Jerzmanowice
Z dziejów parafii

 
1918 – 2018 Stulecie odzyskania niepodległości – udział naszych parafian: JAN ADAMCZYK cz. II

 

  

Obelisk z tablicą na jerzmanowickim cmentarzu, przed którym zapalamy znicze za osoby poległe, lub pomordowane za naszą Ojczyznę, które nie mają mogił.
Fot. Z. Krzystanek

W związku ze zbliżającą się setną rocznicą odzyskania niepodległości przez naszą Ojczyznę, w poprzednim numerze NATANAELA opublikowaliśmy opis rozpoczęcia w 1919 r. przez braci Jana i Piotra Adamczyków z Jerzmanowic służby wojskowej w 11 pułku piechoty.
Ten pułk, utworzony w Zagłębiu Dąbrowskim, początkowo bronił linii demarkacyjnej pomiędzy Polską i Niemcami na Śląsku, a następnie bronił przed zajęciem dalszej części Śląska przez Czechów po aneksji Zaolzia. Dobrze uzbrojony we francuską broń maszynową i przeszkolony 11 pułkpiechoty został przegrupowany na wschodnie rubieże kraju, gdzie było największe zagrożenie bolszewickie.
W lutym, 1920 r. rozpoczął się postój w Równem, w trakcie którego dokonywano wypadów na tyły nieprzyjaciela celem rozpoznania jednostek armii rosyjskiej i niedopuszczenia do jej koncentracji. Bracia Adamczykowie brali w tym czynny udział. Jan jako amunicyjny, obsługiwał ckm. Grupa wypadowa z udziałem kompanii ckm pod dowództwem majora Aleksandra Zawadzkiego została skierowana 1 kwietnia 1920 r. na wschód w celu zajęcia wsi Staryki i Czernica. Po krótkiej walce, 2 kwietnia, zdobyto całą baterię z zaprzęgiem, 13 Karabinów m a s z y n o -wych i około 200 jeńców. N a s t ę p n i e pułk wycofał się do Zwiahla, na czele z maszerującymi jeńcami i zdobytą baterią.
W rozkazie dziennym dowódca napisał, że to zwycięstwo okryło pułk sławą i złożył podziękowanie wszystkim oficerom i szeregowym za waleczność i męstwo oraz zapewnił, że imiona tych, którzy życiem okupili to zwycięstwo będą zapisane w historii pułku. Cześć ich pamięci. Bracia Adamczykowie wrócili tym razem z tego wypadu bez uszczerbku na zdrowiu.
W następnym dniu, w Niedzielę Wielkanocną, do całego pułku zgromadzonego w Równem, przemówił dowódca frontu gen. Listowski, dziękując za ten wspaniały czyn wzniósł okrzyk na cześć 11 pułku. Taki to był jego chrzest bojowy.
Jeden z batalionów tego pułku 8 kwietnia rozbił zgrupowanie nie-przyjaciela, zdobywając 3 ckm-y, kilkaset karabinów, 2 wozy z amunicją, kancelarię pułkową i pojmał 40 jeńców.
Wódz Naczelny, Józef Piłsudski, w celu utworzenia samodzielnej Ukrainy, bo tylko Polska wspomagała Ukrainę, wydał rozkaz powołania grupy pod dowództwem gen. Rydza – Śmigłego (z 11 pułkiem piechoty), która 24 kwietnia 1920 r. rozpoczęła natarcie na Kijów. Do Radomyśla wkroczył 28 kwietnia, a 9 maja był już w Chwastowie.
Już pod koniec maja 11 pułk skierowano do Białej Cerkwi, gdzie w ciężkich walkach, w Kontrataku zajął kilka wsi i stację k o l e j o w ą Sucholasy. N i e s t e t y, w tych walkach Pod K i j o w e m poległ Piotr Adamczyk. Miał 23 lata. Jest jednym z wielu naszych parafian, którzy oddali życie za Ojczyznę i nie mają mogiły. Na Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie istnieje tablica z napisem: „KIJÓW 7.V. – 11.VII.1920” dla upamiętnienia tych nieznanych żołnierzy, w tym również Piotra Adamczyka.
Na naszym cmentarzu jest piękny obelisk dla uczczenia takich osób.
Cały kraj, w tym rodziny i narzeczone, opłakiwał 60 tysięcy poległych żołnierzy w tej wojnie z bolszewikami. W czasach wojennych w piosence „Białe róże” śpiewano:Tam pod jarem, gdzie w ataku padł Wyrósł na mogile białej róży kwiat.
Niestety, ale już 5 czerwca, konna armia Siemiona Budionnego przedarła się przez front polski pod Samhrodkiem i skierowała się na tyły polskich wojsk w rejonie Berdyczowa i Żytomierza, zachodziła obawa odcięcia polskiemu wojsku drogi odwrotu z Kijowa.
O dalszych zmaganiach 11 pułku piechoty w walce z bolszewikami napiszę w następnym numerze NATANAELA.

PROŚBA
Do Czytelników NATANAELA kieruję serdeczną prośbę o wypożyczenie posiadanych dokumentów, fotografii, listów, odznaczeń, związanych z wojną polsko-bolszewicką. Ich fotografie opublikujemy na łamach miesięcznika w hołdzie naszym bliskim.

Zygmunt Krzystanek

   

Fragmenty książeczki wojskowej Jana Adamczyka. W tych czasach zamiast zdjęcia posługiwano się odciskiem kciuka, ponieważ wykonanie zdjęcia było zbyt kosztowne.

 
Z dziejów parafii

Stulecie odzyskania niepodległości – udział naszych parafian
JAN ADAMCZYK

 

 

 Jan Adamczyk na fotografii po lewej stronie

Jesteśmy już w Roku Pańskim 2017 i zbliżamy się do uczczenia doniosłej rocznicy stulecia odzyskania niepodległości po 123 latach niewoli . Niestety, nikt nam jej nie przyniósł gotowej na tacy, musieliśmy sami ją sobie wywalczyć. 11 listopada 1918 r. zostało ogłoszone powstanie Państwa Polskiego, które jednak nie miało ustalonych granic na wschodzie, zachodzie i południu. Wszystkie te granice należało dopiero wyznaczyć przy pomocy oręża, ponieważ żaden sąsiad w drodze negocjacji nie zamierzał zwrócić zagrabionych polskich terenów. Te zadania musieli spełnić polscy żołnierze, którzy rekrutowali się również z naszej parafii.

Dzięki udostępnieniu przez Pana Edwarda Adamczyka osobistych dokumentów jego ojca Jana Adamczyka, możemy poznać dzieje jednej z osób żyjących w tych przełomowych dla naszej Ojczyzny czasach. Ten artykuł pragnę poświęcić Janowi Adamczykowi z Jerzmanowic, trzeba mieć jednak na uwadze, że podobne losy wojenne były również udziałem osób z Łaz i Gotkowic.

 Wyciąg z ewidencji ludności całej rodziny Adamczyków:
ojciec Jan, matka Franciszka, ich pięć córek i dwóch
synów: Piotr, ur. 5 lutego 1897 r. i Jan, ur.8 lutego 1899 r.

Jan Adamczyk urodził się 8 lutego 1899 r. w Jerzmanowicach. Ukończył jeden oddział szkoły powszechnej, taki był poziom oświaty w czasie zaborów. Do wojska, wraz ze swoim starszym bratem Piotrem, został powołany 4 lipca 1919 r. przez P.K.U. Będzin i następnie wcielony do Batalionu Zapasowego 11 Pułku Piechoty. Narodziny tego pułku odbyły się w Dąbrowie Górniczej jeszcze w czasach okupacji niemieckiej. Wówczas działał tam V okręg POW, którego komendantem był oficer I Brygady Legionów ppor.

  

Zdjęcia przedstawiają fragmenty książeczki wojskowej Jana Adamczyka

Władysław Wąsik. Komenda mieściła się na kopalni „Niwka” i „Kazimierz”. Już 1 listopada 1918 r. legioniści i „peowiacy” zajęli koszary niemieckiego 13. Batalionu Strzelców Polnych. Do nich przyłączyli się Polacy, którzy służyli w tym batalionie, co umożliwiło powstanie dwóch kompanii, które już 3 listopada złożyły ślubowanie przed dowódcą ppłk. Witoldem Filipowskim. Oswobodzono Będzin, a po ponad dwóch m i e s i ą c a c h u t w o r z o n o już dwa bataliony: „Dąbrowa Górnicza” i „Będzin”. P i e r w s z y rozkaz dzienny 11 pułku ukazał się 27 stycznia 1919 r. Wiosną zorganizowano III batalion. 25 maja pułk otrzymał zadanie obsadzenia granicy demarkacyjnej na Górnym Śląsku, od Koziegłów do Modrzejowa, a następnie od Rudnika Wielkiego do Siedlca. Gdy bracia Adamczykowie już tam byli, pułk został przewieziony na front południowo – zachodni. Po miesięcznym okresie, jego uzbrojeniu we francuską broń maszynową i szkoleniu żołnierzy (Jan Adamczyk został amunicyjnym przy obsłudze ckm), 11 pułk 4 października zajął odcinek od Mostów do niemieckiej granicy przy ujściu Olzy do Odry. Celem pułku była ewentualna obrona przed napadem Czechów, którzy już 23 stycznia 1919 r. zajęli Zaolzie, gdzie mieszkało ponad 100 tys. Polaków. Następnym zadaniem było przygotowanie plebiscytu na Śląsku Cieszyńskim, który to plebiscyt nie doszedł do skutku wskutek opozycji strony czeskiej. Dopiero 2 lutego 1920 r. nastąpiło przekazanie tego odcinka milicji śląskiej i z rejonu Białej pułk marszem pieszym przegrupował się do Krakowa, ponieważ od wschodu zagrażało nam śmiertelne niebezpieczeństwo. Po kilku dniach, uzupełnieniu braków, 11 pułk pod dowództwem ppłk. Edwarda Reymana, który następnie przekazał dowództwo majorowi Aleksandrowi Zawadzkiemu (w PRL – u był on Przewodniczącym Rady Państwa w latach 1952 – 64, jednak w opisywanych czasach jeszcze nie był komunistą), został przewieziony koleją na front przeciwsowiecki. Wyładowanie nastąpiło w Równem 28 lutego. Tam pułk pozostał jako odwód frontu wołyńskiego. Zmagania frontowe 11 pułku, w którym znaleźli się bracia Adamczykowie, będą tematem następnego artykułu w kolejnym NATANAELU.

Zygmunt Krzystanek

 
Z dziejów parafii


Związki małżeńskie

Już od 30 numeru NATANAELA Szanowni Czytelnicy są zapoznawani z parafialną statystyką najważniejszych wydarzeń, takich jak chrzty, śluby i zgony.
Tym artykułem pragnę pogłębić temat związków małżeńskich zawieranych w naszej Parafii, a po części również w naszej Gminie.
Jak wiadomo prawo dopuszcza zawierania ślubów kościelnych – konkordatowych lub ślubów cywilnych, jako równoprawnych (do 1998 r. prawo uznawało tylko śluby cywilne). Obecnie wybór rodzaju ślubu należy do nowożeńców. Powszechnie przyjmuje się, że osoby niewierzące decydują się na ślub cywilny, natomiast wierzące – ślub kościelny.
Część osób dopatruje się w ślubie cywilnym pewnych zalet, a mianowicie: krótszy termin przygotowań na jego zawarcie, czyli miesiąc, stosunkowo niskie koszty, czyli 84 zł. za akt małżeński, chyba, że ktoś sobie życzy aby ta uroczystość odbyła się nie w gminnej sali konferencyjnej, bo z wiadomych względów Gmina nasza nie dysponuje Pałacem Ślubów, a gdzieś w plenerze lub restauracji, to wówczas dochodzi dodatkowa opłata w wysokości 1000 zł. Przy okazji można tam zorganizować przyjęcie weselne.
Ze ślubem kościelnym związanych jest znacznie więcej formalności. Oprócz  dokumentów takich, jakie są niezbędne przy ślubie cywilnym, musi być jeszcze przedłożona metryka Chrztu św. z adnotacją o bierzmowaniu, świadectwo kursu przedmałżeńskiego i wizyty w poradni rodzinnej, oraz protokół przedślubny i zapowiedzi, ewentualnie jeszcze licencja na ślub w innej parafii. Śluby kościelne mogą być udzielane w kościele parafialnym, a od pewnego czasu również w kaplicach w Łazach i Gotkowicach. W dzisiejszych czasach ta uroczystość odbywa się w soboty, natomiast starsze pokolenie pamięta, że śluby kościelne były udzielane wyłącznie w niedziele, aby biesiadnicy mogli być obecni na niedzielnej Mszy św.
Aby mieć pogląd na to, jak się kształtują proporcje ślubów kościelnych w naszej parafii i gminie do ślubów cywilnych, przytaczam trochę danych statystycznych z ostatnich siedmiu lat.
Występują drobne różnice ilościowe pomiędzy danymi Kancelarii Parafialnej i Urzędem Stanu Cywilnego Gminy, które mogą wynikać z tego, że niektóre śluby kościelne mogły być udzielane osobom nie zameldowanym w naszej Gminie.
Według niektórych publikatorów przed czterema laty tylko 30% ślubów było cywilnych, a obecnie to już połowa. Z powyższej statystyki wynika, że w naszym regionie dane świadczą na korzyść ślubów kościelnych, chociaż jest tendencja wzrostu ilości ślubów cywilnych.
Dostrzegalne są również różnice wieku nowożeńców na przestrzeni czasu. W latach dziewięćdziesiątych średnia wieku mężczyzn wynosiła ok. 25 lat, a obecnie już 28, natomiast dla kobiet było to ok. 23, a teraz już ok. 26 lat.
Ślub kościelny, czyli Sakrament Małżeński obowiązuje do końca życia małżonków, nie istnieje możliwość rozwodu. Z ważnych przyczyn może nastąpić tylko jego unieważnienie. Nawet gdy władze świeckie udzielą rozwodu, co w naszej Parafii również ma miejsce, przez władze kościelne rozwód nie jest uznawany i w oczach Kościoła poślubieni nadal są małżeństwem. Papież Franciszek kładzie nacisk na to, że ludzie których małżeństwa się rozpadły nie są obcy w Kościele. Dobrze, aby szukali w nim swojego miejsca, znajdowali je i nie oddalali się od Wspólnoty Wierzących.
Ślub cywilny, który trwa 15 minut i kosztuje 84 zł niektórzy traktują jako związek partnerski – wprawdzie zawarty na nieokreślony czas, ale z opcją zakończenia, co ma miejsce najczęściej w razie zaistnienia głębszego kryzysu małżeńskiego. Konsekwencje rozpadu maleństwa są fatalne dla współmałżonków, a szczególnie dla ich dzieci.
Jest jeszcze grupa ludzi żyjących w tzw. konkubinatach, tj. bez zawierania jakiegokolwiek ślubu. Trend na wspólne zamieszkanie przed ślubem również występuje w naszej Parafii, ale to osobny temat.
Na zakończenie pragnę podziękować Kierownik Urzędu Stanu Cywilnego naszej Gminy, Pani mgr Iwonie Piwowarczyk za udostępnienie danych statystycznych zawartych w tym artykule.

Pani Maria Durbas w swoim cyklu artykułów ilustruje fotografiami doniosłe wydarzenia jakimi są śluby naszych parafian, aby je ocalić od zapomnienia.

 

2010

2011

2012

2013

2014

2015

2016

Jerzmanowice

22

15

20

10

10

17

17

Łazy

1

1

2

2

Gotkowice

1

1

1

Gmina Jerzmanowice-Przeginia

Śluby
kościelne

74

63

63

55

62

64

76

Śluby
cywilne

7

6

5

8

4

9

13

% udział ślubów
cywilnych

9,5

9,5

7,9

14,5

6,5

14,1

17,1

UWAGA: Rok 2016 nie obejmuje ostatnich tygodni

Zygmunt Krzystanek

 
Z dziejów parafii

Dominicantes – udział wiernych we Mszach świętych
 

W niedzielę, 16 października br. odbyło się coroczne liczenie wiernych uczestniczących w Mszach św. Dzięki uprzejmości Proboszcza ks. Kazimierza Szczęsnego, który udostępnił efekt tego liczenia, mogę przekazać jak my, członkowie Parafii Jerzmanowice, wywiązujemy się z obowiązku uczestnictwa w niedzielnej Eucharystii.
Oprócz obecności, czyli Dominicantes, dowiemy się również coś na temat Communicantes, czyli ilości wiernych przystępujących do Komunii św. Na wstępie przytoczę trochę liczb ogólnopolskich z roku 2014, abyśmy mieli skalę porównawczą z naszą parafią. Otóż obowiązkiem wszystkich ochrzczonych jest udział w niedzielnej i świątecznej Mszy św., za wyjątkiem dzieci do lat 7 i osób chorych oraz w podeszłym wieku. Te wyjątki stanowią ok. 18 proc. wiernych, czyli na 82 proc. ten obowiązek spoczywa. W omawianym roku 2014 w Polsce było 39,1 proc. obecnych (Dominicantes, w skrócie D) i 16,3 proc. przystępujących do Komunii św. spośród obecnych (Communicantes, w skrócie C).
Różnice w poszczególnych diecezjach były bardzo duże: na południowym wschodzie – najwyższa frekwencja, a na północnym zachodzie – najniższa. Podobnie wysoka była w dekanatach wiejskich, a niska w dekanatach wielkomiejskich.
W naszej parafii jest 3012 wiernych, chociaż zameldowanych jest 3704 osoby. Z tej liczby wiernych zobowiązanych do uczestnictwa w Mszy św. jest 82 proc., czyli 2470 osób.
W 2014 r. było obecnych 1493 osoby, czyli 60 proc. wiernych. Z pośród tych osób do Komunii św. przystąpiło 42 proc., czyli 625 wiernych. W tej liczbie było 847 kobiet (D) i 419 (C), czyli 49,5 proc. Mężczyzn było 646 (D) i 206 (C), czyli 31,9 proc.
W ubiegłym roku 2015 było już trochę gorzej. Obecnych (D) było 1414, czyli 57 proc. wiernych, natomiast (C) 580, co stanowiło 41 proc. W tej liczbie było 830 kobiet (D) i 377 (C), czyli 45,4 proc. Mężczyzn było 584 (D) i 203 (C), czyli 34,8 proc.
Rok obecny 2016 mam możliwość przedstawić bardziej szczegółowo, z podziałem na poszczególne miejscowości.
W Jerzmanowicach, w których mieszka 2751 osób, było 946 (D), 435 (C), czyli 46 proc.
Kobiet było 543 (D), 292 (C), czyli 53,7 proc.
Mężczyzn było 405 (D), 141 (C), czyli 34,8 proc.
W Łazach, w których mieszka 507 osób, było 159 (D), 59 (C), czyli 37,1 proc.
Kobiet było 98 (D), 41 (C), czyli 41,8 proc.
Mężczyzn było 61 (D), 18 (C), 29,5 proc.
W Gotkowicach, w których mieszka 446 osób, było 166 (D), 58 (C), czyli 35 proc.
Kobiet było 104 (D), 39 (C), czyli 37,5 proc.
Mężczyzn było 62 (D), 19 (C), czyli 30,6 proc.
Łącznie w br. w całej parafii było 1273 obecnych (D), czyli 51 proc. wiernych, natomiast (C) 550, co stanowiło 43 proc.
Kobiet było 745 (D) i 372 (C), czyli 50 proc.
Mężczyzn było 528 (D) i 178 (C), czyli 33,3 proc.
Niestety, następuje spadek frekwencji na Mszach św. Powody mogą być różne, np. wyjątkowo zła pogoda w dniu liczenia wiernych. Jednak oprócz dbałości o troski materialne, cała wspólnota parafialna musi znacznie więcej zadbać o sprawy duchowe.
Na tle całej Diecezji Sosnowieckiej nie wypadamy źle; przykładowo w 2014 r. średnio w całej diecezji do Komunii św. przystąpiło 11 proc. uczestniczących w Mszy św., gdy tymczasem w naszej parafii było 42 proc.
Według badań Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego (ISKK), w ciągu 20 lat nastąpił wzrost zaangażowania w życie wspólnot parafialnych z 4 do 8 proc.. Sądzę, że nasza parafia nadąża za tymi tendencjami.
Wiele osób jeszcze pamięta czasy sprzed pół wieku i wcześniejsze, przed II Soborem Watykańskim, gdy w niedzielę i święta kościół był przepełniony do granic możliwości, a część wiernych nie mieściła się w kościele. Kapłan kilkakrotnie nawoływał, aby wszyscy zbliżyli się do prezbiterium w celu pomieszczenia większej ilości osób. Ks. Józef Krzykawski poważnie planował powiększenie kościoła. Nie było wówczas jeszcze kaplicy w Łazach i Gotkowicach, była tylko jedna Msza św. o godz. 8:00 i Suma o 11:00, do Komunii św. można było przystąpić tylko na czczo. Dlatego po południu były tylko Nieszpory. Wszyscy parafianie przybywali pieszo, gdyż samochodów w tamtych czasach nie było, a drogi bywały zabłocone, szczególnie po roztopach wiosennych, natomiast w zimie nie było odśnieżania zawianych dróg gminnych. Zdarzało się, że osoby starsze przeliczały się ze swoimi siłami na parokilometrowej trasie i z powodu paru odpoczynków przychodziły do kościoła już na „Pater Noster” (Ojcze Nasz). Frekwencja jednak była bez porównania większa.
Możemy tylko mieć nadzieję, że dzięki wysiłkom całego duchowieństwa, ten spadek frekwencji zostanie zatrzymany i że nigdy niedojdzie do podobnej sytuacji, jaka zaistniała w Europie Zachodniej. Tam, zarówno Kościół Katolicki, jak i Protestancki stracił znaczny procent swoich wyznawców. Poszczególne parafie ulegają rozwiązaniu, budynki kościelne są przystosowane do celów świeckich, np. są przerabiane na domy mieszkalne, sale sportowe, kluby itp. Laicyzacja tych krajów zaszła naprawdę daleko. Wyspecjalizowane firmy skupują wyposażenie kościołów, naczynia liturgiczne, obrazy posągi , które następnie sprzedają do Ameryki Południowej, do Afryki.
Jednocześnie, w związku z pobytem tam wielu przybyszy z Afryki i Azji wyznania islamskiego, którzy gorliwie przestrzegają zasad i praktyki swej wiary, na zachodzie Europy buduje się dużą ilość meczetów. Dziedzina wiary nie znosi pustki, będzie wypełniana innymi poglądami. To jest proces może powolny, ale definitywnie zmierzający do utraty tożsamości Europy.
Nasza wspólnota parafialna ma do spełnienia ważną cząsteczkę zadań wynikających z naszej wiary katolickiej. Dbajmy o obecność naszą i naszych najbliższych na coniedzielnej Mszy świętej. Budujmy Wspólnotę Parafialną i razem wzrastajmy w wierze.

Zygmunt Krzystanek

 
Z dziejów parafii

Łazy – 73 lata później.

 

Z inicjatywy samorządu i społeczności Łaz nastąpiło kolejne uczczenie 73 rocznicy pacyfikacji tej miejscowości. 16 lipca została odprawiona Msza św. w kaplicy pod wezwaniem Ducha Świętego w Łazach, w intencji ofiar tej tej pacyfikacji.

Uroczystość tę celebrował ks. Prefekt Jacek Piwowarski, nadając jej charakter nie tylko głęboko religijny, ale również wzniosły, patriotyczny.

Została już tylko garstka uczestników tych przeżyć, wśród nich m. in. Pan dr Czesław Żurowski.

Ponad dwa miesiące temu została pochowana ś.p. Mieczysława Sarota, primo voto Gzyl, która w czasie pacyfikacji została 23 – letnią wdową po bestialsko zamordowanym mężu Edwardzie Gzylu, który osierocił również maleńką córkę.

Frekwencja wiernych na tej Mszy św. świadczy jednak o tym, że młodsze pokolenia są już bardziej obojętne na te wydarzenia . Koniecznie więc przy takich okazjach należy przypomnieć czasy okupacji, a zwłaszcza ten szczególny rok 1943, bo czasy teraz są co raz bardziej groźne i niespokojne. Nie mamy żadnej gwarancji, że tego typu nieszczęścia już nigdy nas nie nawiedzą, jakie wówczas przeżywaliśmy.

Ale wróćmy do tych okropnych czasów.

13 kwietnia 1943 r. Niemcy ogłosili, że odkryli masowe groby w Katyniu 4143 polskich oficerów zamordowanych w kwietniu w 1940 r. przez władze Związku Radzieckiego.

W niemieckiej gadzinówce „Goniec Krakowski” mogliśmy codziennie przeczytać kolejną listę 2815 nazwisk zidentyfikowanych oficerów na podstawie nieśmiertelników. To byli nie tylko oficerowie zawodowi, ale również osoby zmobilizowane, posiadające stopnie oficerskie: naukowcy, inżynierowie, ekonomiści, lekarze, prawnicy i inni. Chodziło o zniszczenie całej elity narodu, przez stosowanie selekcji negatywnej.

Gdy gen. Władysław Sikorski zwrócił się w 1941 r. do Stalina z pytaniem: co się dzieje z 15 tys. oficerów uwięzionych w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku , o których od 1940 r. nie ma żadnych wiadomości ?

Usłyszał odpowiedź : może uciekli do Mandżurii ?

Dopiero przyznanie się do winy nastąpiło w 1990 r. gdy prezydent ZSRR Michaił Gorbaczow wręczył listę tych jeńców prezydentowi Wojciechowi Jaruzelskiemu, a dekret NKWD o ich zamordowaniu prezydentowi Lechowi Wałęsie wręczył w 1992 r. prezydent Rosji Borys Jelcyn.                                                                                                                                    Natomiast 4 lipca 1943 r. nastąpiła katastrofa lotnicza w Gibraltarze, w której zginęło 16 osób, w tym Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych, gen. Władysław Sikorski, wraz córką Zofią, z gen. T. Klimeckim i kilku wysokiej rangi oficerami. Naczelny Wódz wracał z kilku tygodniowej inspekcji polskich sił na Bliskim Wschodzie. O tej żałobie narodowej już wiedzieliśmy przed pacyfikacją w Łazach z Biuletynów Informacyjnych AK, które były kolportowane przez Akowców, m.in. przez mojego starszego brata Józefa i jego kolegów z Gotkowic : Stanisława Sygulskiego, Andrzeja Siudego i Stanisława Woźniaka.

Następnie, 11 lipca 1943 r. rozpoczął się masowy mord Polaków na Wołyniu przez następnych sąsiadów, przez nacjonalistów ukraińskich. O tym dowiadywaliśmy się od osadników przedwojennych z naszego regionu, którym udało się wydostać z Wołynia. Ocenia się, że przez zadawanie okrutnych tortur wymordowano ok. 100 tys. Polaków, bez względu na wiek i płeć.

Codziennie nadchodziły wiadomości o nowych niemieckich pacyfikacjach, nie tylko w Łazach i   w Radwanowicach, gdzie zamordowano 30 osób, w Kaszowie – 30 osób, w Liszkach – 32 osoby, w Sułkowicach i Harbutowicach – 26 osób.    W każdej miejscowości były osoby zaprzysiężone do Armii Krajowej, czy Batalionów Chłopskich i tylko zależało od tego, czy jakiś konfident, czy zdrajca o tym nie doniósł do władz okupacyjnych, lub czy ktoś nie został złamany torturami w czasie przesłuchania. W Łazach, pod koniec 1944 r. do AK należało już 25 osób: Mieczysław Gach, Bolesław Gach, Mieczysław Gacek, Edward Feliks, Mieczysław Florczyk, Stefan Krzystanek, Jan Pogan, Stanisław Pogan, Mieczysław Mirek, Stanisław Nowiński, Stanisław Sroka, Henryk Śladowski, Andrzej Tucharz, Edward Tucharz, Stanisław Tucharz, Stefan Tucharz, Władysław Tucharz z Zapustów, Władysław Tucharz z Jawora, Tadeusz Żurowski, Maria Gzyl, Stanisława Mirek, Maria Papiz, Piotr Gach, Józef Mirek i Wojciech Siudy.

Łazy zostały uratowane tylko dlatego, że żadna osoba torturowana nie zdradziła przynależności osób do organizacji konspiracyjnych.

W tym czasie również nastąpiło nasilenie przymusowych wyjazdów do pracy niewolniczej w Niemczech i Austrii. Z każdej miejscowości zabierano dziesiątki młodych osób, w tym wielu z łapanek, których większość już nigdy nie wróciła. Polacy byli pozbawieni wszelkich praw i okupant niemiecki mógł zabijać bez żadnych wyroków sądowych. Wydawało się, że już nie ma ratunku, że zagłada jest nieunikniona.

W kościołach powszechnie śpiewano Suplikację, pieśń błagalną „Święty Boże […] zmiłuj się nad nami”, prosząc o zmiłowanie Stwórcy, który może odwrócił się od naszej Ojczyzny ?

Niech te rocznice pacyfikacji będą takim „memento”, aby zachować porozumienie w narodzie i dbać nie tylko o własny interes, ale mieć na względzie również sprawy wyższej rangi.

Zygmunt Krzystanek

 
Z dziejów parafii

 
Ks. kanonik Józef Krzykawski (7) Zakończenie
 
 

Zbliżamy się już do zakończenia opowieści ks. kan. Józefa Krzykawskiego o czasach, gdy przez wiele lat sprawował funkcję proboszcza naszej parafii, będąc jej duszpasterzem.

  

 

 

 

 

 

Ks. kan. Józef Krzykawski, w czasie uroczystej Mszy św. za Ojczyznę w dn. 8 listopada 2009 r., w przed dzień Święta Niepodległości. W tej uroczystości udział wzięli m. in. Panowie Zbigniew Wasserman (po prawej) i Władysław Stasiak (pośrodku), którzy zginęli w katastrofie smoleńskiej, obaj stoją w towarzystwie Wójta Gminy Jerzmanowice – Przeginia, Pana Adama Piaśnika (po lewej).

„Ja, Józef Krzykawski, kontynuowałem zakończenie budowy plebanii. Przyszły nowe czasy, nastąpiła zmiana ustroju w naszym kraju na początku lat 90. ubiegłego stulecia. Stopniowo następowała odbudowa państwa demokratycznego. Po 50 latach, w tym okupacji niemieckiej i ustroju komunistycznego, przywrócono przedwojenne święta państwowe: Święto Konstytucji 3 Maja i Święto Niepodległości 11 listopada. Wreszcie można było w te święta odprawić uroczyste Msze św. w intencji Ojczyzny, z udziałem pocztów sztandarowych, a w refrenie pieśni „Boże coś Polskę” śpiewać „Ojczyznę wolną pobłogosław Panie”.

Dzięki ofiarności parafian budowę plebanii zakończyłem, mimo trudności. Powstała tam kaplica św. Józefa, mojego patrona, który był dla mnie wsparciem w mojej pracy duszpasterskiej. Kaplica ta służyła przez lata jako sala dla przedstawień jasełkowych, spowiedzi w czasie rekolekcji i misji. Przez czas remontu kościoła w tej kaplicy były odprawiane nabożeństwa.

Plebania, dzieło ks. kan. Józefa

Przy ścisłej współpracy z Radą Parafialną i dzięki ofiarności parafian, dokonano olbrzymich prac przy remoncie kościoła w ciągu kilku lat. Przeprowadzono remont generalny zakrystii, ankrowanie części prezbiterium (było poważne pęknięcie), wymieniono drewniane schody na żelbetowe. Dokonano generalnego remontu stolarki w kościele, wymieniono drzwi i futryny. Wykonano boazerię marmurową w kolorze posadzki na wysokość 1,2 m. Zaszklono i uzupełniono brakujące elementy okien. Wymieniono instalację elektryczną, oraz zamontowano nowe nagłośnienie, oraz położono nową posadzkę marmurową, a pod nią ogrzewanie elektryczne.

Kościół otrzymał nowe pokrycie dachu blachą miedzianą, dotychczasowe było już w kiepskim stanie. Międzyczasie była jeszcze budowa organistówki.

W 1994 r. byłem jeszcze zadłużony na 17 milionów zł. To był czas wielkiej inflacji. Wszystko to zostało spłacone. Dzięki staraniom i ofiarności mieszkańców Łaz, wspólnymi siłami udało się wybudować wspaniałą świątynię w centrum wsi.

25 marca 1992 r. została utworzona Diecezja Kielecka z ordynariuszem ks. biskupem Adamem Śmigielskim i ks. biskupami pomocniczymi Piotrem Skuchą i Tadeuszem Pieronkiem. Do tej diecezji została przyłączona nasza parafia. Od tego czasu rozpoczęło się źle dziać w naszej parafii. Zaczęły się skargi do ks. bpa, nastąpiły ingerencje w Radzie Parafialnej, aby zanegować niektóre rozwiązania remontowe. Ja zaniechałem obrony, czego teraz żałuję. Oczekiwałem na wsparcie moich przełożonych. Zabrakło jednak solidarności kapłańskiej. Zmanipulowani parafianie zaczęli się łamać, co spowodowało podzielenie się parafii, a to skłoniło mnie do poddania się.

Teraz, gdy większość prac inwestycyjnych i remontowych została zakończona, byłby czas na odpoczynek i dalszą spokojną pracę duszpasterską w parafii.

Postanowiłem samodzielnie napisać rezygnację z funkcji proboszcza w wieku 72 lat, czyli trzy lata przed terminem określonym w przepisach kanonicznych, w 45 roku kapłaństwa i 27 lat posługi duszpasterskiej w parafii Jerzmanowice. 9 sierpnia 1997 r. zgodnie z dekretem mojego bpa przechodzę na emeryturę i rozpoczynam żywot rezydenta. Wkrótce otrzymuję tytuł kanonika, a parafianie fundują mi piękny strój.

Ks. bp Adam Śmigielski wyraził zgodę, abym po przejściu na emeryturę pozostał na plebanii, którą wybudowałem. Jednak nie spodziewałem się, że będzie to dla mnie taki trudny okres życia. W czasie mojego probostwa w parafii Jerzmanowice byli następujący wikariusze: za czasów Diecezji Kieleckiej: ks. Waldemar Lachowski, ks. Stanisław Boś, ks. Józef Krawczyk, ks. Zbigniew Luty, ks. Piotr Zagała , ks. Adam Bucki; za czasów Diecezji Sosnowieckiej od 25 marca 1992 r.: ks. Józef Kościelny, ks. Stanisław Tabor, ks. Tadeusz Sulej. Na najwyższą ocenę zasługuje ks. Tadeusz Sulej.

Kończąc, pragnę zapewnić, że moje powołanie kapłańskie starałem się spełnić najlepiej, jak potrafiłem. Wszyscy otrzymują od Stwórcy różne talenty i mając wolną wolę idą przez życie swoją własną drogą. Na mojej drodze spotkałem wielu ludzi dobrych, a nawet świętych. Powtórzę za Janem Pawłem II: „Kapłaństwo jest z jednej strony tajemnicą, z drugiej strony darem, który nieskończenie przerasta człowieka”.

Tak kończy się opowieść ś.p. ks. kanonika Józefa Krzykawskiego, sumująca Jego dzieje do czasu rozpoczęcia statusu księdza rezydenta w naszej parafii. Wspominał o wielu parafianach z Jerzmanowic, Łaz i Gotkowic, od których doznał dużego wsparcia w trakcie swej posługi duszpasterskiej, w intencji których nieustannie się modlił. Aby kogoś nie pominąć – nie będę ich wyszczególniał, ale polecam Jego książkę pt. „Jak dorastałem do kapłaństwa i kapłaństwo przeżyłem”. Nie zapominajmy również o modlitwie w Jego intencji, zwłaszcza w czasie tzw. Wypominków.

O osobach zmarłych nie mówi się źle, ponieważ nie są w stanie już się bronić i przedstawić swoich racji. W takich przypadkach lepiej nie mówić i nie pisać w ogóle. Z kolei błędów nie popełniają tylko takie osoby, które nic nie robią. W dziejach naszej parafii w czasie kadencji jednego proboszcza nigdy tyle nie zrobiono dla całej parafii, co w opisywanym czasie. Zasług ś.p. ks. kan. Józefa Krzykawskiego nie da się przecenić.

Zygmunt Krzystanek


 
Z dziejów parafii

 Ks. kanonik Józef Krzykawski (6)

 


 

1989 r., ks. kan. Józef Krzykawski odprawia pogrzeb ś. p. Emilii Żurowskiej (1902 - 1989), matki dra Czesława Żurowskiego. Pogrzeb odbył się z udziałem wielu księży i osób zakonnych.


Kontynuując opowieść o świętej pamięci ks. kanoniku Józefie Krzykawskim, byłym wieloletnim proboszczu naszej parafii, po zapoznaniu się z Jego dziejami do momentu przystąpienia do realizacji największego dzieła, będziemy poznawać teraz Jego dalsze poczynania. Tym dziełem jest budowa obszernej plebanii, która pozostała śladem Jego działalności w naszej parafii na wiele pokoleń. Te wspomnienia przypadają w 1050 rocznicę chrztu księcia Mieszka I, a więc przyjęcia przez Polskę chrześcijaństwa, co się wydarzyło w Wielką Sobotę, 14 kwietnia 966 Roku Pańskiego. O tych czasach już pisałem w pierwszym numerze NATANAELA (1/2013).

Poznajmy więc dalsze dzieje byłego naszego Proboszcza:
„Ja, Józef Krzykawski, oprócz organizowania budowy plebanii, musiałem również zadbać o wiele innych spraw, nie tylko administracyjnych, ale również duszpasterskich. Tymczasem 13 grudnia 1981 r. został ogłoszony stan wojenny, co jeszcze bardziej utrudniło nam wszystkim życie. Nawet plebania była całą noc pod kontrolą Urzędu Bezpieczeństwa. 26 kwietnia 1982 r. nastąpiła inauguracja nowego ordynariusza kieleckiego, ks. bpa dra Stanisława Szymeckiego. Każdą wolną chwilę poświęcałem na zbieranie ofiar pieniężnych, o różnych porach dnia. W każdą ostatnią niedzielę miesiąca była zwiększona ofiara na rzecz budowy plebanii. Zaraz po Wielkanocy przystąpiliśmy do kontynuacji budowy. Strażacy ustawili wyciągi i ułożyli materiał na piętro. We wtorek, 2 czerwca nastąpiło wylanie płyty stropowej. W Zielone Świątki 6 czerwca odbyła się msza św. polowa obok pomnika pacyfikacji w Łazach, w intencji ofiar. Nabożeństwo żałobne zostało odprawione w intencji zmarłego Prymasa Polski ks. kardynała Stefana Wyszyńskiego.


Budowa plebanii trwała nieprzerwanie. Zakończono budowę murów, kontynuowano prace wykończeniowe wewnątrz i na zewnątrz. Doprowadzono wodę do wszystkich pomieszczeń. Zainstalowano gaz i energię elektryczną. Ogrzewanie gazowe.W nasz odpust parafialny, 23 sierpnia nastąpiło poświęcenie przez ks. bpa Stanisława Szymeckiego nowo zakupionego tabernakulum. Wykonane zostały prace zabezpieczające przy kaplicy pw. św. Jana Chrzciciela: wzmocniono i odwodniono fundamenty, pomalowano wewnątrz i otynkowano zewnętrzne elewacje, aby w każdą niedzielę i święto mogły się odbywać Msze św. dla okolicznych mieszkańców i turystów przejeżdżających DK 94. Wykonano ogrodzenie. Ciągle istnieje problem punktów katechetycznych w Łazach i Gotkowicach. Odnośnie Łaz, rozpocząłem rozmowy z naczelnikiem gminy, panem Antonim Cyranem w sprawie działki z dawnego majątku państwa Truszkowskich, których dwie córki jeszcze żyją (Monika Truszkowska – Gilson mieszka w Krakowie, natomiast Krystyna Truszkowska jest profesorem paryskiej Sorbony). Ks. bp Stanisław Szymecki uzgodnił 23 sierpnia budowę kaplicy na terenie dawnej posiadłości państwa Truszkowskich i już 7 listopada nastąpiło poświęcenie kamienia węgielnego. Ale zanim do tego doszło trzeba było dokonać mnóstwo czynności urzędowych.


Ponieważ zachodziła konieczność wymiany gruntów państwowych z kościelnymi znacznej wartości, dlatego tych formalności mógł dokonać tylko ordynariusz ks. bp Stanisław Szymecki, w uzgodnieniu z naczelnikiem gminy Antonim Cyranem. Z własności kościelnej przekazano działkę pod budowę ośrodka zdrowia, natomiast gmina zabezpieczyła poszerzenie cmentarza grzebalnego od strony północnej i przekazała stronie kościelnej działkę na której znajduje się kaplica pw. św. Jana Chrzciciela, oraz 75 arów należących do Urzędu Ziemskiego pod budowę kaplicy i punktu katechetycznego w Łazach. Tej samej wielkości strona kościelna przekaże działkę gminie przy drodze łazowskiej od strony Władysława Saroty. Zostało to udokumentowane w księgach wieczystych.Budowa plebanii mimo trudności ciągle była kontynuowana przy udziale Komitetu Budowy Plebanii. Już w 1983 r. zakupiono 5 tys. cegły oraz znaczne ilości cementu, przeznaczone również na potrzeby remontu kaplicy pw. św. Jana Chrzciciela.Kolęda była przeznaczona na potrzeby budowy.
O zakończeniu budowy plebanii, oraz remoncie kościoła dowiemy się już z następnego NATANAELA

Zygmunt Krzystanek

 
Z dziejów parafii

 

Ks. kanonik Józef Krzykawski (5)


Dotychczas poznaliśmy losy ks. kanonika Józefa Krzykawskiego, naszego byłego długoletniego proboszcza, aż do czasu Jego uczestnictwa w inauguracji pontyfikatu Jana Pawła II, w czasie której przekazał Jego Świątobliwości życzenia od naszej parafii.

Należy przypomnieć, że już w następnym roku, w dniach 2 – 10 czerwca 1979 r. odbyła się pielgrzymka Jana Pawła II do Polski. Był to pierwszy w dziejach naszego kraju pobyt Papieża w Polsce. Już 2 czerwca, w sobotę na wielkim zgromadzeniu w Warszawie, Papież wypowiedział znamienne słowa: „Wołam, ja syn polskiej ziemi. Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi”. W następnym roku 1980 powstała Solidarność, licząca ok. 10 milionów osób i jak wiemy to był początek zmian ustrojowych „demoludów”. Oprócz tych doniosłych wydarzeń miały miejsce również inne, znamienne, ale mniej znane. W trakcie tej pielgrzymki, kilka dni później w Krakowie, na dziedzińcu pałacu arcybiskupów krakowskich, sławna himalaistka Wanda Rutkiewicz, podnosząc się z kolan przed Papieżem, powiedziała: „Pragnę ofiarować Waszej Świątobliwości oprawiony w srebro kamyk ze szczytu Everestu, gdzie stanęłam szesnastego października tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego ósmego roku.” „Szesnastego października tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego ósmego roku” – zdziwił się Jan Paweł II. „Cóż za niezwykły przypadek. Widać dobry Bóg tak chciał, że tego samego dnia oboje weszliśmy tak wysoko”. Jak wiadomo Wanda Rutkiewicz była pierwszą Europejką, a trzecią kobietą świata, która stanęła na Mount Everest, na najwyższym szczycie świata (8850 m n.p.m.) Nikt z Europy przed nią nie zdobył tego szczytu. Ale to nie koniec tych nie zbadanych losów ludzkich, które wzajemnie powiązały te dwie Osoby. Pamiętnego 13 maja 1981 r. Mehmet Ali Agca dokonał zamachu na papieża Jana Pawła II. Ten zawodowy rewolwerowiec nigdy nie był w stanie pojąć, dlaczego z tak bliskiej odległości nie był w stanie zabić. W jedenastą rocznicę tego zamachu, 13 maja 1992 r. Jan Paweł II listownie ogłosił, iż Światowy Dzień Chorych będzie obchodzony 11 lutego, w rocznicę objawienia Matki Bożej w Lourdes. I właśnie 13 maja 1992 r. na stokach Kanczendzongi, na wysokości 8200 m n.p.m. w wieku 49 lat ginie Wanda Rutkiewicz. Jej ciała nigdy nie odnaleziono.

Warto również przypomnieć, że w czasie tej pielgrzymki Jana Pawła II odbyły się uroczyste Msze św. również w Krakowie i na Jasnej Górze z udziałem setek tysięcy pielgrzymów z całego kraju, którzy chętnie nabywali pamiątki z tych uroczystości. „Zagłębiem” produkcji tych pamiątek była nasza parafia, a szczególnie Jerzmanowice. Zapewne zbliżające się Światowe Dni Młodzieży w Krakowie z udziałem Papieża Franciszka, oprócz doznań religijnych, przyniosą możliwość zaoferowania pielgrzymom z całego świata ciekawych pamiątek z Polski.

Teraz wracamy do naszej parafii i dalszych dziejów ks. kan. Józefa Krzykawskiego.

„Ja, Józef Krzykawski, przygotowałem do Sakramentu Bierzmowania kolejną grupę 119 osób, którego udzielił ks. bp Edward Materski. Ta uroczystości odbyła się 1 maja 1979 r. Na początku czerwca cała nasza parafia przeżywała uroczystości związane z przyjazdem papieża Jana Pawła II, które odbyły się w Krakowie i na Jasnej Górze.

W każdy miesiąc wyjeżdżam do Kielc z powodu pisania pracy magisterskiej. Temat: Reforma św. Oficjum, czyli „Struktura i zadania Kongregacji Nauki Wiary”, pod kierunkiem ks. prof. dra hab. Edwarda Sztafrowskiego.

W tym czasie zdecydowałem się przystąpić do budowy Domu Parafialnego, w którym będzie się mieścić probostwo, wikariat, sale katechetyczne, kaplica i miejsce dla sióstr zakonnych.

Zleciłem wykonanie planu budynku za 120 tys. zł. (inż. Tarnówka i inż. Cegielski). Dwa pierwsze plany za 40 tys. każdy – zostały odrzucone. Teren pod budowę został zniwelowany i wytyczony.

Pierwsze zakupy: 1500 szt. pustaków, 43 m sześcienne drzewaw Parku Ojcowskim i 12 tys. szt. cegły pełnej. Na początku 1980 r. pan Stanisław Mrozowski zakupił i przywiózł 5 ton stali zbrojeniowej, za którą spłacałem w ratach.

W tym czasie, 14 kwietnia 1980 r. zmarł ks. bp dr Jan Jaroszewicz, natomiast 13 czerwca świętowaliśmy jubileusz pięćdziesięciolecia kapłaństwa ks. kanonika Jana Rachtana, na który pojechali parafianie w dwóch autokarach.

Bierzmowanie 51 osób z udziałem ks. bpa dra Jana Gurdy odbyło się 18 maja.

Ruszają prace przy budowie. Pani Helena Szlachta pojęła się gotowania posiłków dla pracowników, a inne panie gromadziły produkty żywnościowe. Zakupiłem 30 ton cementu. Przy pomocy trzech betoniarek wykonano płytę na suterenach 21 września, natomiast nad parterem w październiku. Do tych prac zgłosiło się około 100 mężczyzn, a zapotrzebowanie było na jedną trzecią tej ilości, co świadczyło o ogromnym zaangażowaniu parafian.

Na mnie spoczywała ciągła wędrówka zbierania ofiar pieniężnych. Musiałem wysłuchać wiele uwag, że mogła być jeszcze stara plebania, pomimo zagrzybienia i niewygody, że nowa za duża itp. Na budowę kościoła byłaby ofiarność dużo większa, niż na budowę plebanii.

Z myślą o wykonaniu dachu, pan Stanisław Mrozowski za własne pieniądze, za 250 tys. zł., zakupił 5 ton blachy cynkowej, za którą spłacałem mu przez dłuższy czas. Należy mu się podziękowanie. W tym samym czasie zakupiłem jeszcze 3,5 tony stali zbrojeniowej i żeliwne rury do kanalizacji”.

W naszej opowieści doszliśmy do pamiętnego roku 1980, czasu narodzin Solidarności, które były zwiastunem wielkich przemian ustrojowych naszego kraju i nie tylko.

Dalszy ciąg dziejów ks. kan. Józefa Krzykawskiego już w następnym numerze NATANAELA.

Zygmunt Krzystanek

 
Z dziejów parafii

Ks. kanonik Józef Krzykawski (4)


 

Poznaliśmy już dzieje ks. kanonika Józefa Krzykawskiego aż do czasu rozpoczęcia uroczystości z okazji Jego 25-lecia kapłaństwa w roku 1977. Było to ważne wydarzenie, ale jeszcze ważniejsze miały miejsce w następnym roku 1978. Były to wydarzenia znamienne dla nas wszystkich, dla kraju i całego Kościoła Katolickiego.

Otóż 6 sierpnia 1978 r., w wieku 81 lat zmarł błogosławiony papież Paweł VI. 26 sierpnia tego samego roku Jego następcą został wybrany błogosławiony Jan Paweł I. Kilka dni później, 5 września, nastąpiła pierwszy raz w dziejach audiencja prawosławnego metropolity leningradzkiego (petersburskiego) i nowogrodzkiego Nikodema, który w trakcie audiencji zmarł na zawał serca w objęciach papieża. Nasuwa się refleksja, że dało to początek pojednaniu Kościoła Katolickiego z Kościołem Prawosławnym, które obecnie jest kontynuowane przez papieża Franciszka i patriarchę Moskwy i Wszech Rusi - Cyryla na Kubie. Jeszcze w tym samym miesiącu, 1978 r., 28 września, w wieku 66 lat umiera papież Jan Paweł I. Trzecim papieżem tamtego pamiętnego roku został wybrany 16 października Polak, kardynał Karol Wojtyła, który wówczas miał 58 lat i przyjął imię Jan Paweł II. Był pierwszym papieżem nie Włochem od wielu stuleci. Po długim i owocnym pontyfikacie zmarł On w wieku 85 lat 2 kwietnia 2005 r. Jego kanonizacja nastąpiła 27 kwietnia 2014 r. Oddajmy głos świadkowi tych czasów, które sami także pamiętamy, ks. kanonikowi Józefowi Krzykawskiemu:

Fot: lata 70., Ks. Józef Krzykawski
z dziećmi pierwszokomunijnymi
(ze zbiorów pana Kazimierza Kozery)

„Ja, Józef Krzykawski, w 1977 r. obchodziłem 25 lecie święceń kapłańskich. W nasz odpust parafialny św. Bartłomieja, 24 sierpnia, Mszę św. celebrował ks. bp Jan Jaroszewicz, z udziałem 42 księży, w tym wszystkich moich kolegów z roku seminaryjnego. W księgach istnieje zapis ks. biskupa: Dnia 24 sierpnia 1977 roku przybyłem do Jerzmanowic z racji odpustu św. Bartłomieja oraz srebrnego jubileuszu ks. proboszcza parafii, oraz Jego kolegów. Tłumny udział wiernych oraz nader serdeczne powitanie swego biskupa oraz duszpasterza, jako też licznie zgromadzonych kapłanów, (42) nadało uroczystości szczególnie miły nastrój. Jubilatowi i Jego parafianom zostawiam swe serdeczne błogosławieństwo. Podpis ks.biskupa.

Największym wydarzeniem w 1978 r. był wybór kardynała Karola Wojtyły na papieża. Miałem z Nim wcześniej kilkukrotny kontakt. Poparł inicjatywę ks. Józefa Pochopienia, wikariusza z Racławic, mającą na celu utworzenia parafii w Szklarach i właśnie tam, w Szklarach, zetknąłem się z Kardynałem. Również dwukrotnie zabrał mnie samochodem z Częstochowy do Jerzmanowic.

W związku z inauguracją Jego pontyfikatu 22 października 1978 r. postanowiłem niezwłocznie rozpocząć starania mające na celu wyjazd na tę uroczystość. Nigdy jeszcze w życiu nie byłem za granicą państwa, ani w Czechosłowacji, ani w Związku Radzieckim. Miałem bardzo mało czasu na zorganizowanie tej pielgrzymki.

W czwartek, 19 października udałem się do Kurii w Kielcach. Tam się dowiedziałem, że Kuria organizuje taki wyjazd, ale trzeba sobie załatwić paszport i włoską wizę. Otrzymałem od księdza prokuratora formularze do wypełnienia, ale starania o paszport muszę przeprowadzić w Krakowie. W piątek po mszy jadę do Krakowa, gdzie dzięki przychylności

urzędników otrzymuję paszport od ręki. W południe mam samolot do Warszawy. W ambasadzie jest kolejka, ale za pół godziny otrzymuję wizę, którą normalnie otrzymuje się po kilku dniach od otrzymania promesy. Tam spotkałem osoby załatwiające wizy dla księży z kurii kieleckiej, od których dowiedziałem się, że są jeszcze wolne miejsca w autokarze do Rzymu, który wyjeżdża dzisiaj i o godz. 17 będzie pod hotelem w Krakowie. Przylatuję samolotem do Balic, a następnie udaję się do Jerzmanowic, aby ustalić zastępstwo księdza sąspowskiego na ślub w sobotę 21 i księdza ze Szklar na odprawienie Mszy św. w niedzielę 22 października. W tym czasie nie miałem wikariusza. O godz. 17 czekam pod Hotelem Cracovia. Zatrzymuje się autokar, jestem szczęśliwy, jadę do Rzymu. Tylko nic nie zdążyłem sobie przygotować do jedzenia i do picia na czas podróży, a współpasażerowie nie byli skorzy do poczęstunku.

Cieszyłem się jednak z tego szczęścia i z łaskawości Bożej, że mogłem uczestniczyć w tak wspaniałej inauguracji pontyfikatu Jana Pawła II. W Auli Pawła VI składałem Jego Świątobliwości życzenia od parafian Jerzmanowic i Szklar. Cudowne wydarzenie.”

Dalszy ciąg dziejów ks. kan. Józefa Krzykawskiego już w następnym, marcowym numerze NATANAELA.

Zygmunt Krzystanek

 

 

 

 
Z dziejów parafii

 
Ks. kanonik Józef Krzykawski (3)

 

W poprzednich numerach NATANAELA przybliżyłem dzieje naszego byłego proboszcza ks. kan. Józefa Krzykawskiego, od Jego narodzin, poprzez młode lata nauki, do otrzymania święceń kapłańskich i posługi kapłańskiej przed objęciem naszej parafii. Tym razem przypomnijmy sobie Jego pobyt w parafii Jerzmanowice. To czasy, które pamiętamy, a poznamy je z opowieści Księdza.

Zdjęcie z 1978 r. przedstawia ks. kanonika Józefa Krzykawskiego (1925 - 2015), Jana Michała Żurowskiego (1897 - 1989), seniora rodu Żurowskich, w stroju krakowskim - symbolu polskości, dra nauk medycznych Czesława Żurowskiego oraz jego żonę Krystynę i córkę Annę.

„Mnie, Józefa Krzykawskiego, ks. bp dr Jan Jaroszewicz postanowił przenieść do parafii Jerzmanowice, uprzedzając mnie, że nie będę miał łatwej pracy, ponieważ przed dwoma poprzednimi proboszczami niektórzy parafianie zamykali drzwi do kościoła. Przy próbach rozwiązania tych problemów odnoszono się do ks. bpa w sposób arogancki. Na pocieszenie padła obietnica, że nie muszę tam długo być.

Zgodnie z umową przyjechałem do Jerzmanowic 10 stycznia 1971 r.

Okazało się , że poprzedni proboszcz ks. Henryk Wieśniak oraz wikariusz ks. Żółtak zostali już przeniesieni do innych parafii, a funkcję proboszcza tymczasowo pełnił ks. bp Edward Materski.

Plebania była jeszcze zajęta przez rzeczy poprzedniego proboszcza i przez jego gospodynię Ludwikę, która oświadczyła, że może się wyprowadzić, gdy jej zapewnię inne mieszkanie. Dlatego ponad miesiąc musiałem na nocleg jeździć do brata w Krakowie, w czasie ostrej zimy.

Dopiero w połowie lutego rzeczy ks. Wieśniaka zabrał samochód, a pod koniec lutego wyprowadziła się pani Ludwika.

Rozpocząłem pierwsze kontakty z parafianami, chociaż po kolędzie nie chodziłem, ponieważ uczynił to już ks. prefekt, wbrew instrukcji ks. biskupa.

Moją pierwszą inwestycją był ołtarz zwrócony twarzą do wiernych, zgodnie ze skazaniami Soboru Watykańskiego II.

Wprowadziłem Mszę św. szkolną o godz. 10. Sprawdziłem punkty katechetyczne w Łazach i Gotkowicach, gdzie uzgodniłem wynagrodzenie za opał i wynajem.

W drugą niedzielę po Objawieniu zorganizowałem zebranie komitetu parafialnego w celu uzgodnienia przyszłych prac, zwłaszcza na plebanii, która była w opłakanym stanie. Należało przygotować wikariat dla ks. Waldemara Lachowskiego, uporządkować otoczenie plebanii. Rozpocząłem zbieranie ofiar na potrzeby kościoła. Zakupiłem 10 ławek, przygotowałem konfesjonał dla słabo słyszących i ornat filetowy, oraz dywan do kościółka, aby przygotować tam uroczystości odpustowe przypadające na św. Jana. Zamykanie kaplicy i jej wietrzenie było możliwe dzięki wykonaniu kraty wejściowej przez pana Tadeusza Krzystanka. Przystąpiłem do uroczystego poświęcenia pól, czego dotychczas nie praktykowano.

Młodzież ufundowała wzmacniacz do kościoła. Udało się wykonać drogę bitą do plebanii i na jej podwórku. Wytynkowano fundamenty plebanii i garaż, oraz przebudowano kanalizację na plebanii, ks. prefekt otrzymał łazienkę. Z plebanii przeprowadzono wodę do zakrystii w kościele i do organistówki. Było wiele indywidualnych ofiar, np. panowie Zenon Mrozowski i Stanisław Kiełkowicz kupili paschał, inne osoby przekazały 4 alby, 2 komże i kilka innych rzeczy.

W grudniu 1971 r. rozpocząłem starania o wykonanie ogrzewania akumulacyjnego kościoła. Było to duże przedsięwzięcie: starania o zezwolenie z energetyki, wykonanie dokumentacji, wynajęcie wykonawców i nadzoru, zakup materiałów i wykonanie instalacji, Dzięki ofiarności parafian z Jerzmanowic, Gotkowic i Łaz, wnętrze kościoła już nie było pokryte szronem.

Po Nowym Roku 1972 rozpocząłem pierwszą kolędę w tej parafii, byłem wdzięczny gospodarzom za podwiezienie mnie furmanką, gospodyniom za poczęstunek. Ofiary były raczej umiarkowane w stosunku do innych parafii, często nie podejmowałem ofiary, mówiąc, że macie duże wydatki, np. na budowę domu, zakup samochodu. Jednocześnie stwierdziłem, że wielu parafian nie uczęszcza na Mszę św. w niedzielę, obciążając tym samym swoje sumienie. Prosiłem o punktualne przychodzenie do kościoła młodzież męską i powrót do domu bez zatrzymywania się w gospodzie.

13 lutego odbyła się konsekracja ks. bpa prof. Jana Gurdy w Kielcach i na tę uroczystość pojechał ks. prefekt z ministrantami.

W każdy piątek odbywała się Droga Krzyżowa, a Gorzkie Żale w niedzielę z kazaniem pasyjnym.

Dokonaliśmy otynkowania murów wokół kościoła dzięki ofiarności parafian na zakup cementu, piasku i zapłatę wykonawcom.

30 lipca 1972 r, pożegnaliśmy serdecznie ks. prefekta Waldemara Lachowskiego, skierowanego na studia historyczne do Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Jednak okazało się później, że został usunięty z tej uczelni.

W październiku zawiadomiłem parafian, że w zakrystii są już nowe meble. W księdze wizytacji biskupich już od przedwojny ten problem był ciągle podnoszony, ze względu na fatalny stan wyposażenia zakrystii. Wreszcie ta sprawa została załatwiona. Przedtem pomalowano zakrystię i przedsionek kościoła. Jednocześnie zabezpieczono okna, które zrobił pan Henryk Mirek.

Jasełka salezjańskie wystawione w naszej parafii przez kilka dni, cieszyły się dużym uznaniem. Te jasełka wystawialiśmy również w innych parafiach: w Przegini, Smardzowicach, Minodze i Sąspowie.

W 1973 r. chodząc po kolędzie zostałem przyjęty w 293 domach, za co serdecznie podziękowałem.

Na cmentarzu grzebalnym nastąpiło pewne uporządkowanie, w tym wycinka drzew.

W 5 niedzielę wielkanocną nastąpiło poświęcenie sztandaru ZBOWiD – u. Natomiast 15 lipca nastąpiło poświęcenie sztandaru św. Barbary, daru górników.

Zbliżał się czas uroczystości nawiedzenia obrazu M. B. Częstochowskiej w naszej parafii, dlatego zorganizowaliśmy malowanie kościoła własnym sposobem. Rodzice dzieci  pierwszokomunijnych ofiarowali kielich. Na początku sierpnia odbyły się rekolekcje przygotowujące to nawiedzenie obrazu przez księży misjonarzy.

Zdążyliśmy jeszcze odnowić stacje Drogi Krzyżowej, lichtarze, lichtarzyki, oraz rozpocząć złocenie ołtarza, zakupić nowy obrus na wielki ołtarz, trzy duże kryształowe wazony, ornat Maryjny, kapę, oraz nowe konfesjonały i pokrowce na ołtarze. Puszkę komunijną zafundowali hutnicy.

Nawiedzenie obrazu nastąpiło 6 i 7 sierpnia. Trasa od Bębła do kościoła udekorowana była parometrowymi krzyżami, przystrojonymi liliami. Wykonano cztery bramy z hasłami i ołtarz polowy na cmentarzu. Wiele osób było zaangażowanych w te przygotowania, na wyróżnienie zasługuje Zofia Szlachta. W uroczystości wziął udział ks bp Edward Materski, który nie szczędził nam pochwał, oraz siostry zakonne: Wanda Polak, Helena Trulka z Jerzmanowic, oraz z Gotkowic Józefa Kiełkowicz i Marianna Sygulska. Wizyta duszpasterska w 1974 r. utwierdziła mnie w przekonaniu, że parafianom powodzi się coraz lepiej, przybyło dużo nowych domów, a szczególnie ucieszyło mnie kształcenie młodzieży w szkołach zawodowych i ogólnokształcących, natomiast ze smutkiem stwierdziłem zaniedbania wielu osób, a szczególnie mężczyzn w uczęszczaniu na Mszę św. w nie-dzielę. Innym powodem do zmartwień to był alkoholizm, który był nieszczęściem dla wielu rodzin.

Jeszcze w tym roku udało mi się wykonać konserwację organów i elektryczny napęd dzwonów, dzięki panu Edwardowi Angielskiemu, jak również pozłacanie ambony i chrzcielnicy, oraz zewnętrzne malowanie kościoła.

W czerwcu 1975 r. odbyło się bierzmowanie 189 osób, które przeprowadził ks. bp Edward Materski. Natomiast 28 października 1976 r. odbył się pogrzeb ks. Henryka Wieśniaka. Ważne wydarzenia nastąpiły w 1977 r. W niedzielę Palmową pojechałem do Szklar, gdzie wówczas przybył ks. kardynał Karol Wojtyła. W trakcie rozmowy zasugerowałem przeniesienie parafii Jerzmanowice do Diecezji Krakowskiej.

24 sierpnia, w odpust parafialny św. Bartłomieja przybył ks. bp Jan Jaroszewicz oraz 42 kapłanów z okazji 25 lecia mojego kapłaństwa i moich kolegów z seminarium.”

O tej uroczystości i o następnych wydarzeniach z dziejów ks. kanonika Józefa Krzykawskiego, czyli i naszych dziejach, dowiemy się już z następnego numeru NATANAELA.

Zygmunt Krzystanek

 
Z DZIEJÓW PARAFII


Ks. kanonik Józef Krzykawski

Wieloletni były proboszcz Parafii Jerzmanowice, ks. kan. Józef Krzykawski zakończył swój żywot 28 października br., w 90 roku życia i 63 roku kapłaństwa. Jego duszpasterstwo w naszej parafii trwało 26 lat na stanowisku proboszcza i 14 lat jako rezydenta. Ostatnie 5 lat spędził już w Domu Księży Chorych w Krakowie.

Czterdziestoletni pobyt księdza w naszej parafii należy zaliczyć do rekordowych. Chociaż absolutnym rekordzistą wszech czasów był w naszej parafii ks. Wojciech Franciszek Indecki, urodzony w 1711 r., wyświęcony w 1736 r., który był tu proboszczem od 1741 r. przez 50 lat.

Sprawowanie duszpasterstwa przez okres jednego pokolenia przez ks. kan. Józefa Krzykawskiego, było wydarzeniem niezwykłym. Dlatego po przekazaniu funkcji proboszcza swojemu następcy, ks. kan. Andrzejowi Ciesielskiemu i pozostaniu rezydentem w naszej parafii, niektórzy parafianie życzyli sobie, aby na łamach miesięcznika naszej Gminy „Ostaniec”, z którym wówczas współpracowałem, podsumować Jego doniosłe dokonania. Przed piętnastu laty miałem spotkania w tej sprawie z Księdzem, który początkowo był tym zainteresowany i udzielił mi wyczerpujących informacji na temat swoich dziejów. Po pewnym czasie jednak prosił, aby zaniechać realizacji tego pomysłu, w obawie pogorszenia swego położenia jako rezydenta. W późniejszych latach zapowiedział napisanie i opublikowanie swych wspomnień, co rzeczywiście nastąpiło w tym roku.

Ponieważ nie wszyscy parafianie zapoznali się z Jego książką pt. „Jak dorastałem do kapłaństwa i kapłaństwo przeżywałem”, postaram się przekazać te jego wspomnienia, które usłyszałem. Zrobię to być może nieudolnie, ale na pewno wiarygodnie. A było to mniej więcej tak:

„Ja, Józef Krzykawski urodziłem się 16 lutego 1925 r., w Książu Małym, jako syn Stanisława i Zofii ze Żmudów. Miałem starszą siostrę Marię, urodzoną w 1922 r., oraz młodsze rodzeństwo: brata Stefana, urodzonego w 1927 r., siostrę Cecylię, urodzoną w 1929 r. i najmłodszego brata Stanisława urodzonego w 1937 r.

Rodzice posiadali 3-morgowe gospodarstwo, dlatego ojciec dorabiał jako murarz.

W szóstym roku życia ciężko zachorowałem na dyfteryt i moje życie było poważnie zagrożone.

Do szkoły podstawowej uczęszczałem w Książu Małym. Będąc w 5 i 6 klasie tej szkoły zastępowałem ojca w pracach polowych przy koszeniu zboża, orce, czy wykopkach ziemniaków.

Po ukończeniu 6 klasy szkoły podstawowej zdałem egzamin do gimnazjum w Jędrzejowie w roku szkolnym 1937/1938. Po wybuchu wojny, już w 1940 r. niestety szkołę zamknięto.

Mimo panującej biedy, rodzice skierowali mnie na tajne nauczanie, którego mi udzielał ukrywający się polski oficer.

W 1941 r. dostaję się do szkoły handlowej w Miechowie, która w 1943 r. zostaje również rozwiązana. Na dodatek, mój rocznik w styczniu 1943 r. został wcielony przez okupanta niemieckiego do Junaków (Baudienst). Tam przeżyłem koszmar: ciężka praca fizyczna na trasie kolejowej Bieżanów – Prokocim – Płaszów, głodowe wyżywienie, składające się z gorzkiego chleba razowego, nie wiadomo jakich roślin używano do jego wypieku, czarnej kawy zbożowej. Nocowaliśmy w barakach, w których trudno było spać i odpocząć ze względu na robactwo: pluskwy, pchły i wszy. [Od Autora: później dowiedziałem się, że razem z Nim przebywał tam mój sąsiad, ś. p. Józef Pogan z Jerzmanowic, ten sam rocznik].

W sierpniu 1944 r. dokonałem udanej ucieczki z Junaków, ale musiałem się ukrywać.

W tym samym miesiącu dokonano pacyfikacji Księża Małego, w wyniku której zamordowano 72 osoby. W nocy kopałem z kolegą zbiorowy grób. Szczęśliwie moja rodzina ocalała.

Domy zostały spalone, naszym schronieniem była piwnica. Zostaliśmy żebrakami.

17 stycznia 1945 r. wkroczyły wojska radzieckie i już na przełomie stycznia i lutego dokonano rozstrzelania członków Armii Krajowej.

W marcu 1945 r. dokonano otwarcia gimnazjum i liceum w Miechowie. Zostałem przyjęty do liceum, mimo moich braków z polskiego, matematyki i obcego języka. Propagowany był język rosyjski, ja jednak wybrałem język niemiecki i łacinę. Dużo wysiłku włożyłem w nadrobienie tych zaległości. Maturę zdałem w 1946 r.

Byłem w domu wychowany w głębokiej wierze katolickiej. Mój stryj, czyli brat mojego ojca – Stefan Krzykawski – był kapłanem, który jednak zmarł w 1936 r., w czwartym roku kapłaństwa. Stryj na zawsze pozostanie dla mnie wzorem i ideałem kapłana. Między innymi z tego względu wstąpiłem do Wyższego Seminarium Duchownego w Kielcach, chociaż zawsze bliższy był mi Kraków. Byłem czwartym kandydatem do stanu duchownego z Parafii Książ Mały.

Ordynariuszem Diecezji Kieleckiej był wówczas ks. bp Czesław Kaczmarek, sufraganem ks. bp Franciszek Sonik. Rektorem Seminarium był ks. dr Szczepan Sobalkowski, a wicerektorem ks. dr Stanisław Władyga. Jednym z profesorów był ks. Jan Jaroszewicz, późniejszy biskup. Wielu profesorów dojeżdżało z Krakowa. Na moim kursie było nas dziesięciu i wszyscy kończymy Seminarium w 1952 r. Święceń udziela nam ks. bp Franciszek Sonik, ponieważ ks. bp Czesław Kaczmarek był wówczas więziony przez władze PRL.

W czasie studiów nie byłem prymusem, ponieważ miałem braki ze szkoły średniej, jednak rektor zauważył moją pracowitość i uczynił mnie ogrodnikiem Seminarium, a na piątym roku zostałem ceremoniarzem biskupa i diakonem rocznym, co było wyróżnieniem.”

O dalszych kapłańskich losach śp. ks. kan. Józefa Krzykawskiego będzie można przeczytać w następnym numerze NATANAELA. Na kolejnych stronach prezentujemy z zdjęcia z uroczystości pogrzebowych w naszej parafii (piątek, 30 października) i w Książu Małym (sobota 31 października) z udziałem księży biskupów i wielu kapłanów. W dzień Wszystkich Świętych spoczął już w rodzinnym grobowcu i zebrani na naszym cmentarzu mogliśmy się w czasie Mszy św. pomodlić się za Jego duszę.

Zygmunt Krzystanek

 

 

 

 

 

 
«pierwszapoprzednia1234następnaostatnia»

Strona 1 z 4

Ciekawostki z przeszłości

Dawne wierzenia i zwyczaje

Statystyka strony

Użytkowników : 2
Artykułów : 280
Odsłon : 135388

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 25 gości