Krwawe zaloty - Trzebinia 1912 r.

Wczoraj zdarzy? si? w Trzebini nieszcz??liwy wypadek. Do wdowy M. Morozowej i jej crki przysz?o w zaloty czterech m??czyzn . Kiedy towarzystwo mia?o dobrze ju? w czubach , wynik?a k?tni, ktra zamieni?a si? w bjk?. Jeden z zalotnikw w czasie niej doby? no?a i rani? swego przyjaciela w g?ow?, plecy i brzuch. W stanie bardzo gro?nym przewieziono nieszcz??liwego konkurenta do szpitala ?w. ?azarza w Krakowie. (Ilustrowany Kurier Codzienny, 1912, nr 177).

 
Ukamieniowany za radio - 1929 r.

We Wierzbnie pod Szczuczynem ukamieniowali na ?mier? ciemni s?siedzi gospodarza Nicewskiego, za to, ?e jakoby za?o?one przez niego radio sprowadza?o na nich niepowodzenia w gospodarstwie. Trzech g?wnych sprawcw aresztowano. (Przyjaciel Ludu 1929, nr 20).

 
Pogrzeb za ?ycia - 1883 r.

Prawdziwie osobliwy fakt opowiada Echo ?om?y?skie. W parafii N. mieszka? b. kleryk P., szwankuj?cy na umy?le, i z tego powodu zapewne wydalony z seminaryjum. Nieborakowi sprzykrzy?o si? ?ycie, a nie chc?c sobie w?asn? r?k? zadawa? ?mierci, umy?li? sobie inny sposb dostania si? na tamten ?wiat, do ktrego wzdycha?. Gdy pewnego razu przyniesiono na noc do ko?cio?a zmar?ego P. wyj?? go z trumny, skry? gdzie? w k?cie, i sam zaj?? niewygodne jego miejsce. Nad ?ywym odprawi?o si? nabo?e?stwo ?a?obne, trumn? zaniesiono na cmentarz, od?piewano modlitwy i mniemanego nieboszczyka spuszczono do grobu, Ksi?dz bierze grudk? ziemi i przysypuje ni? trumn? Ten g?uchy odg?os , poruszaj?cy zwykle do g??bi serca obecnych widocznie sprowadzi? refleksje w umy?le grzebanego za ?ycia P. W ostatniej chwili ?al zrobi?o mu si? ?ycia, zerwa? si? z trumny, odrzuci? wieko i krzykn??: "Ja jestem P., nie chowajcie mnie, bom ?ywy". ?atwo sobie wystawi? co si? dzia?o; ksi?dz, pos?uga ko?cielna i ca?y orszak pogrzebowy rozpierzchn?li si? na wszystkie strony, i trzeba by?o dosy? czasu, zanim rzecz si? wyja?ni?a. Wtedy odszukano prawdziwego trupa i pogrzeb ju? odby? si? bez przeszkd. (Gazeta Kielecka 1883, R. 14, nr 40).

 
Pojedynek ameryka?ski w Warszawie w 1882 r.

W Warszawie, w tych dniach [na pocz?tku lutego 1882 r.] wydarzy? si? pojedynek ameryka?ski. Julian Dewert i Aleksander Borowicz; dawaj czeladnicy, br?zowniczy, maj?cy po lat dwadzie?cia niespe?na, najwi?ksi przyjaciele niegdy?, siedli do gry w domino. Stawk? by?o ?ycie. Kto trzy razy przegra ten niezw?ocznie wypije szklank? witryolu. Dewert przegra?. Duszkiem wypi? witriol i w m?czarniach umar?. A przyczyn? tej gry szalonej by?a kobieta. Szalony partner- rywal, Borowicz zosta? aresztowany i mie? b?dzie proces kryminalny. (Gazeta Kielecka, 1882, R. 13, nr 16).

 
Obra?ony z?odziej - Warszawa 1905 r.

Obra?ony z?odziej. Niezwyk?? przygod? ze z?odziejem mia? pewien kupiec z ulicy Dzikiej w Warszawie. Skradziono mu na poczcie zegarek. Po kilku dniach otrzyma? go z powrotem przy li?cie tej tre?ci: widz?c elegancie ubranie pa?skie, sadzi?em, ?e taki pan ma z?oty zegarek; przekonawszy si? jednak, ?e to sztuczne z?oto. Zwracam go z uwag?, i? nie powinno si? tak oszukiwa? ludzi, ktrzy bior? ci? za bogatego. Cho? pan jest sko?czonym biedakiem (Prawda 1905, nr 6).

 

Zbrodnia czy g?upota. Z Chrzanowa donosz?: W ?wi?to ?wi?tego Szczepana o godz. 11 w nocy pod?o?y?a zbrodnicza, czy lekkomy?lna r?ka nabj dynamitowy pod ?cian? kaplicy w K?tach, wsi po?o?onej ko?o Chrzanowa w jakim zamiarze, nie wiadomo. Wystrza? dynamitowy poniszczy? kosztowne kolorowe okna w kaplicy, wewn?trz kaplicy, jakby cudem, ocala? kamienny o?tarz, spadla tylko korona z figury Matki Boskiej i krzy?. Na miejscu dzisiejszej kaplicy sta?a dawniej male?ka tylko kapliczka, ciasna i brudna, bez wie?y z dzwonkiem. Mieszka?cw K?tw budzi? glos dzwonka z kopalni na szycht, ale dzwonka, wzywaj?cego do odmwienia modlitwy Anio? pa?ski" we wsi nie by?o. Az kiedy straszny po?ar przed trzema laty zniszczy? wie? kapliczk?, w?a?ciciel K?tw, p. Bruno Lewenfeld, zaj?? si? gorliwie ko?o budowy nowej wielkiej kaplicy, ktr? w?asnem staraniem i kosztem zaopatrzy? w rze?biony z kamienia o?tarz, ozdobi? artystycznem malowid?em ?ciany, kupi? dzwonek do wie?yczki, aby odt?d rano, w po?udnie i wieczorem, g?os dzwonka kapliczki przypomina? mieszka?com, ?e cz?owiek nie tylko chlebem, ale i s?owem Bo?em ?y? powinien. Jak?e weso?o wygl?da?a kaplica, gdy przez du?e kolorowe okna s?o?ce z?ocistem promieniem zdobi?o skro? Naj?w. Panienki. Dzisiaj smutno przy drodze stoi kapliczka z potrzaskanemi szybami ?wi?tokradzk? r?k? - i pytamy sami siebie, co to znaczy, kto to uczyni?? lekkomy?lno?? to, czy zbrodnia, czy anarchia?(prawda 1900, nr 2).

 
Wydarzy?o si? w 1912 r. w Cz?stochowie

Bandyci na Jasnej Grze. W niedziel? ubieg?? policja cz?stochowska wkroczy?a do klasztoru jasnogrskiego dla uj?cia bandytw, ktrzy mieli si? tam zakra?? w celu okradzenia skarbca klasztornego. Rzeczywi?cie spo?rd t?umw spostrze?ono bandyt?, Koz?owskiego, ktry jednak nie dal si? zaaresztowa?, ale strzelaj?c uciek? do sali rycerskiej, a st?d na wie??, w ktrej si? zabarykadowa?. Rozpocz??a si? strzelanina. Z do?u strzela?a policja, bandyta odpowiada? g?stymi strza?ami z wie?y, rani?c kilkana?cie osb z publiczno?ci. T?umy obecnych pielgrzymw zamkni?to w klasztorze, z miasta za? sprowadzono 7 pu?k stra?y granicznej z karabinami maszynowymi i dwa szwadrony jazdy. Rozpocz?to formalne obl??enie bandyty. Walka z broni palnej trwa?a przez ca?? niedziel?, a? do poniedzia?ku do 6 rano. Wwczas pod?o?y?o wojsko pod wej?ciem do wie?y dynamit, drzwi w ten sposb wysadzi?o, i dosta?o si? na gr?. Bandyta le?a? martwy podziurawiony kulami. Przez ca?y czas obl??enia da? on do wojska kilkaset strza?w, za? do niego dano oko?o 1000 strza?w z karabinw maszynowych (Prawda 1912, nr 49)

 
Wydarzy?o si? w 1900 r. w Kaliszu

[Ucieczka pana m?odego]. Podczas ?lubw ma??e?skich zawieranych w ko?ciele N. Maryi Panny, jaki? pan m?ody (z klasy robotniczej) uciek? od o?tarza i ukry? si? w jednym z domw przy ulicy Maryja?skiej. Odnaleziony przez dru?bw, pomimo pr?b i gr?b w ?aden sposb nie chcia? wrci? do ko?cio?a, wobec czego go?cie weselni musieli odwie?? pann? m?od?, w?rd ?ez i rozpaczy do domu (Gazeta Kielecka 1900, R. 31, nr 11)

 
Wydarzy?o si? w 1905 r. pod Radomiem

Wiejski wynalazca. Korespondent radomski Kuriera Codziennego opowiada o niezwykle pomys?owym w?o?cianinie wynalazcy, m?ynarzu z Gorynia, nazwiskiem Kara?. Obdarzony nadzwyczajnymi zdolno?ciami do mechaniki, w?o?cianin ten zbudowa? zegar astronomiczny, wed?ug w?asnego pomys?u, a zarazem pomys? ten w?asnor?cznie wykona?. Zegar ma 8 cyferblatw, pokazuj?cych; obieg ziemi, zmiany ksi??yca, miesi?ce w roku, dnie w miesi?cu, d?ugo?? dnia i nocy, godziny i minuty, sekundy, tygodnie w roku i dnie w tygodniu, czas wschodu i zachodu s?o?ca, wreszcie, czy dany rok jest przest?pny, czy nie. Ca?y mechanizm jest mosi??ny, a szafka, wysoko?ci oko?o 10 stp jest z drzewa sosnowego, pokrytego szarym fornirem. Zegar nakr?ca si? raz na 400 dni i b?dzie funkcjonowa?, jak zapewnia wynalazca, przez 500 lat. Kara? wykona? i drugi zegar z 5 cyferblatami, umieszczonymi na jednej p?aszczy?nie, nakr?cany raz na 50 dni. Pomocnikiem Karasia jest inteligentny w?o?cianin, Jzef M?kosa. (Czas, 1905, nr 125)

 


Ciekawostki z przesz?o?ci

Dawne wierzenia i zwyczaje

Statystyka strony

Użytkowników : 2
Artykułów : 282
Odsłon : 146576

Go?cimy

Naszą witrynę przegląda teraz 23 gości