Jerzmanowice
Z DZIEJÓW PARAFII – Wspomnienie o dwóch siostrach zakonnych z historią najnowszą w tle.

1.    Wstęp.

Moim zamiarem jest przybliżenie losów dwóch sióstr zakonnych z Gotkowic, które osobiście znałem i są mi bliskie. Jedna z nich – Józefa Kiełkowicz – była moją sąsiadką, a z drugą – Marianną Sygulską - łączyło mnie bliskie pokrewieństwo. Obydwie wstąpiły prawie równocześnie w 1946 r. do Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego w Pniewach. W tym mieście liczącym obecnie prawie 8 tys. mieszkańców, błogosławiona  Urszula Ledóchowska w 1920 r. zakupiła posiadłość i założyła Dom Zgromadzenia Sióstr Urszulanek.

W czasie niemieckiej okupacji ten majątek został skonfiskowany i przekazany ludności niemieckiej, a  siostry zostały wysiedlone. Po zakończeniu drugiej wojny światowej ta posiadłość została zwrócona właścicielom, ale już w 1950 r. została upaństwowiona i przekształcona w Państwowe Gospodarstwo Rolne, a siostry zakonne zostały pracownicami tego PGR-u.Obydwie siostry różniły się wiekiem [ o 24 lata ], ale ich podobieństwo polegało na tym, że należały do rodzin głęboko wierzących i praktykujących, również obydwie doznały okropności wojny światowej i może dlatego znalazły sens życia za murami klasztoru

2.    Józefa Kiełkowicz  urodziła się  12. 04. 1900 r. w Gotkowicach, wówczas na terytorium imperium rosyjskiego, w najzamożniejszej rodzinie. Ród Kiełkowiczów jest jednym z najstarszych i najzamożniejszych w Gotkowicach. Już według spisu z 1789 r. , gdy Gotkowice były jeszcze posiadłością królewską, Szymon Kiełkowicz w swoim gospodarstwie zatrudniał dwóch najemnych „parobków” i jedną „dziewkę”, prawie tyle, co folwark gotkowicki, a wszystkie grunty włościańskie należały do dwunastu rodzin, tyle było domów. Koło ich domu rósł wielowiekowy wiąz, o wielometrowym  obwodzie, który uległ  zniszczeniu po pożarze  drewnianego domu po drugiej wojnie światowej. Oprócz jednej siostry miała jeszcze trzech braci. Jeden z nich Józef, jako pierwszy i jedyny w dziejach wsi ukończył szkołę średnią w okresie międzywojennym. To był olbrzymi wysiłek finansowy całej rodziny: zakwaterowanie w mieście, wyżynie, odpowiedni ubiór i czesne.  Cała rodzina była uzdolniona, wszystkie prace remontowo-inwestycyjne potrafili wykonać własnymi siłami. Drugi jej brat  Jan ,   konstruował i wykonywał   urządzenia gospodarcze niezbędne w czasach,  gdy nie było jeszcze energii elektrycznej, a nawet kieratów. Nawet drewniany rower również był przez niego wykonany.

Siostra Józefa już w czasie pierwszej wojny światowej doznała jej okropności, gdy w 1914 r. prawie przez dwa miesiące Gotkowice były na linii frontu rosyjskiego i austro-węgierskiego i gdy obydwie strony dążyły do przełamania frontu przez liczne ataki i kontrataki, powodując olbrzymie straty w oddziałach wojskowych   i ludności cywilnej. Efektem tego były olbrzymie groby zbiorowe na ternie wsi.
Osiągnęła pełnoletniość w 1918 r. wraz z niepodległością Polski. Jako osoba dorosła ściśle przestrzegała wszelkie nakazy i zwyczaje religijne, jak np. czterdziestodniowy wielki post wykluczał spożywanie wszelkich pokarmów mięsnych i jakichkolwiek tłuszczów, a nawet mleka i jego przetworów.
Jako kobieta ściśle przestrzegała reguły odnośnie stroju : pójście do kościoła z krótkim rękawem, czy bez pończoch – było wykluczone.  Takie były wówczas zwyczaje.

Ciężko pracowała na dużym gospodarstwie rodzinnym. Prawie sześcioletnią okupację niemiecką przeżywała w ustawicznej niepewności o własne życie i swoich najbliższych. Te przeżycia  mogły ostatecznie zadecydować o jej wstąpieniu w wieku  46 lat do Zakonu Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego w Kielcach w dniu 20 czerwca 1946 r., przyjmując imię zakonne Kajetana. Ślubowanie złożyła 15 sierpnia 1949 r. w Pniewach. Zmarła w trzydziestym roku powołania zakonnego 11 września 1976 r., przeżywszy 76 lat. Jest pochowana na cmentarzu zakonnym w Pniewach.
Jej pobożny żywot w takiej bliskości z Bogiem uzasadnia, ze św. pamięci Józefa pełni patronat przed Stwórcą nie tylko nad gotkowicami, ale nad całą parafią jerzmanowicką.

C.d.n.
                                                                                                                                                                               Zygmunt Krzystanek

 
Z DZIEJÓW PARAFII – STARY KOŚCIÓŁ

Już Jan Długosz notuje istnienie  w Jerzmanowicach drewnianego kościoła, którego kolatorem był król Kazimierz Wielki. Parafia ta istnieje w spisach świętopietrza w latach 1335 – 1337, do której należały również Gotkowice. W 1335 r. parafia zapłaciła 4 skojce dziesięciny papieskiej, co pozwala oszacować jej ludność w tym czasie na około 270 osób. Była to jedna z najmniejszych parafii, pomimo że Jerzmanowice były największą wsią w starostwie ojcowskim. Również o tutejszym kościele drewnianym pw. św. Bartłomieja dowiadujemy się z wizytacji Kaźmierskiego w r. 1595. Wizytacja w 1748 r. znajduje w Jerzmanowicach stary, spróchniały kościół drewniany, pokryty gontem, schylony ku ziemi, dochodzący do rujny. Według wizyty kanonicznej, był konsekrowany pw. św. Jakuba  i Bartłomieja Apostoła, a rocznicę poświęcenia obchodzono w niedzielę po św. Bartłomieju Ap.

W głównym ołtarzu był obraz N.M.P. Częstochowskiej w drewnianej, posrebrzanej sukience. Po stronie Ewang. był ołtarz z obrazem Pana Jezusa na Krzyżu, a po stronie przeciwnej był ołtarz św. Bartłomieja. Naprzeciw, obok ołtarza Pana Jezusa był ołtarz  św. Antoniego Padewskiego.
Dzwonnica przylegała do głównego wejścia. Wizytator ks. Stanisław Ptaszyński, kanonik liwski, proboszcz z Nowego Korczyna podaje w 1783 r. wymiary tego kościoła: 36 x 10 łokci, czyli około 20 m. długości i 6 m. szerokości, czyli jego powierzchnia wynosiła około 120 m. kw. Jest również adnotacja, że ówczesny proboszcz dobudował w 1749 r. nową nawę. Gdy początkowo parafia liczyła 270 wiernych – wielkość kościoła była wystarczająca, ale gdy według pierwszego spisu powszechnego w r. 1789  ta liczba zwiększyła się do 952 osób [662 w Jerzmanowicach, 81 w Gotkowicach i 209 w Łazach] ten kościół był stanowczo za mały. Dla porównania obecnie ta parafia liczy ok. 3 tys. wiernych. Następna wizyta generalna w 1836 r. podaje, że dawny zdezelowany kościół drewniany został rozebrany w 1826 r. , a nowy rozpoczęto budować w r. 1827.

Po 57 latach został konsekrowany 21. 06.1884 r. To świadczy o upadku ekonomicznym społeczeństwa w czasie zaborów, wysiłek dwóch  pokoleń był potrzebny na zbudowanie tej świątyni. Przez okres tej budowy nabożeństwa odbywały się w małej szkółce, która pierwotnie była kościelną karczmą. W tym budynku mieściła się zaledwie setna część parafian, reszta przebywała na zewnątrz pod gołym niebem, narażona na deszcz, śnieg i błoto.
Po wybudowaniu kościoła, a następnie szkoły, [ która do niedawna była jeszcze siedzibą  Biblioteki Gminnej i Powiatowej, oaz GOK-u ] - ta stara szkółka spełniała funkcję remizy OSP, a obecnie jest tam pusty plac.
Warto jeszcze przypomnieć, że w XVI wieku właściciel Pieskowej Skały Stanisław Szafraniec zamienił kościoły w Przegini, Sułoszowej i Sąspowie na protestanckie zbory, kościół w Jerzmanowicach był jedynym kościołem katolickim w tym rejonie i dlatego mieszkańcy okolicznych wsi uczęszczali tu do naszego kościoła.
Ze starego kościoła zachowały się dzwony. Najstarszy został wykonany w 1545 r., czyli jeszcze za panowania króla Zygmunta Starego. Następny dzwon był wykonany  w 1548 r. jednak z powodu pęknięcia nie był używany. Dopiero po drugiej wojnie światowej został naprawiony poprzez nagrzanie do bardzo wysokiej temperatury i zaspawany. Dzięki tej zaawansowanej technologii ten dzwon zachował historyczną postać i tonację. Dzwon  ten posiada medalion św. Bartłomieja i ma napis łaciński :ANIMUS EST NOBIS UT CARMINA DICANT HIC TIBI S. DEUS ES 1548., czyli DUCH JEST DLA NAS JAK POEZJA, NIECH CI POWIE, ŻE TU JEST BÓG.
Średnica  jego wynosi 73 cm, czyli jest ponad trzykrotnie mniejsza  od średnicy Dzwonu Zygmunta [242 cm.], który został wykonany w 1520 r.
Oprócz  tych dzwonów są jeszcze dwa dzwony przelane w 1948 r. ze starych uszkodzonych. Na jednym jest napis, że został przelany na koszt proboszcza ks. Jana Rachtana, a drugi na koszt parafian.

Wszystkie te dzwony ocalały mimo wielu kataklizmów dziejowych i rekwizycji wojennych. W czasie  pierwszej wojny światowej zostały zdjęte przez parafian,  zakopane w tajemnicy przed Austriakami i nie wydane mimo represji.  W Sąspowie i Sułoszowej dzwony zostały zniszczone wskutek działań wojennych. W czasie prawie pięciu wieków dzwony te pożegnały na wieczny spoczynek  wiele tysięcy parafian i nadal to czynią.
Oprócz dzwonów ze starego kościoła zachowała się chrzcielnica, odrestaurowana za czasów ks. Andrzeja Ciesielskiego, która mogła służyć już pierwszym parafianom do przyjęcia  Sakramentu Chrztu Świętego.

Dzięki Pani mgr Małgorzacie Wites, która udostępniła mi twórczość  Andrzeja Derejskiego, dowiadujemy się również o zabytkach starego kościoła  z fragmentów wiersza p.t. „Kościół”.

A oto fragmenty tego wiersza:

    Obiektem który stracił wartość do połowy,
Jest kopia obrazu Matki z Częstochowy,
Którą jeszcze zaledwie przed kilkoma laty
W kościele, na ołtarzu przybierano w kwiaty,
A nagle wyniesiono do wnęki cmentarza !
Wyczyn taki w kościołach dość rzadko się zdarza!
To też wywołał straszne oburzenie ludu!
Niektórzy się modlili i czekali cudu,
Inni znów do obrazu znosili ofiary
I kwiaty, aby Bóg nie zesłał kary
W postaci głodu , moru, ognia albo wojny,
Nastrój wśród parafian był dość niespokojny,
Tym bardziej, że się zmienił stan pięknej pogody
W deszcze ulewne z których wielkie wody
Zalewały podwórza, ogrody i pola,
Ksiądz wyjaśnił z ambony, że to nieba wola
Nie mająca  wspólnego nic, a nic z obrazem,
Ale lud stał przy swoim mówiąc, że tym razem
Proboszcz chce w jakiś sposób zrzucić z siebie winę
Stanowiącą niechybnie ulewów przyczynę.
     Trzy dzwony stanowiące dziś mienie kościelne
Wyśpiewują swe pieśni świąteczno – niedzielne,
Jak to czyniły prawie przed trzystoma laty
Dziś tak samo, jak dawniej, gdy umrze bogaty
Głos ich go odprowadza do samego grobu
I dzisiaj  przy pomocy innego sposobu
Dzwonienia oznajmiają nieszczęścia, powodzie, pożary.]
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - – - - - - - - - - - - - - - – - - - -
     Najwspanialszym zabytkiem jest krzyż barokowy
Na którym wisi Chrystus w koronie cierniowej
W lewym bocznym ołtarzu tej pięknej świątyni
Wizerunek ten skruchę w sercach ludzkich czyni,
A w cierpieniach przynosi ulgę i ochłodę.
Tu czerpią ludzie świętą nieśmiertelną wodę
Gojącą rany ludzkie, gaszącą pragnienie
Tu składają swe żale, bóle i cierpienia,
Albo znowu w skupieniu modły swe zanoszą
I o potrzeby życia codziennego proszą.
Tu widziałem staruszka gdy płakał jak dziecię
I błagał o śmierć rychłą, bo mu źle na świecie !
Tu widziałem malutkie wynędzniałe dziatki
Gdy zanosiły skargę, że im brakło matki !
Tu i ja się modliłem o powrót rodziny
Żony z  obozu w Niemczech z Sybiru dzieciny
A on sprawił, że obie do domu wróciły
Chociaż kilkakrotnie bliskie śmierci były!

W czasach młodości Andrzeja Derejskiego te problemy były jeszcze ciągle żywe i sprawa  obrazu uszkodzonego w czasie budowy kościoła spowodowała takie rozgoryczenie parafian.
Ostatnie zdanie wiersza obrazuje nam te powikłane i tragiczne losy pokolenia żyjącego w czasie drugiej wojny światowej.

             Zygmunt Krzystanek

 
Z DZIEJÓW PARAFII - CMENTARZE

Jesteśmy już po uroczystości Wszystkich Świętych, kiedy to modlimy się do zmarłych, którzy zasłużyli na osiągnięcie świętości, a także po Dniu Zadusznym, w którym modlimy się za dusze przebywające w czyśćcu, wierząc, że dzięki naszym modlitwom wcześniej osiągną zbawienie.
Rokrocznie obie te uroczystości są przyczyną masowych odwiedzin grobów bliskich w całym naszym kraju. Do cmentarzy ludzie docierają wszelkimi środkami lokomocji. Uporządkowanie, przystrojenie mogił i zapalenie zniczy jest naturalnym obrządkiem wszystkich opiekunów grobów.
Cały cmentarz jest świadectwem losów pojedynczych ludzi, a bywa, że i całych miejscowości. Jest również kroniką dziejów wsi, świadkiem przeszłości, ukazując jej związek z dziejami państwa i narodu.
Okazuje się jednak, że na żadnym cmentarzu nie znajdziemy grobów starszych niż pochodzące z końca XVIII wieku. Na naszym cmentarzu pochówki były jeszcze późniejsze, ponieważ jest to już trzecia lokalizacja cmentarza w dziejach naszej parafii. Wiąże się to poniekąd z historią chrześcijaństwa. Do piątego wieku zmarłych chowano w katakumbach, w późniejszych wiekach rozpoczęto grzebanie ich na cmentarzach przykościelnych, natomiast zmarłych biskupów i inne ważne osoby duchowne oraz fundatorów świątyń – w podziemiach kościołów. Sobór Rzymski w 1059 r. nakazał wydzielić wokół kościoła miejsce na cmentarz o szerokości 60 kroków (45 m), a wokół kaplicy - o połowę węższe.
W naszej parafii, od początku jej założenia w XIV w., aż do XVIII w. pochowano wokół kościoła kilkanaście pokoleń naszych przodków, których prochy nadal tam się znajdują. W miastach, np. w Krakowie, budowano dużo kościołów, aby tworzyć nowe cmentarze. Dopiero Edykt Nantejski z 1777 r. położył kres cmentarzom przykościelnym. Wynikało to także z nacisku władz świeckich, np. władze austriackie w 1801 r. zabroniły pochówku zmarłych na terenie Krakowa. W efekcie utworzono cmentarz w podkrakowskiej wsi Rakowice, gdzie pierwszy pogrzeb odbył się w 1803 r. Ten Cmentarz Rakowicki jest nadal czynny. Początkowo pochówek poza cmentarzem przykościelnym traktowano jako profanację pamięci zmarłych.
Utworzony w naszej parafii cmentarz został usytuowany na południowy wschód od kościoła i istniał jeszcze do lat czterdziestych ubiegłego wieku, ale był już nieczynny. Po jego zapełnieniu, na posiadłości kościelnej, powstał nowy cmentarz, obecnie istniejący.
Stary cmentarz znalazł się na terenie prywatnym dlatego, że po Powstaniu Styczniowym, w oparciu o ukaz carski z 14/26 grudnia 1865 r. dokonano konfiskaty na rzecz skarbu państwa 80 morgów ziemi parafialnej, pozostawiając tylko 6 morgów i przydzielając stałą pensję dla księdza. Takie uposażenie otrzymały wszystkie parafie.
Pochodzący z Jerzmanowic Andrzej Derejski (1895-1977) opisał wierszem fragmenty historii naszej parafii, m.in. w poemacie „Stary cmentarz”. Utwór ten, posiadający pewne przenośnie poetyckie, szczegółowo opisuje wygląd tego cmentarza przed siedemdziesięcioma laty (publikujemy go obok artykułu, z zachowaniem oryginalnej pisowni autora*).
Jeszcze w latach czterdziestych ubiegłego wieku, ówczesny proboszcz ks. Jan Rachtan, stanowczo protestował przeciw zaoraniu cmentarza, jako ziemi poświęconej, kryjącej prochy kilku pokoleń parafian. Protest okazał się nieskuteczny, ponieważ cmentarz znajdował się na terenie prywatnym.
W tym samym czasie obecny cmentarz otrzymał betonowe ogrodzenie z prawdziwego zdarzenia, które przetrwało bez remontu 70 lat, co świadczy o kwalifikacjach budowniczych i jakości ówczesnego cementu.
Obecny cmentarz jest powiększany już po raz trzeci w swej historii ze względu na jego przepełnienie. Jednocześnie z inicjatywy proboszcza ks. Kazimierza Szczęsnego i ofiarności parafian trwają prace przy budowie nowego ogrodzenia cmentarza, które będzie trwać przez wiele pokoleń.
Cmentarz zawsze przypomina nam o przemijaniu, wywołuje zadumę nad marnością tego świata. Wszystkie mogiły są zwieńczone krzyżem, który stanowi obietnicę życia wiecznego.


Zygmunt Krzystanek
*tekst z maszynopisu przepisała Kasia Biela

 

 

 


Stary cmentarz

Drugim zabytkiem we wsi jednakowej miary
Jest w pobliżu kościoła wiejski cmentarz stary.
Położony na wzgórzu Andrzeja Polaka.
O cmentarzu tym we wsi krąży powieść taka.
Że bierze on początek od czasów pogańskich,
Gdy tam grzebano niewolników pańskich,
Albo osoby zmarłe na skutek zarazy,
Jaka nawiedziła wieś kilkanaście razy
I zabierała całkiem żyjące tu plemię.
Tu podobno ktoś, kiedyś zruszył grobów ziemię,
To we wsi wybuchnęła tak straszna cholera,
Że zdrowy człowiek na nią w minucie umierał!
Dlatego nie ma tam grobowców i znaków,
Którymi żywi zdobią groby swoich rodaków
Z późniejszych lat leżą tu kmiecie i kapłani
Dawno, dawno pomarli, dawno zapomniani!
Nikt już nie chodzi płakać na ich grób w żałobie
Nie widać już opieki ludzkiej na ich grobie,
Krzewy na nich zdziczały, krzyże już pogniły
Tylko pagórki świadczą, że to są mogiły.
I tak od wieków stoi cmentarz stary
Na nim wypróchniałych drzew olbrzymie konary
Śpiewają monotonnie nad zmarłych grobami
Jak matki nad śpiącymi w kołyskach dzieciami.
Wiele ludności zwiedza ten cmentarz ponury
Jedni kopią nocami w jego wnętrzu dziury
Poszukując tam skarbów rzekomo schowanych
Przez wodzów i rycerzy po bitwach przegranych
Drudzy znów poszukują cmentarnych pamiątek
Badają każde drzewo, zarośnięty kątek,
Wykopują zmurszałe na grobach kamienie,
Aby znaleźć choć jakie dawnych  czasów cienie.
Jeszcze inni badają krzewy i rośliny
Oraz zawartość gleby cmentarnej wyżyny
A wszyscy orzekają, że ten cmentarz stary
Miał początek przed przyjściem chrześcijańskiej wiary
Na cmentarzu tym często wśród ciepłego lata,
Można spotkać zgrzybiałą babunię lub dziadka,
Którzy jakby cmentarne encyklopedie
Wiedzą jeszcze, który grób czyje ciało kryje
I o życiu tych ludzi takie prawią mowy
Że w prawdziwość ich człowiek uwierzyć gotowy.
Oto kilka urywków z ich opowiadania
Zebranych w jedną całość ułożonych w zdania:
W pierwszym grobie na prawo od cmentarnej bramy
Zarosły piołunami grób kobiety mamy,
Która przy wyświęcaniu tego tu cmentarza
Pytała z ciekawości starego grabarza:
„Kto też na tym cmentarzu pierwszy się położy!”
Ciekawością tą widać ściągnęła gniew boży,
Bo choć według przykazań wiary naszej żyła
Pierwsza mogiła właśnie jej ciało przykryła.
W rogu cmentarza jest grób mocno zadeptany,
Może nigdy przez ludzi niepielęgnowany,
Gdyż nie ma na nim nawet najmniejszej rośliny,
Ani śladu, że rosły tu kiedyś krzewiny.
W grobie tym obok siebie leżą dwaj sąsiedzi,
Którzy w jednej godzinie zmarli bez spowiedzi
Wyklęci przez plebana z ambony w kościele,
Za grzechy przeciw Bogu, których mieli wiele
Bo nie chodzili nigdy przed ołtarz ze świecą
Nie zdejmowali czapek przed Bogarodzicą
Nie słuchali nabożeństw, nauki kazania
Lekceważyli spowiedź, drwili z bierzmowania
Krzywdzili pracowników przy każdej robocie,
A z wyzysku i krzywdy opływali w złocie.
Za to teraz w ich grobie maja swoje nory,
Nieczyste duchy piekła, cmentarne upiory,
Które wyłażą po zachodzie słońca
Kiedy nie ma na niebie gwiazd ani miesiąca
I straszą żywioł świata choć światu nieznane,
Często w strasznych postaciach przez ludzi widziane.
Lecz nikt się im dokładnie przyjrzeć nie odważa,
Bo włos od nich siwieje i krew się zamraża.
Pod tym drzewem iglastym co stoi jak kopa
Jest grób jerzmanowickiego patrioty chłopa,
Który w swych młodych latach służył Łokietkowi,
Wygnanemu z Krakowa polskiemu królowi,
Łokietka skryli chłopi w ojcowskiej pieczarze
Wystawiając dość liczne w okolicy straże.
Właśnie w Jerzmanowicach straże takie stały
I nadchodzącym Niemcom opory stawiały
W których nasz patriota na wieki zasłynął,
Bo w przewadze czterdziestu na jednego zginął!
Lecz wróg mimo przewagi nie wszedł do Ojcowa
A król z wielkim tryumfem wrócił do Krakowa.
Bohaterski czyn chłopów z całej okolicy
Przebiegł po całym kraju lotem błyskawicy
A choć mu zaprzeczała szlachta i panowie
Król go postawił za wzór magnatom w Krakowie.
Poległych chłopów wpisał do złocistej księgi,
By panowie uznali moc chłopskiej potęgi,
A na grobie każdego wsadził kwiaty żywe
Ażeby wiecznie żyło zdarzenie prawdziwe.
I dziś można oglądać na zamku w Krakowie
Złotą księgę, która się pamiątkową zowie,
A w niej  na piątej stronie jest Tomasz Sladowski
Dzielny obrońca króla i chłop jerzmanowski,
Zaś we wsi przy Gościńcu jego pokolenie
Z bohaterskiego przodka w okolicy słynie

1934 r.                    A. Derejski

 
Z DZIEJÓW PARAFII, czyli co łączy ŚDM, Kazimierza Wielkiego i Jerzmanowice?

W Brazylii, w czasie trwania tegorocznych Światowych Dni Młodzieży (których inicjatorem był Jan Paweł II), papież Franciszek obwieścił trzem milionom młodych ludzi z całego świata, zgromadzonym na pięknej plaży Copacabana w Rio de Janeiro, że następne takie spotkanie odbędzie się w 2016 r. Polsce, w Krakowie. Data ta nie jest przypadkowa, ponieważ nasz kraj będzie wówczas obchodził 1050 rocznicę chrztu Polski. Papież Franciszek przybędzie z pielgrzymką do Polski na spotkanie z młodzieżą i jednocześnie w celu uczczenia tej rocznicy. Chrzest Polski był jednym z najdonioślejszych wydarzeń w dziejach naszej Ojczyzny.

Mieszko I w 965 r. pojął za żonę Dobrawę, córkę księcia czeskiego Bolesława I, a w następnym roku przyjął chrzest, co było również doniosłym aktem politycznym. Zapewniło bowiem chrystianizację Polski bezpośrednio przez Rzym, a nie przez niemieckie arcybiskupstwo w Magdeburgu, uzależnione od cesarza Ottona I. Pierwszym biskupem misyjnym w Polsce był Jordan, pochodzący z kręgu kultury romańskiej. Doprowadziło to do wyjednania w Rzymie statusu odrębnej prowincji kościelnej dla Polski (dla porównania: wcześniej schrystianizowane Czechy uzyskały własne arcybiskupstwo dopiero w połowie XIV w.).
Następca Mieszka I - Bolesław Chrobry, przyjął czeskiego biskupa Wojciecha, który szukał w naszym kraju schronienia. Męczeńska śmierć biskupa podczas misji pruskiej pozwoliła na uznanie posiadania przez Polskę świętego męczennika. Ten fakt z kolei przyczynił się do wyjednania w Stolicy Apostolskiej korony królewskiej i koronacji Bolesława w 1025 r.
Przyjęcie chrztu przez Mieszka I i jego otoczenie zapoczątkowało tworzenie się organizacji kościelnej, co trwało do r. 1000. Proces ten zakończyło utworzenie sieci parafii (do XIII w.).
W naszym regionie okręgi parafialne powstawały w istniejących już miejscowościach. Z zachowanych dokumentów wynika, że w 1228 r. Przeginia  płaciła dziesięcinę klasztorowi w Imbramowicach, spisy świętopietrza z lat 1325-27 wykazują parafie w Racławicach , w Sąspowie , a w latach 1335-37 wykazana jest parafia w Jerzmanowicach (villa Hermani).
Ks. Jan Wiśniewski w książce pt.: „Historyczny opis kościołów, miast, zabytków i pamiątek w Olkuskiem” przytacza łaciński tekst erekcji kościoła w Jerzmanowicach. Na moją prośbę został on przetłumaczony przez pochodzącego z Gotkowic prof. Stanisława Porębskiego z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Oto tłumaczenie:
„W imię Pana. Amen.
Na wieczną rzeczy pamiątkę. We wspomnieniach pamięć ich dokonań zapisuje się trwalej, jeśli jest poparta i poświadczona autorytetem dostojnych. Dlatego, My Kazimierz, z łaski Bożej król Polski i Litwy oraz Rusi, pan i władca, fundujemy nasz królewski kościół drewniany pod wezwaniem św. Bartłomieja apostoła w Jerzmanowicach; jemu poświęcony jako patronowi, a dla rektora tegoż kościoła należy się następujące uposażenie. Przede wszystkim, rektorowi kościoła w Jerzmanowicach należy się sześćdziesiąt miar pszenicy, tyleż owsa, zarówno z posiadłości naszej królewskiej w Jerzmanowicach, jako też z miejscowości Gotkowice i Łazy. Poddani tych wsi dla tegoż rektora kościoła w Jerzmanowicach każdego roku w uroczystość św. Marcina składać powinni. Także tenże rektor kościoła w Jerzmanowicach ma posiadać dwa pola kmiece, zaczynające się od kościoła jerzmanowickiego z tyłu kościoła i rozciągające się aż do granic wsi Bębło i od frontu kościoła, ciągnące się wzdłuż do granic wsi Przeginia. Te pola kmiece, rektor kościoła jerzmanowickiego corocznie winien obsiewać. Tenże rektor posiada także, jako swoje uposażenie, łąki, z których ma zbierać dwa stogi siana. Również powyższy rektor kościoła jerzmanowickiego ma dziesięcinę zwyczajną z wszelkiego ziarna i zboża, zarówno z posiadłości Naszej, jerzmanowickiej, jako też wsi Gotkowice i Łazy. Poddani tych wsi powinni co roku składać dziesięcinę temuż rektorowi kościoła. Tenże rektor kościoła w Jerzmanowicach posiada wolne prawo do napitków, zarówno wódki jak i piwa do umiarkowanego użytkowania swego. Rektor kościoła w Jerzmanowicach ma też prawo wycinania drzew w lasach do prowadzenia budów lub zaspokojenia innych potrzeb. Wreszcie, rektor kościoła w Jerzmanowicach ma sześciu poddanych, którzy winni pracować przez trzy dni w tygodniu. Nadto, tenże rektor posiada dom dobry, drewniany z ogrodem, dla zamieszkania. Tę naszą królewską fundację potwierdzamy, we wszystkich punktach zatwierdzamy, ratyfikujemy, ręką królewskiego majestatu podpisujemy, pieczęcią królewską potwierdzić rozkazujemy.
Dano w Grodnie, dnia 5 czerwca Roku Pańskiego 1338.
                                                                              Kazimierz, Król.

Ten dokument jest dowodem, że kolatorem, czyli fundatorem kościoła w Jerzmanowicach był król Kazimierz Wielki. W tamtych czasach okręg parafii Jerzmanowice składał się z Jerzmanowic i Gotkowic. Natomiast Łazy zostały przyłączone do parafii dopiero w 1602 r., czego dowodem jest fakt korygowania tego aktu w latach późniejszych. Opis starego kościoła zasługuje na oddzielny artykuł.

01200002

Na załączonym planie gruntów wsi Jerzmanowice z 1791 r., w górnej części są zaznaczone posiadłości kościelne.

01200005

Załączony portret przedstawia króla Kazimierza Wielkiego.

Zygmunt Krzystanek

 
Zbrodnicze podpalenie - 1935 r.

W nocy  21 czerwca 1935 r. spłonęły w Jerzmanowicach cztery stodoły. Ślady wskazywały, że było to celowe podpalenie. Ogień powstał jednocześnie na obu końcach wsi. (Gazeta Tygodniowa 1935, nr 27).

 
Jaskinia jerzmanowicka w 1894 r.

W odległości mili od Ojcowa leży wieś Jerzmanowice, odznaczająca się olbrzymią, chociaż od niedawna mało znaną jaskinią. Grota Jerzmanowicka leży na gruncie jednego z włościan, który za wydobywany z jej wnętrza namuł guanowy ciągnie niemałe dochody. Wejście do jaskini w pobliżu chaty włościanina, do niedawna było zakryte, skutkiem czego przypuszczają, że grota służyła za kryjówkę opryszkom w tej okolicy niegdyś grasującym. W pobliżu wejścia do jaskini odgałęzia się niski korytarz łączący się w odległości kilkudziesięciu kroków  z główną nawą groty. W dalszej, bocznej części jaskini gnieżdżą się jeszcze stada nietoperzy, wypłoszone z głównej światłem, ogniem i kopaniem. Nawóz ich namuł guanowy, włościanin sprzedaje po 6 kop.[kopiejek] za korzec, jeśli nabywca sam go wydobywa, zaś po 36 kop. jeśli  wydobywaniem zajmuje się właściciel. W r. z. spekulanci pruscy z odstawą do st. [stacji] Olkusz brali za korzec po 1 rs [rubel srebrny] i 50 kop. więcej. W jaskini znajdują się jeszcze ogromne ilości guana. Nie brak tam jednakże różnych kości,  przeważnie ssaków dyluwijalnych oraz narzędzi prehistorycznych. Spotkać tam można wiele kości olbrzymiego niedźwiedzia jaskiniowego, nosorożca, mamuta, liczne kły, zęby, całe szczęki dolne, czaszki itp. Znajdowane w jaskini noże, skrobacze i inne wyroby z krzemienia, siekiery i młoty z kamienia gładzonego, przeważnie z okresu neolitycznego, włościanin sprzedawał pojedynczo (Gazeta Kielecka, 1894, R. 25, nr 56).

 
Działo się 142 lata temu

 

Przedstawiam Państwu artykuł o kościele w Jerzmanowicach. który ukazał się w Gazecie Kieleckiej w 1870 r.

Śród najpiękniejszych okolic naszego kraju o milę od Ojcowa i Pieskowej Skały, leży rozległa i ludna wieś Jerzmanowice, przedłużona zaraz przyległą wsią Szklary, słynną bogatymi łomami marmurów i tuż do granicy Austrii przypierającą.  Nie daleko głównego gościńca, z Olkusza ku komorze celnej Szyce prowadzącego, wznosi się na skalistej górze, znacznych rozmiarów murowany z wapienia kościół parafialny w Jerzmanowicach. Do okola otaczają go topole, i stare lipy, a w dali jeżą się nagie i strome skały, niby ruiny starożytnych zamczysk. Takiego to cudnego krajobrazu ramy, okalającego świątynię zmuszają oko podróżnego, do dłuższego zatrzymania się na niej, budząc mimo wolną ciekawość poznania tego przybytku, dla którego trudno już znaleźć efektowniejszego miejsca.

Kościół to niedawny, bo dopiero w roku 1836 w miejsce spalonego wystawiony, według planów przez ówczesny Rząd ogółowo przepisanych. Struktura ciężka, jakby rozsiadła, o prostych liniach; ale mimo to wszystko, jest w niej coś poważnego, a poczerniałe i poodpadane tynki zewnątrz, tworzą pewną analogię z owymi okalającymi go skałami. Przez czterdzieści trzy lat, kościół Jerzmanowcki pozbawiony był wszelkich wewnętrznych ornamentacji. Nagie, bielone wapnem ściany, ławki, ambona, chór, ołtarze, wszystko z drzewa spod stolarskiego hebla wyprowadzone przedstawiały patriarchalną prostotę. Usiłowaniom X. Stanisława Zwolskiego, teraźniejszego plebana parafii Jerzmanowice, winien ten kościół wewnętrzne swoje ornamentacje, około których, po dwuletniej pracy, dopiero w tym miesiącu ukończonymi zostały roboty.

Dwóch krakowskich malarzy składało się na przyozdobienie tej świątyni.  Zaszczytnie od dawna znany p. Niedźwiedzki wykonał najznakomitsze prace. Jego to pędzla zdobi wielki ołtarz obraz olejny Bogarodzicy, nader szczęśliwie wykonany; drugi,  w bocznym ołtarzu S-go Bartłomieja, mniejszych rozmiarów, aczkolwiek równie starannie wykonany, nie zaspokaja ani układem ani kolorytem. Oprócz tego p. Niedźwiedzki, malował tu także ściany i plafand w prezbiterium, tudzież trzy ołtarze, chór, ambonę, z odzłoceniem gzemsów  [gzymsów] i sztukateru, wszystko nader smacznie wdzięcznie. Nawa i plafon tejże, jest pędzla innego malarza, który dość szczęśliwie pierwszego mistrza naśladował, a chcąc po sobie także pamięć zostawić, zrobił na plafonie Wniebowzięcie Matki Najświętszej. Nowe i bardzo dobre organy, są dziełem znanego ze swojej sztuki p. Sapalskiego z Krakowa.

Znać też wszędzie czynną staranność i zapobiegliwość o dobro kościelne miejscowego Proboszcza, który umiał natchnąć parafian do czynnego udziału w tych pełnych pobożności usiłowaniach. Ich groszem i staraniem przelewa się obecnie w Warszawie dość znacznej wielkości dzwon, który dotąd pęknięty leżał od roku 1826 bezużytecznie. Zamiarem jest w następnych latach, odrestaurować odpadłe tynki i gzemsy  [gzymsy] zewnątrz oraz zreperować dach, z którego panujące tu wiatry pozdzierały szmatami blachę; a nader to pilne roboty, bo wapień, z którego kościół budowany rychło się rozsypie, będąc na działanie powietrza wystawiony. Lecz nie na tem tylko ogranicza się działalność X. Zwolskiego; zajmuje się on obecnie podźwignieniem kaplicy fundacji Sroczyńskiego, którą, mimo więcej jak szczupłych funduszom, zdołał przecie zaopatrzyć nowym dachem i oknami. Niedawno zaś, bo przed kilku laty, wybudował także ze składek parafialnych plebanię z gospodarczym budynkiem. Nothing

(Gazeta Kielecka)

Fotografie kościoła wykonał Adam Szafraniec.

W artykule jest pewna nie ścisłość, bowiem wymieniono w nim, że kościół obecny został wybudowany w miejsce spalonego. Według źródła z 1836 r., jakim jest wizytacja  parafii, kościół w Jerzmanowicach był drewniany, zdezelowany, został rozebrany w 1826, a nowy zaczęto  budować rok później. Po  przezwyciężeniu wielu trudności, świątynię ukończono dopiero w 1836 r.

Kazimierz Tomczyk.

 

 

 

 
«pierwszapoprzednia1234następnaostatnia»

Strona 4 z 4

Ciekawostki z przeszłości

Dawne wierzenia i zwyczaje

Statystyka strony

Użytkowników : 2
Artykułów : 281
Odsłon : 177670

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 13 gości