Olkusz
Olkusz - 1908 r.

Walka bandytów z policyą w Olkuszu. Dnia 4 b.m. o godzinie 5 rano na stacji kolei nadwiślańskiej w Olkuszu zasiadło trzech ludzi w ubraniu robotniczem.  Policya, znać powiadomiona przez kogoś , co to są za robotnicy, udała się na stacye i jeden z przybyłych strażników podszedł do siedzących z zapytaniem, na co czekają i dokąd jadą. Gdy „robotnicy” odpowiedzieli, iż czekają na pociąg i jadą starać się o robotę do Dąbrowy, strażnik krzyknął  „Ruki w wwierch”  . W odpowiedzi na to siedzący wyciągnęli brauningi i rozpoczęli piekielną strzelaninę. Skutki strzałów były fatalne. Jeden strażnik został ciężko poraniony, a dwóch zabitych na miejscu: Soosar i Goławski. Za bufetem nocował jeszcze jeden strażnik, który, przebudzony hukiem strzałów, wyjął rewolwer i strzelił do uciekających już bandytów, kładąc jednego trupem na miejscu. O ilości strzałów świadczą ślady na ścianach i piecu. Potłuczone zostały nawet lampy. Na miejsce wypadku udał się naczelnik żandarmeryi kolejowej z Sosnowca, rotmistrz Iwanow, władze administracyjne i wojsko. Zarządzono wszelkie możliwe środki w celu ujęcia dwóch zbiegłych bandytów. Wyniki poszukiwań nie są jeszcze wiadome.  (Gazeta Kielecka 1908, R. 39, nr 3).

 
Ząbkowice - 1914 r.

Meteor. Kurier Warszawski donosi, że we wsi Ząbkowice w powiecie olkuskim spadł olbrzymi meteor, który zniszczył parę domów włościańskich, stojących na krańcach wsi. Mieszkańcy uciekli w panicznym strachu, sadząc, że to jest koniec świata. (Prawda 1914, nr 13).

 
Podlesie - 1880 r.

W tych dniach, [16/27 czerwca] około punktu granicznego w Podlesie w olkuskiem, przechodziła z Galicyi partyja kontrabandzistów, złożona z 15-u  ludzi , do której strażnik graniczny dał 6 strzałów z rewolweru. Jeden z przemytników Józef Szreniawa, uląkł się wystrzałów  i zboczył w las, lecz ugodzony kulą w nogę, upadł. Pozostali przeszli. Ranny oddany na kuracyję do szpitala w Olkuszu. (Gazeta Kielecka 1880, R. 11, nr 50).

 
Witeradów - 1901 r.

Wypadek z prochem. W pierwszych dniach czerwca b. r., we wsi Witeradowie pod Olkuszem, pięciu chłopców zabawiało się prochem , który jeden z nich w znacznej ilości, bo kilku czy kilkunastu funtów wykradł z piwnicy pewnego przedsiębiorcy robót górniczych. Malcy nieświadomi widocznie niebezpieczeństwa, zaczęli podpalać proch w małej ilości, naraz dostaje się iskra do całej masy prochu i następuje tak silny wybuch, iż jeden z chłopców wyrzucony siłą  gazów w górę, i przez nie poszarpany, ponosi śmierć na miejscu, dwóch innych, silnie pokaleczonych, umiera w męczarniach w szpitalu olkuskim. Ocalało więc dwóch i ci, choć poparzeni, mają szanse wyzdrowienia. Z liczby ofiar wypadku czterech chłopców było włościańskich, a pozostały przy życiu jest synem strażnika akcyzów. Szczygielskiego. (Gazeta Kielecka, R. 32, 1901 nr 52).

 
Olewin

W 1887 r. spłonęlo 7 budynków włościańskich, skutkiem złej konstrukcji komina (Gazeta Kielecka 1887, R. 18, nr 26).

 

 
Wydarzyło się w 1881 r. w Osieku

W okolicach Olkusza, straż ziemska przytrzymała  znanego opryszka,  Fr. Zielińskiego z Osieka, który od pewnego czasu był postrachem całej okolicy. Zieliński silnie poszlakowany o morderstwo strzelca lasów olkuskich, Soleckiego,  już był w rękach straży ziemskiej,  umiał jednakże zemknąć z aresztu i ukrywać się. Obecnie przytrzymany został przy poszukiwaniu rabusiów, którzy niedawno napadli i zrabowali dom jednego z mieszkańców osady Małoszyce (Gazeta Kielecka, 1881, R. 12, nr 99).

 
Wydarzyło się w 1899 r. w Zedermanie

 

Na gruntach włościanina A. Stacha, we wsi Zederman, gm. Rabsztyn pow. olkuskiego odkryto pokłady rudy żelaznej. Poszukującym jest p. Cichowski z Dąbrowy Górniczej. (GK, 1899, R. 30, nr 21) 

K. Tomczyk

 

 
Wydarzyło się w 1907 r. w Gorenicach

Przy przejściu granicy. W dniu 26 stycznia o godzinie 6 rano, Jakub Kamel, liczący lat 22 chciał przejść granicę. Straż graniczna widząc c przechodzącego kontrabandzistę, który na wezwanie nie zatrzymał się, zaczęła strzelać. Kamel raniony w prawy bok odwieziony został przez sołtysa wsi Gorenice, gm. Rabsztyn do szpitala w Olkuszu. Rana nie jest śmiertelna. (Gazeta Kielecka, R.38, nr 11).

K.Tomczyk

 
Działo się 100 lat temu

Świętokradztwo. Mieszkańcy Olkusza poruszeni są do żywego śmiałą i ohydną kradzieżą, dokonaną onegdaj w miejscowym kościele. Jak wykazały pierwsze kroki śledcze, zbrodniarz musiał ukryć się w kościele, i po skończonych nieszporach, kiedy służba kościół zamknęła, dokonać zbrodniczego czynu rozbicia puszki, do której składano ofiary na budowę dzwonnicy i zagarnięcia całej zawartości puszki. Suma zrabowana musi być dość pokaźna, gdyż puszka wisiała w kościele przez rok cały, i do tej pory nie była otwieraną, a mieszkańcy Olkusza nie szczędzili grosza na budowę dzwonnicy. O ile ślady wskazują, świętokradca musiał wydostać się z kościoła przez okno, a następnie przesadzić mur. Po długich poszukiwaniach, władzom miejscowym udało się aresztować świętokradcę, nie ujawniono jednak  jeszcze tożsamości; dalsze śledztwo w toku. (Gazeta Kielecka 1912 R. 43 nr 2)

K. Tomczyk

 
Rodzinny konflikt o majątek

 

Z opowiadań rodziców, dziadków, czy też z innych źródeł, wiemy, że dawniej na wsi panowała silna tendencja zdobywania nowych kawałków ziemi. Pragnienie posiadania nowych morgów doprowadzało nieraz do złamania szczęścia osobistego, długoletnich sporów, a niekiedy do rodzinnych tragedii. W niniejszym materiale przedstawię Państwu wydarzenie z 1909 r., które miało miejsce w jednej z podolkuskich wiosek, a dotyczyło konfliktu o majątek między ojcem a dziećmi.

Kazimierz Tomczyk

Ze stosunków wiejskich. Często słyszymy o smutnych nieporozumieniach między ojcami a dziećmi o majątek. Między ludnością wiejską zwłaszcza toczą się o grunt często tragiczne walki. Do czego może doprowadzić chciwość - dowodzą losy pewnego gospodarza z pod Olkusza, które sam w liście opisuję. Ciężką pracą dziesięciu palców dorobił się na stare lata majątku. Skupił po kawałku 14 morgów dobrego gruntu, pobudował się jak należy. Dwie córki wyposażył, a dwóm synom zapisał po połowie grunt. Za życia nie chciał wyzbyć się ziemi, aby zostać na łasce dzieci lub być zmuszonym iść z torbami, jak to często bywa.Ale synów takie rozporządzenie majątków nie zadowoliło. Chcieli koniecznie zagarnąć go w swe ręce, nie czekając śmierci ojca. Opuścili ojca, przeciągnęli na swoją stronę matkę, która także opuściła męża i wspólnymi siłami poczęli gnębić ojca, aby go zmusić do zrzeczenia się gruntu. Widząc , że wysiłki ich żadnego skutku nie odnoszą, powzięli myśl zbrodniczą – pozbyć się ojca. Znaleźli człowieka, który podjął się czynu zbrodniczego i dał do ich ojca strzał z fuzji. Raniony mnóstwem śrucin, stary gospodarz chorował długo, ale powrócił do zdrowia.

Zaczęło się systematyczne prześladowanie. Synowie grozili każdemu, kto zgadzał się przyjść do roboty do ojca i w ten sposób uniemożliwili mu gospodarkę. położyli nabój dynamitowy pod wóz, drugi umieścili w kominie u ojca. Wybuch rozerwał komin, zniszczył chałupę. Przyszedł wnuczek chcąc niby dziadka pocieszyć i włożył do szczapy drzewa prochu. Znów wybuch rozerwał piec i kuchnię.Starszy syn począł się wreszcie odgrażać, że ojca zabije i rzeczywiście, przed paru dniami przyszedł do ojca i do leżącego strzelił dwa razy, raniąc go w ramię i w głowę.Teraz stary leży w domu samotny, nie mając nawet nikogo aby mu wody podał. Korzystając z jego niedołęstwa synowie zagrabili mu zboże, słomę konia otruli, żona zabrała krowę. Pozostał w biedzie i samotności. Chciał się z dziećmi pogodzić, zgadzał się oddać im grunt z warunkiem, aby mu zapewnili jakiś fundusz na stare lata, żądał tylko 100 rubli, lecz synowie nie chcą przystać na ten warunek. Chcą gruntu, chcą, aby ojciec zdał się na ich łaskę. I stary ojciec zalewa się krwawymi łzami – jak pisze- czeka na śmierć. (Gazeta Kielecka 1909 R. 40 nr 43)

 
Działo się 136 lat temu

Niezwykły pogrzeb.

Do ciekawego zdarzenia doszło na pograniczu powiatu olkuskiego i Galicji (zaboru austriackiego). Grupa mieszkańców wioski (niestety nie wiemy której), z chorągwiami i ze śpiewem prowadziła zmarłego, zmierzając ku granicy Królestwa Polskiego (zabór rosyjski). Wkrótce po przekroczeniu granicy, chłopi zobaczyli w oddali jadących na koniach rosyjskich strażników granicznych. Widząc ich, kondukt żałobny zaczął się szybciej posuwać i coraz głośniej śpiewać.  To dziwne zachowanie chłopów wzbudziło ciekawość jednego ze strażników, który ruszył w ich kierunku, i krzyknął stój. Na ten głos cały orszak pogrzebowy szybko  rozbiegł się w nieładzie, pozostawiając nieboszczyka wraz z bryczką i końmi. Strażnicy graniczni podeszli do trumny, otworzyli wieko i w miejsce zmarłego znaleźli kilka baryłek okowity (wódki).

(Gazeta Kielecka)

 

Pragnę dodać, że  przemytnicy, zwani przez powszechnie szwarcownikami mieli wiele sposobów, aby oszukać strażników granicznych. Jednak często zdarzały się przypadki, że chłopi ginęli z rąk strażników lub odnosili rany. (w niedługim czasie przybliżę kilka faktów dotyczących tego tematu).

Kazimierz Tomczyk

 
«pierwszapoprzednia12następnaostatnia»

Strona 2 z 2

Ciekawostki z przeszłości

Dawne wierzenia i zwyczaje

Statystyka strony

Użytkowników : 2
Artykułów : 281
Odsłon : 173580

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 4 gości