio, aktywnie włączał się w posługę rekolekcyjną, zwłaszcza względem kapłanów, alumnów wyższych seminariów i sióstr zakonnych.

Ostatni okres życia od 2005 roku począwszy spędził w swoim umiłowanym Toruniu. Pomimo postępującej choroby i narastających dolegliwości nie wycofał się z czynnego życia, a szczególne pole swojego oddziaływania odnalazł w posłudze konfesjonału. Nigdy nie odmówił, gdy był proszony o pójście do konfesjonału. Również w niedzielę 26 sierpnia, w uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej - ostatnim dniu swojego pięknego życia, zwyczajnie zajął swoje miejsce w ulubionym konfesjonale nr 5. Po południu śledził dzięki transmisji Telewizji Trwam wydarzenie powitania Matki Bożej w znaku Jej jasnogórskiej ikony na toruńskiej ziemi. Po zakończonej transmisji odprawił Mszę św. W nocy z niedzieli na poniedziałek niespodziewanie odszedł do Pana.

Był człowiekiem żyjącym życiem Kościoła - trudno się dziwić, że zawsze żywo interesował się tym, co dzieje się w Kościele tak powszechnym, jak i lokalnym. Był również człowiekiem żyjącym życiem Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela, czyli Redemptorystów. Redemptorystom nie trzeba przypominać, jak bardzo interesowały go najdrobniejsze nawet sprawy mające miejsce w życiu redemptorystów pracujących w różnych zakątkach ziemi. Dostrzegali to zresztą ludzie świeccy. Jeszcze w ostatnim tygodniu został zaproszony na przejażdżkę w okolice Wyższej Szkoły Kultury Medialnej i Społecznej w Toruniu. "Jak on bardzo się cieszył tym kościołem, który tam powstaje i innymi obiektami, które rosną z wielkim trudem" - wspominali towarzyszący mu nasi parafianie. My redemptoryści doskonale pamiętamy, jak chętnie uczestniczył w rozmowach o zgromadzeniu. I choć nie zawsze mogliśmy się z nim zgodzić, to jednak do niego wielu przychodziło, by posłuchać jego opinii. Był człowiekiem roztropnym i żyjącym życiem duchowym, a równocześnie człowiekiem, który nie rodził dystansu i pozostając ojcem stawał się zarazem bliskim przyjacielem - być może właśnie z tego powodu do niego właśnie wielu przychodziło w chwilach swoich życiowych rozterek.

Był wreszcie człowiekiem odważnym w swoim myśleniu, który nie tylko nas, redemptorystów, niepokoił i inspirował. Jako redemptoryści czujemy całym sobą, że odszedł od nas ktoś, kto bardzo mocno zaznaczył nasze życie. Z pewnością w podobny sposób odkrywają to siostry zakonne, a także wiele osób świeckich, którym towarzyszył nie tylko poprzez głoszone homilie i konferencje lub posługę konfesjonału, ale również poprzez zwyczajną obecność w codziennym życiu.

Był zakonnikiem, który pomimo pełnienia w zgromadzeniu wielu funkcji, dających mu poczucie samodzielności, w ostatnim okresie życia stanął w jednym szeregu ze wszystkimi pozostałymi, podporządkowując się zwyczajnym regułom redemptorystowskiego życia.
Uroczystości pogrzebowe śp. o. Leszka Gajdy odbyły się w parafii św. Józefa w Toruniu w czwartek 30 sierpnia.


  Materiał pochodzi ze  strony internetowej Parafii Św. Józefa i Sanktuarium
   Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Toruniu - www.jozeftorun.pl

 
Wydarzyło się w 1906 r.

Bandytyzm żołnierski. Wieczorem 31 października 1906 r. dwaj mieszkańcy Czubrowic, Marcin Furman i Mikołaj Sroka wracali swymi zaprzęgami z Dąbrowy Górniczej do swych domów. Kiedy mijali Olkusz, gdzieś w pobliżu cmentarza miejskiego zostali zatrzymani i obrabowani  przez uzbrojonego szeregowca częstochowskiej straży pogranicznej, tatarzyna Abdula Hajlemauowa. Furman stracił 2 ruble srebrne i 50 kopiejek, zaś Sroka 18 rubli. Wkrótce po tej napaści aresztowano żołnierza i odstawiono do kieleckiego aresztu wojskowego. (Gazeta KIelecka, R. 37, nr 91)

K. Tomczyk

 
Przeszłość i teraźniejszość podkrakowskiej wsi Czubrowice i Racławice


Niniejszy artykuł jest materiałem archiwalnym. W 2005 r. ukazał się w Rosji, w Irkucku, w czasopiśmie historyczno-etnograficznym.

Prawie 100 lat temu z niewielkiej wsi Czubrowice, położonej w Królestwie Polskim, będącym wówczas pod zaborem rosyjskim, trzy rodziny:  Mirków, Hondlów i Figurów opuściły swe dotychczasowe siedziby i udały się w poszukiwanie lepszego losu aż na daleką Syberię. Ich wybór padł na Wierszynę. Prawdopodobnie w tym czasie z innych, pobliskich miejscowości: Zimnodół i  Hutki wyjechało też kilka rodzin.
Co było przyczyną opuszczenia przez nich swych rodzinnych stron? Na pewno na decyzję wyjazdu wpłynęła ich sytuacja materialna, troska zapewnienia lepszego bytu rodzinie. W tym czasie wieś polska była przeludniona, co sprawiało, że niewielkie, mało wydajne gospodarstwa chłopskie nie były wstanie zapewnić dostatecznych środków utrzymania dla wielodzietnych rodzin. Niewątpliwie dodatkowym czynnikiem, który wpłynął na decyzje opuszczenia przez nich rodzinnego gniazda, była zachęta carskiego rządu, obiecującego tym, którzy dobrowolnie osiedlą na Syberii,   otrzymanie darmowej, urodzajnej ziemi oraz wysokiego zasiłku pieniężnego na zakup inwentarza. 
Dokładnie 15 lat temu przyjechała do Polski Ludmiła Figura, wnuczka Jana Figury, który w 1911 r. osiedlił się w Wierszynie. Ludmiła przyjechała  by studiować polonistykę na uniwersytecie w Gdańsku. Choć od Gdańska do Czubrowic – rodzinnej wsi Figurów jest dość daleko, to jednak Ludmiła postanowiła odwiedzić tą,  dawną rodzinną miejscowość. Dzięki pomocy Anny Mirek z Krzeszowic, która była pierwszym dzieckiem urodzonym w Wierszynie oraz Edwarda Lasonia z Miękini,  Ludmiła odnalazła w Czubrowicach swą bliską rodzinę. Tym sposobem dawno zerwane więzi rodzinne zostały nawiązane. 
Kiedy na początku XX w., Figurowie, Hondlowie i Mirkowie opuszczali Czubrowice, była to uboga, zaniedbana wieś. Dzisiejsze Czubrowice, to już zupełnie inna miejscowość. Jak ona wygląda, co jest w niej ciekawego, godnego ukazania, jaką ma historię – postaram się  Czytelnikom w kilku zadaniach  przekazać. Przedstawię także sąsiednią wieś Racławice, bowiem obie miejscowości są nierozerwalnie ze sobą powiązane. Łączy je wspólna wielowiekowa przynależności do parafii Racławice oraz do tej samej gminy. Nie ma chyba też w Czubrowicach rodziny, która nie miałaby kogoś bliskiego w Racławicach.   Innym elementem łączącym jest też przyroda. Obie wsie są położone w pięknej dolinie,  na zboczach której wznoszą się liczne skałki jurajskie. Ze źródła, położonego na północnym krańcu wsi Czubrowice swój początek bierze potok zwany Czubrówka, przepływający przez obie wioski. Po złączeniu się z kilkoma dopływami, tj. potokami – Szklarka, Krzeszówka  powstaje rzeka Rudawa, częściowo zaopatrująca Kraków w wodę pitną. W odległości ok. 2 km od Czubrowic znajduje się przysiółek tej wsi,  zwany „Polesie”, powstały gdzieś na przełomie XIX/XX w. Obie miejscowości należą do gminy Jerzmanowice-Przeginia, powiatu krakowskiego i  województwa małopolskiego. Do Krakowa – miasta wojewódzkiego jest stąd około 30 km. Połączenie komunikacyjne z Krakowem i innymi bliżej położonymi miastami nie stwarza problemu.  
Racławice i Czubrowice mają swój średniowieczny rodowód, który zapewne sięga końca XIII w. Pierwsza poświadczona wiadomości o  Racławicach pochodzi z 1325 r., zaś o Czubrowicach z 1337 r. Obie te wsie do czasu III rozbioru Polski, czyli do 1795 r. były własnością monarszą, tzw. królewszczyznami. Pod koniec XVIII w. były licznymi osadami. Przykładowo w 1789 r. wieś Racławice liczyła 536 osób i 115 zabudowań, zaś Czubrowice 395 osób i 70 domów. Natomiast nieco później, tj.  w 1827 r. w Racławicach mieszkały 972 osoby w 143 domach, a w Czubrowicach 452 osoby w 76 domach. Jak w prawie  każdej wsi,  także w Racławicach i Czubrowicach były: karczma i  kilka młynów  wodnych. W średniowieczu przez jakiś czas istniała w Racławicach szkoła parafialna. Głównym źródłem utrzymania tutejszej ludności było rolnictwo. Licha, kamienista gleba,  niekorzystne położenie nie dawały wysokich zbiorów. Część produkcji rolnej musieli chłopi przeznaczyć na  zasiew, konsumpcję a także na daniny dla właściciela gruntu i miejscowego plebana. Daniny świadczyli w naturze lub w pieniądzach. Oprócz tego byli zobowiązani do różnych powinności roboczych na rzecz folwarków starościańskich. Ze wszystkich powinności najcięższym obciążeniem dla chłopów była pańszczyzna, którą chłopi odrabiali lub też niekiedy opłacali. O wiele gorsze dla tutejszych chłopów były  skutki wojen – kontrybucje, rabunki, głód i zarazy. Te zjawiska miały miejsce w II połowie XVII w. i na początku XVIII w. Jak wyżej wspomniano, Racławice i Czubrowice były własnością królewską. Położenie ludności w dobrach królewskich było o wiele lepsze, niż w prywatnych czy kościelnych. W razie nie sprawiedliwego wyroku chłopi z dóbr monarszych mogli składać skargi na właściciela wsi i odwoływać się do sądu Referendarskiego – królewskiego. Z dokumentów archiwalnych wiemy, że z takiego prawa wiele razy  korzystali chłopi racławiccy i czubrowiccy, skutecznie dochodząc swoich praw.
Po III rozbiorze Polski [1795], obie wioski przez kilkanaście lat należały do zaboru austriackiego. Od 1815 r., tj. od czasu utworzenia Królestwa Polskiego, aż do 1914 r. Racławice i Czubrowice były pod zaborem rosyjskim. Należały początkowo do województwa krakowskiego, a potem kolejno do guberni:  krakowskiej, radomskiej i  kieleckiej. Przez cały XIX w. Racławice i Czubrowice były dobrami rządowymi, wydzierżawianymi osobom prywatnym. Od czasu kiedy pod zaborem rosyjskim powstało Królestwo Polskie, czyli od 1815 r. w Racławicach został utworzony posterunek straży granicznej, którego załogę stanowili początkowo żołnierze polscy. Gdzieś od roku 1831, aż do 1914 granicy strzegli już żołnierze rosyjscy, zwani przez miejscową ludność Moskalami. Ich obowiązkiem było pilnowanie granicy zaboru austriacko-rosyjskiego. Różnie układały się stosunki miejscowej ludności ze strażnikami rosyjskimi. Zdarzało się czasem, że postępowano bezwzględnie wobec przemytników, a także wobec miejscowej ludności. Było to zapewne uzależnione od sytuacji społeczno-politycznej panującej w kraju. O tym, że nie zawsze było tak źle, świadczą dwa zdarzenia z początku XX w. Dwaj żołnierze rosyjscy, którzy pełnili służbę na posterunku w pobliskich Szklarach,  po przyjęciu wiary katolickiej, ożeniło się z miejscowymi kobietami i osiadło na stałe w tejże wsi.
W XIX w. położenie ludności tutejszej było trudne. Nie omijały chłopów trudności gospodarcze -  nieurodzaje, głód, klęski żywiołowe oraz epidemie, z których najtragiczniejszą była cholera. Wystąpiła na tym terenie kilka razy. Szczególnie uciążliwa dla tutejszych chłopów była długoletnia służba w carskim wojsku. Dawały się nadal we znaki powinności feudalne, zlikwidowane dopiero w 1864 r. przez rząd carski, na skutek wydarzeń związanych z powstaniem styczniowym. Od tego czasu chłopi, na podstawie ukazu uwłaszczeniowego stali się właścicielami ziemi, którą uprawiali.
Kiedy w 1914 r. wybuchła I wojna światowa Racławice i Czubrowice znalazły się w pasie przyfrontowym. Na skutek działań wojennych – ostrzału artyleryjskiego wiele zabudowań chłopskich zostało zniszczonych: w Racławicach 49, a w Czubrowicach zniszczenia nie są znane. Znaczne straty obie wsie poniosły na skutek rekwizycji żywności, dobytku i panujących epidemii. W czasie II wojny światowej front ominął obie miejscowości, z tego też powodu straty ludzkie i materialne nie były wysokie. W wyniku terroru narzuconego przez okupanta niemieckiego, wielu mieszkańców przebywało na robotach przymusowych w Rzeszy, w obozach zagłady. Po zakończeniu wojny  kilkanaście osób nie wróciło do swych rodzinnych stron. Ponieśli śmierć w obozach, na robotach lub też osiedlili się w innych krajach. W czasie wojny podobnie jak prawie w całym kraju, także w Racławicach istniała kilkunastoosobowa grupa konspiracyjna Armii Krajowej. Obie miejscowości zostały wyzwolone 18 stycznie 1945 r. przez wojska radzieckie. W wyniku bitwy, do której doszło w Przegini, tj. wsi sąsiadującej z Czubrowicami poległo 105 żołnierzy radzieckich.
Po wojnie nastąpiło szybkie przeobrażenie obu wsi.  Tutejsza ludność znalazła zatrudnienie w licznych zakładach pracy, głównie  przemyśle ciężkim, w górnictwie, hutnictwie i budownictwie. Pracując w tych zakładach chłopi nie zaprzestawali uprawiać swych gospodarstw rolnych. Wkrótce przyniosło to widoczne efekty. W latach 60. i 70. masowo powstawały jednorodzinne domy murowane, wypierające drewniane zabudowania.  Dziś w obu wioskach, liczących razem ponad  600 domów jest  zaledwie kilkanaście budynków z drewna.
Większość tutejszych mieszkańców godzi pracę zawodową z pracą na roli. Gospodarstwa tutejsze są silnie rozdrobnione, przeważnie ich wielkość waha się od 2-5 ha. Głównym źródłem dochodu pozostaje jednak praca w zakładach państwowych lub prywatnych. Wielu też mieszkańców obu wsi zajmuje się prowadzeniem własnej działalności gospodarczej. Przykładowo w Racławicach  w roku 2001 na 1560 mieszkańców  były zarejestrowane 53 osoby prowadzące niewielkie firmy, a w Czubrowicach na 1200 mieszkańców  było ich  52. Rodzaj prowadzonej działalności to przede wszystkim: handel detaliczny, usługi budowlane, usługi transportowe, auto handel. Wspomnieć jednak należy, że jest wiele osób, zwłaszcza młodych pozostających bez pracy. 
W drugiej połowie XX w. w obu wioskach zrealizowano wiele inwestycji, które  powstały przy znacznym udziale mieszkańców. Wybudowano drogę asfaltową, wodociąg, gazociąg, boisko sportowe, założono ośrodek zdrowia, filię banku, wykonano  sieć telefoniczną i kanalizacyjną; wybudowano w obu miejscowościach nowe budynki szkolne, remizę strażacką. W życiu kulturalnym obu miejscowości dużą rolę odgrywają organizacje społeczne. Są nimi: Koło Gospodyń Wiejskich w Racławicach, Zespół artystyczny „Czubrowiacy”, młodzieżowy zespół muzyczny „Young Singers”. Dużą rolę w propagowaniu kultury odgrywa też zespół „Sokoliki”, z gminnego ośrodka kultury w Jerzmanowicach, prowadzony przez Wasyla Stefaniuka z Ukrainy. Aktywnie działają też nauczyciele i dzieci szkolne, druhowie obu Ochotniczych Straży Pożarnych oraz członkowie Komitetu Inicjatyw Społecznych w Racławicach, którzy są organizatorami wielu imprez kulturalnych i sportowych. Od 1918 r. istnieją w obu wsiach szkoły podstawowe. Od 1999 r. Racławicach i Czubrowicach po reformie oświatowej funkcjonuje 6-letnia szkoła podstawowa. Po jej ukończeniu uczniowie uczęszczają do gimnazjum w Przegini, dokąd dowozi się ich autobusem szkolnym.  
Jak wspomniano Racławice i Czubrowice tworzą parafię. Życie duchowe miejscowej ludności, która jest wyznania rzymsko-katolickiego skupia się wokół kościoła parafialnego w Racławicach oraz kaplicy w Czubrowicach. Kościół racławicki jest  zabytkiem klasy zerowej. Został  wybudowany w 1511 r., z drewna jodłowego i dębowego. Do dzisiejszych czasów przetrwał w niezmienionym kształcie. Jego wyposażenie ma charakter muzealny, który stanowią  4 ołtarze z XVIII w.,  zabytkowe obrazy,  rzeźby oraz polichromia z początku XVII w. O ten niewątpliwie bezcenny obiekt troszczy się ustawicznie miejscowa ludności oraz władze państwowe. Kaplica w Czubrowicach to współczesna budowla. Powstała ona w 1985 r. z inicjatywy mieszkańców tejże wioski. W tym samym czasie na pograniczu Racławic i Czubrowic, na dwóch sąsiadujących ze sobą  wzgórzach mieszkańcy Czubrowic wybudowali Stacje Drogi Krzyżowej. Te stacje, podobnie jak kaplica, kościół, a także piękny krajobraz są niewątpliwe ozdobą obu miejscowości.        
Niestety szybko zanika dziś budownictwo drewniane, rzemiosło i sztuka ludowa, kiedyś bardzo rozpowszechniona w tym regionie. Zanikają też tradycyjne zwyczaje i wierzenia ludowe, odgrywające dawniej ważną rolę w życiu wsi. Niektóre z nich opisałem w dwóch monografiach, dotyczących wsi  Czubrowice i Szklary. Wydaje mi się, ze jest to ciekawy materiał, który można by zaprezentować w tym artykule.
Zwyczaje kościelne - Znacznym świętem w karnawale jest święto Matki Boskiej Gromnicznej, które przypada na dzień 2 lutego. Dawniej w tym dniu wszystkie kobiety szły do kościoła ze świecami, zwanymi gromnicami. Po poświęceniu gromnic wracały do swych domów, w których zapalonymi świecami robiono krzyże dymne na górnej futrynie drzwi wejściowych, a także na środkowym stragażu sufitu. Zapaloną gromnicą wszystkim domownikom okrążano gardła lub wykonywano znak krzyża, co miało chronić przed chorobami gardła.  Poświęcona gromnica miała również chronić dom i zabudowania gospodarcze przed nieszczęściem w czasie burz i huraganów. W razie zbliżającej się śmierci któregoś z domowników podawano zapaloną gromnicę do ręki konającemu, a podczas pogrzebu ustawiano ją obok zmarłego. Dawniej w dniu święta Matki Boskiej Gromnicznej nie urządzano żadnych zabaw ani wesel.  W obecnych czasach niewiele kobiet w tym dniu idzie do kościoła z gromnicą. Coraz rzadziej słyszy się, by ktoś  wykonywał znak krzyża na futrynie, albo wystawiał gromnicę do okna w czasie burzy. Natomiast powszechnie zapaloną gromnicę umieszcza się obok zmarłego.  
W dniu 5 lutego, kiedy to przypada dzień św. Agaty święcono dawniej  w kościele sól, która jak uważano posiadała cudowne właściwości ochrony przed ogniem. W razie pożaru rzucano poświęconą sól w kierunku ognia lub wystawiano obraz tej patronki. Ostatki bywały bardzo wesołe i piękne, a w niektórych rodzinach nawet i szumne. Chociaż dawniej ludziom żyło się ubogo, to jednak w dniach ostatek, przypadających na końcowe dni karnawału, schodzono się do swych rodzin, sąsiadów, kumotrów i przyjaciół, gdzie wspólnie się bawiono. W ostatki urządzano wspólne, rodzinne sankowanie po wsi. Często wyjeżdżano na bliższe i dalsze wioski.
W Środę Popielcową podczas Mszy św., kapłan posypuje głowy popiołem.  Dawniej osobom, które w tym dniu nie był w kościele, domownicy przynosili popiół, którym to posypywali im głowy. Popiół  był przynoszony przeważnie w książeczkach do nabożeństwa.
W pierwszy dzień postu był bardzo surowy. Obok wyrobów mięsnych, nie wolno było spożywać żadnych posiłków z nabiału i mleka. Aż do wielkiej niedzieli, w każdą środę, piątek i sobotę przez cały okres wielkiego postu, nie spożywano produktów mlecznych.
W Palmową Niedziele, z zakupionymi, bądź wykonanymi przez siebie palmami, udawano się do kościoła na sumę, podczas której poświęcano palmy. Po Mszy św. powracano do swych domostw. Palmę chowano za święty obraz. Według wierzeń palma posiadała cudowną moc. Używano jej do okadzania bydła oraz  osób chorych na gardło. 
W Wielki Czwartek duża liczba wiernych uczestniczy zawsze w popołudniowych  uroczystościach kościelnych. Jeszcze nie tak dawno, wieczorem tego dnia gospodarze wraz ze swymi dziećmi, wykonywali drewniane krzyżyki, w takiej ilości by wystarczyło ich na wszystkie pola. Wczesnym rankiem w Wielki Piątek wszyscy gospodarze wraz ze swymi synami  wychodzili w pole, zabierając ze sobą wykonane poprzedniego dnia krzyże, żałosne klekotki i werble. Gdy ustawiali krzyżyki na najdalszym, oddalonym od domu stajaniu, nie mogło się jeszcze pojawić słońce. Tego dnia wieczorem w kościele odbywają się uroczystości Wielkopiątkowe. Przy Grobie Pana Jezusa pełnią honorowe warty strażacy.
W Wielką Sobotę w  godzinach przedpołudniowych matki wraz z dziećmi udają się do kościoła, by poświecić przyniesiony pokarm i przysmaki. W tym dniu w kościele odbywa się święcenie wody i ognia. W pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych, po porannej rezurekcji odbywa się wokół kościoła uroczysta procesja. Uczestniczą w niej, dziewczynki sypiące kwiaty, mężczyźni ze sztandarami, kobiety ze osóbkami i obrazami, górnicy i członkowie straży pożarnej.  Dawniej w tym dniu poza obejściem zwierząt domowych, nie wykonywano żadnych innych czynności. Tego dnia nie brano ślubów i nie chrzczono dzieci.
W Poniedziałek Wielkanocny, jeszcze do niedawna małe dzieci udawały się do swych bliskich krewnych i sąsiadów, by ich pokropić. Nosiły ze sobą w buteleczkach nie perfumy, lecz wodę. Ze śmigustu powracały obdarowane ciastem, jajkami lub cukierkami. Tego dnia młodzież urządza tzw. „śmigus-dyngus ”, polegający na  wzajemnym, obfitym  oblewaniu się wodą.
W dniu 25 kwietnia, kiedy to przypada dzień św. Marka były dawniej organizowane tzw. wiosenne dni krzyżowe. Odbywano wtedy procesje do krzyży i kapliczek stojących na polach, podczas których modlono się o dobre urodzaje. W tym dniu święcono ziemniaki (krajanki), przeznaczone do sadzenia. W dniu 3 maja, w którym przypada święto Królowej Korony Polskiej, dawniej wszystkie dzieci szkolne z parafii udawały się do kościoła z biało-czerwonymi chorągiewkami. Wraz z dziećmi do świątyni szli też ich nauczyciele. Ten piękny, patriotyczny zwyczaj zanikł w pierwszych latach po II wojnie światowej.
Dawniej przed Zielonymi Świątkami młodzież zbierała się do cięcia jałowców na sobótkę. Przeddzień Zielonych Świątek, zarówno w domach jak i zagrodach robiono porządki. Gałązkami kwitnącej lipy, brzozy, kasztana, jodły, czy  modrzewia, dekorowano wejścia do zagród i wnętrza domów. 
Drugi dzień święta Zesłania Ducha Świętego był zupełnie inny. Tego dnia, wieczorem młodzież rozpalała przygotowane wcześniej ogniska-zwane sobótkami. Poza ogniskami rozpalano także gałki, wykonane wcześniej z bydlęcej sierści lub ze starych szmat, uprzednio wcześniej namoczonych w nafcie. Takie ognie noszono na wysokich żerdkach, lub rzucano w górę za pomocą drucianych łańcuszków. Młodzież męska urządzała przy tym niebezpieczną zabawę, polegającą na przeskakiwaniu przez palące się ognisko, a młodzież żeńska śpiewała ludowe piosenki. Na sobótki przychodzili  nie tylko młodzi, ale również i starsze osoby. Ten zwyczaj istnieje po dzień dzisiejszy. 
Wielkim świętem, uroczyście obchodzonym przez miejscową ludność jest Święto Bożego Ciała i całotygodniowe Oktawy. W Boże Ciało wielka rzesza parafian udaje się do kościoła na uroczystą sumę, po zakończeniu której odbywa się uroczysta procesja. Niesione są figury i obrazy, zaś małe dziewczynki sypią kwiatki. W procesji uczestniczą mężczyźni niosący chorągwie oraz strażacy i górnicy.  
W Oktawy Bożego Ciała urządza się procesje wokół kościoła, a ostatnim dniu Oktawy święci się też wianki.  Dawniej panował taki zwyczaj, że  po procesji w ostatni dzień Oktawy mieszkańcy parafii łamali gałęzie, którymi były przyozdobione ołtarze i zabierali je do domu. Potem wynosili te gałęzie na swe pola, gdzie wtykano je do ziemi - co miało chronić plony przed jakimś nieszczęściem. Jeszcze nie tak dawno w parafii święcono  pola. Szły więc procesje z chorągwiami, obrazami aż do pól granicznych.
W dniu 15 sierpnia obchodzone jest święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, zwane ludowo Świętem Matki Boskiej Zielnej. Tego dnia na sumie poświęca się kwiaty, zioła i owoce przyniesione przez miejscowe kobiety. Przyniesione z kościoła ziele zostawiano na dworze, najczęściej przy drzwiach by uschło. Ziele było wykorzystywane przy leczeniu rożnych schorzeń, a obowiązkowo podawane było jako wywar krowom po ocieleniu.
Na kilka dni przed zbliżającym się dniem Wszystkich Świętych, wszyscy robią  porządki na grobach swych bliskich. Tego dnia miejscowa ludności i przyjezdna, pamiętając o swych przodkach gromadzi się na miejscowym cmentarzu. Przynoszą ze sobą znicze i kwiaty, odmawiają modlitwy. Pamiętają też o duszach zmarłych, dając na jednorazowe lub całoroczne wypominki. 
Dawniej młodzież w wigilię św. Katarzyny (kawalerowie) i św Andrzeja (panny) zabawiała się różnymi wróżbami, którymi chciała zaspokoić swoją ciekawość kto pierwszy się wyda, jakie będzie imię przyszłego małżonka. Było wiele sposobów wróżbiarskich, aby się o tym dowiedzieć. Przed snem kładziono pod poduszkę kartki różnoimienne. Po przebudzeniu się  wyciągano  kartkę z imieniem przyszłego narzeczonego lub narzeczonej. Był też inny sposób poznania imienia przyszłego narzeczonego. Lano wosk na zimną wodę. Ze kształtu uformułowanej litery wnioskowano o przyszłym wybrańcu. Jeśli dziewczęta chciały wiedzieć, która z nich pierwsza wyjdzie za mąż, to wróżono sobie stosując układanie butów w linii prostej od ściany do drzwi. Każda dziewczyna układała swój but za butem swej poprzedniczki. Który z nich pierwszy przeszedł za próg, to jego właścicielka pierwsza miała wyjść za mąż. 
W dniu 6 grudnia urządza się Św. Mikołaja, obdarowując dzieci różnymi, często drogimi prezentami. Dawniej dobrym dzieciom rodzice podkładali pod poduszkę trochę orzechów, bułkę, lub jakiejś słodycze. Dzieciom zaś niegrzecznym, podkładano nocą kawałek kija, lub ciętą habinkę.
W Wigilię przygotowuje się wspólną kolację. Na stół nakłada się lniany obrus i opłatek, którym domownicy łamią się wieczorem i składają sobie życzenia. Opłatek podaje się też zwierzętom (oprócz świń). Potem przystępuje się do wspólnej kolacji, która składa się z wielu postnych potraw. Po kolacji śpiewa się wspólnie kolędy. O północy udaje się do kościoła parafialnego  na pasterkę. Wigilie okresie  międzywojennym  nie zawsze były obchodzone pobożnie. Niekiedy bywało iż dziewczynom ,,podpadniętym’’, na ścianach ich domów malowali chłopcy ,,wigilijne dziady’’, z rozpuszczonej, czarnej sadzy. Robiono też gospodarzom rożne, przeważnie złośliwe uczynki. Chowano  wrota, stojące na podwórzu sanie, części wozów lub inne sprzęty gospodarcze. Podobnie jest także w czasach współczesnych. Dawniej od samego rana w dzień wigilijny, mieszkańcy wsi zwracali uwagę na jakiejś drobne wydarzenia, z których wróżono sobie co się wydarzy w niedalekiej  przyszłości. I tak jeżeli ktoś z rana zobaczył kobietę, to uważano, że będzie jakiejś niepowodzenie, natomiast mężczyznę  to szczęście. Przepowiadano też, jak pierwszy wejdzie do izby mężczyzna, to krowa będąca na ocieleniu będzie miała byczka, gdy zaś pierwsza wejdzie kobieta to będzie jałówka. Gdy zaś ktoś  zobaczył psa – mówiono będzie zły jak pies. Jeżeli zobaczono białego konia, to należało się spodziewać śmierci.
W dzień Wigilii gospodarz przynosił do domu słomę i rozkładał ją na polepie. Robiono kopy ze słomy tj. wiązki, które wkładano za obrazy. Słomę wynoszono z izby dopiero po świętach. Przez całe święta nie wolno było zamiatać izby. W wierzeniach ludowych panowało przekonanie, że o północy w dzień Wigilii rozmawiają ludzkim głosem zwierzęta domowe. Obowiązkowo myto się wodą, w której był zanurzony pieniądz, co miało powodować, że pieniądze będą się trzymać mieszkańców tego domu. Wspomnieć, należy, że tak bardzo rozpowszechniona obecnie choinka, zaczęła się pojawiać na wsi polskiej dopiero od 2 połowy XIX wieku.
W pierwszy dzień Bożego Narodzenia podobnie jak w dniu Zmartwychwstania Pańskiego, nikt poza obrządkami przy inwentarzu nie wykonywał żadnych czynności. Nawet nie zamiatano izby. Nie wychodzono nigdzie, ani też nie urządzano wesel,  potańcówek lub sąsiedzkich schadzek. Natomiast drugi dzień, poświecony męczeńskiej śmierci św. Szczepana był już zupełnie inny. Po zakończonej sumie, na wychodzących z kościoła młodzież rzucała poświecony owies (zwyczaj rzucania owsem zachował się w tutejszej parafii do dziś). Po powrocie do domu, po obiedzie nawzajem się odwiedzano. Urządzano kuligi, a w niektórych domach odbywały się wesela. W tym dniu na wieś wyruszali kolędnicy (pastuszkowie, herodzi), którzy za swe artystyczne występy, obrazujące narodzenie Jezusa, otrzymywali od gospodarzy zapłatę.

Jeszcze nie tak dawno, bo jeszcze w latach 70-tych XX wieku, w miesiącu maju przed przydrożnymi kapliczkami odbywały się Majówki – nabożeństwa poświęcone ku czci Najświętszej Maryi Panny. Obecnie nabożeństwa majowe odbywają się tylko w kościele. 
Nasi przodkowie uważali, że powinno się chociaż raz w swym życiu iść na pielgrzymkę, by  odwiedzić miejsce święte i uzyskać odpust. Kto tego nie uczyni, będzie musiał po śmierci na klęczkach tam dotrzeć. Tak więc starano się, by przynajmniej raz uczestniczyć w pielgrzymce. Dawniej często organizowano piesze  pielgrzymki do Częstochowy i Kalwarii Zebrzydowskiej. Obecnie do miejsc kultu organizuje się pielgrzymki autobusowe.
Wierzenia ludowe  - Najgroźniejszym dla człowieka był diabeł, zwany również szatanem. W mniemaniu ludzi mógł on przybierać różną postać. Jednak zasadniczo była to postać szpetna, pokryta czarnym włosem, posiadająca ogon, rogi i kopyta końskie na nogach. Diabła, który przybrał postać ludzką wyobrażano sobie jako wysokiego, elegancko ubranego mężczyznę, mającego ręce i nogi zakończone pazurami oraz posiadającego rogi i ogon. Diabeł w wierzeniach ludowych to podstępny wróg wszystkich ludzi, którego celem było doprowadzenie do zguby tych, których oszukał lub mu zaufali.
W niemal w każdej społeczności wiejskiej wierzono, że istnieją czarownice. Najczęściej za czarownice uważano kobiety powszechnie nie lubiane, złośliwe itp. Niekiedy również dobra gospodyni, której krowa dawała znacznie więcej mleka od pozostałych sąsiadek, była określana mianem czarownicy. Powszechnie sądzono, że czarownice stosując różne, sobie tylko znane tajemne sztuczki, mogą odbierać mleko krowom.  Niektóre kobiety same czarowały własne krowy, aby dawały więcej mleka, okadzając je zielem. Aby krowie po ocieleniu czarownica nie odebrała mleka, gospodynie 3 razy obchodziły i kadziły krowę. Czarownicy przypisywano sprowadzenie na swe ofiary chorób, nieurodzajów lub innych nieszczęść. Czarownice zajmowały się też działalnością znachorską i czarami miłosnymi. W mniemaniu ludności, czarownice mogły przybierać postać myszy, ropuchy, itp. Były one w ścisłym związku z diabłem.
Dawniej powszechnie wierzono, a także nawet w obecnych czasach niektórzy jeszcze uważają, że istnieją ludzie mający takie urocze oczy, które mają siłę  osłabiania tego na kogo spojrzą. Spojrzenie takiej osoby powodowało, że nowo narodzone dziecko nagle marniało, a niekiedy umierało. Rzucony na dorosłego człowieka urok objawiał się nagłym osłabnięciem, drżeniem ciała i skłonnościami do wymiotów. Urok mógł być też rzucony na zwierzęta domowe, a także na plony. Przed urokami można było się bronić różnymi magicznymi zaklęciami. Nowonarodzonemu dziecku na przykład wiązano na ręku czerwoną wstążeczkę, zaś  cielęciu lub źrebięciu wiązano ją na szyi.  Jeśli na kogoś rzucono urok, to istniały sposoby, aby tą chorobę zażegnać. Takie sposoby nazywano odczynianiem uroków, co było uciążliwe i wymagało odpowiedniej  wiedzy.
Na omawianym terenie szeroko rozpowszechniona była wiara w istnienie boginek, zwanych też mamonami. Były one dla ludzi groźne, bo zamieniały dzieci. Ofiarą boginek padały dzieci jeszcze nie chrzczone. Korzystając z nie uwagi matek, boginki zabierały im dzieci, a podrzucały swoje. Dziecko niedorozwinięte, z wielką głową było uważane za podrzucone przez boginkę. Jeżeli matka zauważy podmianę swojego dziecka na dziecko boginki, to należało wtedy bić podrzutka. Płacz dziecka miał powodować przybycie boginki, która miała oddać porwane dziecko a zabrać swoje.
Inną istotą demoniczną, w której istnienie wierzono były topielce, zwane diabłami wodnymi. Uważano, że topielec pojawiał się najczęściej pod postacią zagubionego konia, pasącego się na brzegu rzeki. Jeśli ktoś go dosiadł, to koń wskakiwał do rzeki i topił swoją ofiarę. Wierzono też, że topielec przybierał czasem postać mężczyzny i lub kąpiącej się w rzece pięknej kobiety, która zwodziła młodych mężczyzn i chłopców, topiąc ich w wirach rzeki. Topielec mógł niekiedy występować pod postacią psa, ryby, kaczki.
Obok czarownic, topielców, boginek w wierzeniach ludowych najbardziej popularną była zmora. Miała to być dusza wywodząca się od osoby żywej, wysysająca krew ludzką w czasie snu. Według wierzeń zmora mogła przybierała rożne postacie, kota, myszy, szczura, a nawet igły lub słomki. Zmora męczyła kładąc się na swej ofierze, przyciskając tak, by nie mogła się ona ruszyć, ani wydobyć głosu, po czym wysysała krew. Ofiarą zmory byli nie tylko ludzie, ale także zwierzęta. Wierzono, że zmorą zostawała  kobieta, która miała 7 córek, lecz żadnej za mąż nie wydała. Dlatego po swej śmierci mściła się na młodych ludziach. Uważano również jak było 7 córek w rodzinie, to jedna z nich musiała być na pewno zmorą. Inną dręczycielką ludzi była przypołudnica, zwana też południcą. Wyobrażano sobie, że była to kobieta ubrana w białą odzież, która w samo południe, latem nękała ludzi śpiących na polu. Istniało przekonanie, że przypołudnica może zabrać dziecko, które w południe było pozostawione na polu bez opieki.
Niemal w każdej wsi wierzono w upiory, zwane strzygoniami. Strzygoniem zostawało zwykle zmarłe dziecko z nieprawego łoża, a także chłop mający dwie dusze, który zmarł bez Sakramentu Bierzmowania. Uważano, że ciało strzygonia nigdy się nie rozkładało, stąd wychodził on z grobu i podobnie jak zmory wysysał krew swej ofierze. Niegroźne dla ludzi były błędne ogniki. Jak powszechnie sądzono były to dusze pokutujących mierników (geometrów), którzy niesprawiedliwie rozmierzali grunta chłopskie. Widząc te ogniki niektórzy mówili, że jest to sam diabeł lub skarbnik.
Oprócz wierzeń w diabły, zmory i inne demony czychające na zgubę człowieka, powszechnie uważano, że są na ziemi miejsca, gdzie przepalają się pieniądze (mówią, że wietrzy  się wtedy złoto). Rozpowszechnione w tutejszej okolicy było też przekonanie w istnienie tzw. inkluza. To słowo oznaczało pieniądz dany przez diabła temu człowiekowi, który oddał mu swoją duszę. Jeśli ktoś posiadał taki pieniądz i nim płacił, to po jakimś czasie pieniądz powracał z powrotem do niego. Na początku XX wieku  dla zażegnania nadchodzącej burzy wynoszono przed dom łopatę służącą do wsadzania chleba do pieca. Innym sposobem było rzucanie święconych ziół na palący się ogień w piecu. W czasie burzy wstawiano do okna zapaloną gromnicę, lub święty obraz. Dla sprowadzenia szczęścia, do progu stodoły lub domu przybijano znalezioną podkowę.  Gdy gospodarz wyruszał w pole, to przed zaprzężonymi końmi zawsze robił batem na ziemi znak krzyża. Również kobieta robiła zawsze znak krzyża, gdy zaczynała wyrabiać ciasto na chleb. Znakiem krzyża rozpoczynano również  krojenie nowego bochenka chleba. Jeżeli  komuś upadł chleb na ziemie, to z szacunkiem podnoszono go i całowano. Ten zwyczaj zachował się jeszcze do dziś w niektórych domach. Innym, dawnym pięknym zwyczajem panującym w tutejszej okolicy, było niesienie bezinteresownej  pomocy rodzinie, która na skutek pożaru utraciła chałupę. Pogorzelcom zwożono bezpłatnie drewno z lasu i słomę na strzechę, by mogli odbudować swój dom. Jeszcze nie tak dawno pogorzelcy jeździli po wsi, zbierając potrzebne im środki do życia (odzież, żywność).     
Zdaję sobie sprawę, że w tym krótkim opisie nie można szczegółowo przedstawić dziejów obu podkrakowskich  miejscowości. To, co ukazałem jest tylko wycinkiem z ich bogatej historii. Kończąc pozdrawiam w imieniu mieszkańców Racławic i Czubrowic wszystkich czytelników oraz redaktorów waszego czasopisma.



Kazimierz Tomczyk

 


Ciekawostki z przeszłości

Dawne wierzenia i zwyczaje

Statystyka strony

Użytkowników : 2
Artykułów : 280
Odsłon : 137805

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 23 gości